W pierwszym etapie drogi na giełdę najwięcej czasu poświęciliśmy na przygotowania do stworzenia prospektu, czyli na inwentaryzację umów, licencji, porozumień itd. Oddanie części kontroli nad spółką nie było dla mnie problemem. Analiza wielu firm, w tym także doradczych, wskazuje, że kurczowe trzymanie się 100 proc. własności bardzo często kończy się fatalnie.
W jaki sposób oceniliśmy, czy spółka nadaje się na giełdę? Najpierw sami zweryfikowaliśmy nasz standing, wyniki i perspektywę rozwoju. Następnie odbyliśmy kilka spotkań z potencjalnymi inwestorami. DGA ich zaciekawiło. Z jednej strony nowa branża na GPW, z drugiej strony firma dość specyficzna. Uświadomiliśmy sobie wówczas, że może być problem z wyceną spółki. O wstępne wyceny poprosiliśmy naszego oferującego. Ich szacunek był dla nas akceptowalny, aczkolwiek mieliśmy świadomość, że pożądana wycena mogłaby być wyższa. Nadzorowałem cały projekt, a pomagało mi biuro zarządu. Wszystko szło sprawnie, więc zdecydowaliśmy się, że sami napiszemy prospekt emisyjny.
ANDRZEJ GŁOWACKI prezes i główny akcjonariusz DGA