Wiele szkoleń finansowanych przez UE nie spełnia oczekiwań pracodawców, pracowników i bezrobotnych. Tak przynajmniej uważa Jacek Młyński, konsultant z firmy Straight — Doradztwo Personalne. Jako jedną z przyczyn podaje brak monitorowania u nas potrzeb rynku. W rezultacie mamy mnóstwo zajęć z tzw. umiejętności miękkich, np. asertywności czy komunikacji interpersonalnej, ale brakuje np. warsztatów uczących konkretnego zawodu.
— Szkoda, że firmy szkoleniowe nie oferują niczego operatorom obrabiarek, frezarek czy koparek, a więc fachowcom, którzy obecnie są na wagę złota — wskazuje Jacek Młyński.
Ma też zastrzeżenia do trenerów. Twierdzi, że przygotowanie merytoryczne i rzetelność wielu z nich pozostawia sporo do życzenia.
— Zdarza się, że instruktorzy przerabiają pięciogodzinny program w dwie godziny. Co i tak wydaje się zaletą, zważywszy, jak nieprofesjonalne i nudne są te zajęcia — zauważa doradca.
Unijna biurokracja
W podobnym tonie wypowiada się Dorota Trzcińska, kierownik działu szkoleń i rozwoju w Vatenfall (jeden z największych producentów ciepła i elektryczności w Polsce). Cieszy się, że dzięki pieniądzom z EFS koncern przeszkolił w zeszłym roku około 200 menedżerów, specjalistów i pracowników produkcji (niektórzy uczestniczyli w dwóch lub trzech różnych szkoleniach). Mniej jest zadowolona z tematyki zajęć. Dotyczyły negocjacji, zarządzania projektami i radzenia sobie ze stresem. Tymczasem — jak uważa Dorota Trzcińska — uczestnikom bardziej przydałyby się szkolenia twarde, związane z branżą energetyczną. Nie wyraża się też pochlebnie o niektórych trenerach. Za przykład podaje psychologa, który prowadził wykład o inteligencji emocjonalnej.
— Warsztaty były zwykłą stratą czasu. Wystarczyło przeczytać wstęp jakiejkolwiek książki o inteligencji emocjonalnej, aby posiąść taką samą wiedzę — ocenia pani kierownik.
Chwali za to szkolenia zamknięte, na które zdecydowała się jej firma.
— Dały nam możliwość większego wpływu na poziom zajęć i poruszaną problematykę, a także na dobór instruktorów — stwierdza Dorota Trzcińska.
Nie potrafi zrozumieć, dlaczego aż tyle dokumentów trzeba wypełnić, żeby otrzymać unijne wsparcie. A firmy wielkości Vatenfall i tak są uprzywilejowane, bo mogą oddelegować pracownika, który zajmie się papierkową robotą.
— Gorzej mają małe i średnie przedsiębiorstwa, które z powodu biurokracji często rezygnują z ubiegania się o fundusze na edukację — ubolewa Dorota Trzcińska.
Przejmij inicjatywę
Jak szkolenia finansowane przez Unię ocenia Małgorzata Kozłowska, która w Polskim Radiu odpowiada za podnoszenie kwalifikacji personelu?
— Wykazujemy się inicjatywą, zamiast czekać na to, co przyniesie los. Dlatego nie mamy powodów do narzekań — oświadcza.
W jej dziale pracuje zaledwie sześć osób, więc od początku było jasne, że edukację zawodową trzeba powierzyć profesjonalistom z zewnątrz. Zespół zaczął od rozeznania potrzeb pracowników, a następnie przeanalizował oferty rynku. Uznał, że oczekiwania radiowców najlepiej zaspokoją trzy firmy: Idea Management Consulting, Mazowieckie Centrum Szkoleń i szkoła językowa Felberg. Kiedy zawarły one konsorcjum, rozgłośnia po trudnych negocjacjach podpisała z nimi umowę.
— Aspektem formalno-prawnym, czyli wystąpieniem o środki zajęło się konsorcjum — opowiada Małgorzata Kozłowska.
Wszystkie szkolenia kosztowały ponad 2 mln zł, w tym było ponad 1,5 mln zł unijnej dotacji. W 11 miesięcy udało się stworzyć w Polskim Radiu ponad 90 grup szkoleniowych. W sumie przeszkolono ponad 1400 osób z wszystkich szczebli w 19 zakresach tematycznych. Pracownicy mogli uczestniczyć w zajęciach z zakresu prawa (np. kodeks pracy, prawo autorskie, prawo zamówień publicznych) i finansów (m.in. analiza finansowa i kontroling), a także typowo dziennikarskich, np. z kultury języka polskiego i nowoczesnego radia. W ramach projektu prowadzono też kurs języka angielskiego.
Małgorzata Kozłowska zaznacza, że sukces nie byłby możliwy bez ścisłej współpracy z firmami szkoleniowymi i zaangażowania w realizację projektu.
— Na przykład specjalistę, który wprowadzał pracowników w arkana cyfrowej archiwizacji materiałów dźwiękowych, znaleźliśmy aż w Szwecji — wspomina specjalistka.
Sam zdecyduj, czego i jak uczyć
W dużym stopniu od przedsiębiorców zależy, czy unijne pieniądze na szkolenia są dobrze wydawane.