Samoobrona rusza do kontrofensywy

Adam Sofuł
11-12-2006, 00:00

Polityczna wojna w pełni. Z jednej strony mamy pod adresem koalicyjnych partnerów Prawa i Sprawiedliwości zarzuty o neonazistowskie ciągoty i molestowanie seksualne (bo zarzuty o nieślubne dzieci upadły w sobotę wieczorem), z drugiej padają ciężkie słowa o zamachu stanu i medialnych manipulacjach. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego ma — zdaniem wicepremiera Andrzeja Leppera —sprawdzić inspiracje i motywy publikacji w „Gazecie Wyborczej”. Nie powinno to dziwić, bo ABW bada już prospekt emisyjny TVN, więc dlaczego nie miałaby się zająć mediami drukowanymi. Padły też zapowiedzi nowelizacji prawa prasowego, która prostą drogą prowadziłaby do zamykania nieżyczliwych władzy tytułów.

Tak zakończył się gorący polityczny tydzień w Polsce, i — co najgorsze — nie był to tydzień szczególnie wyjątkowy. Ten, który się rozpoczyna, nie zapowiada się bynajmniej spokojniej. Koalicja, która zaliczyła ostatnio kilka bolesnych ciosów, rusza najwyraźniej do kontrnatarcia. Na czele tej ofensywy stoi najbardziej zraniony i rozwścieczony wicepremier Andrzej Lepper. On już wiele miesięcy temu wkraczając do Sejmu zapowiedział, że „że tu Wersalu nie będzie” i usilnie stara się tę tezę udowodnić, ale też — o ironio — sam stał się ostatnio jej ofiarą. Jednego możemy być pewni: teraz Wersalu będzie jeszcze mniej i — niestety — nie tylko za sprawą Leppera. Polityka zmierza coraz szybciej od kryzysu do kryzysu, a źródłem tych kryzysów nie są bynajmniej fundamentalne spory ustrojowe, ale afery obyczajowe. Debata publiczna zaczyna się koncentrować na życiu seksualnym władzy, a nie np. na drodze do euro czy meandrach polityki zagranicznej.

W tą polityczną grę pozorów znakomicie wpisuje się opozycja, która zgodnie ze swoim zbójeckim prawem krytykuje rząd, ale coraz częściej nie chce jej się nawet wyszukiwać realnych powodów krytyki, a poprzestaje na pretekstach. Uzasadnieniem wniosku o wiosenne wybory, z taką radością odrzuconego w piątek przez PiS, był tak naprawdę niesmak. Nie np. budżet, na którym w debacie PO nie zostawiła suchej nitki, a teraz bez zmrużenia powieki gotowa byłaby poprzeć za wybory, ale właśnie niesmak. Cóż, powód istotny, tyle, że ta koalicja budzi niesmak od chwili powstania, więc choć ostatnio ujawnione przez prasę wzmacniają nieco ten argument, tak naprawdę nic się na scenie politycznej nie zmieniło.

Może poza jednym. Po nie najlepszym wyniku w wyborach samorządowych i prestiżowej porażce w boju o fotel prezydenta stolicy Prawo i Sprawiedliwość zaczyna odzyskiwać inicjatywę. Osłabienie koalicyjnych partnerów tego ugrupowania znakomicie wpisuje się w plany Jarosława Kaczyńskiego budowy wielkiego politycznego bloku ludowo-narodowego. To prawda, że koalicjanci szargają nieco także wizerunek PiS, ale z drugiej strony przyspieszają proces wchłaniania przez PiS elektoratów Leppera i Giertycha. Obaj wicepremierzy są w coraz większym stopniu zdani na łaskę szefa rządu i coraz mniej skorzy do buntu.

Prawdziwym zwycięzcą tego kryzysu może okazać się Jarosław Kaczyński. Możemy się jednak tylko domyślać, jaki zrobi z tego sukcesu użytek. Czy będzie realizował sugerowane tuż po wyborach otwarcie na centrum i próbował pozyskiwać centroprawicowy elektorat, czy też pozwoli, by Andrzej Lepper dał upust swojej żądzy odwetu i stał się główną bronią w zwalczaniu układu IV RP. A może to być broń potężna. Bo wprowadzenie Andrzeja Leppera na salony wielkiej polityki nie ucywilizowało lidera Samoobrony, za to sprowadziło politykę do jego poziomu. A on czuje się w takiej właśnie polityce jak ryba w wodzie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Samoobrona rusza do kontrofensywy