Tchnąć w dawne dworce kolejowe nowe życie to nie zawsze sprawa łatwa. Ale niektóre przykłady zasługują na nagłośnienie.

To przykład jednej z najbardziej udanych transformacji. Pierwszy dworzec kolejowy w Sopocie powstał w 1870 r. Obecnie jest rewitalizowany i częściowo przywracany do stanu z drugiej dekady poprzedniego stulecia (m.in. w ten sposób zostaną przebudowane bagażownia i dach nad żeliwnymi kolumnami doryckimi). Obok powstaje kompleks nowego dworca kolejowego wraz z centrum handlowo-usługowym. Składa się on z budynku A z lokalami handlowo- -usługowymi, budynku B, czyli właściwego dworca, oraz budynków C i H przeznaczonych na hotel i usługi. Na piętrze jednego z nich znajdzie się mediateka, pierwszy taki obiekt w mieście. Przy stacji Sopot Główny będzie także parking podziemny na 250 samochodów i nieco mniejszy naziemny. Cała inwestycja kosztowała 100 mln zł, przy czym była to jedna z niewielu takich realizacji w Polsce, prowadzonych w formule partnerstwa publiczno-prywatnego.
Partnerami były: miasto Sopot, Bałtycka Grupa Inwestycyjna (BGI) i PKP. Pieniądze dostarczyła BGI, przy czym poza wkładem własnym dysponowała 42 mln zł z unijnego funduszu Jessica. To był pierwszy taki kredyt przyznany w całej Unii Europejskiej. Jego oprocentowanie wynosi tylko 2 proc. rocznie, co ułatwi firmie spłacenie go w 15 lat. BGI będzie także operatorem dworca, czyli zadba o jego utrzymanie i zarządzanie. Wyjątkami będą dworzec, pozostający w zarządzie PKP, i mediateka, którą ma zarządzać miasto.
Złośliwi twierdzą, że dopóki jest miedź, dopóty kolej w dolnośląskim mieście będzie jeździła. Ale są to już tylko składy towarowe, dworzec przestał być potrzebny. W 2011 r. samorząd odkupił go od kolei, a później… zrównał z ziemią. Fakt — budynek nie grzeszył urodą, ale byli tacy, którzy chcieli go wpisać do rejestru zabytków. Samorządowcy z Lubina deklarowali, że wybudują w jego miejsce centrum przesiadkowe. — Czekamy, aż zostaną wyremontowane tory. Wtedy będzie prawdopodobne, że powróci pasażerski ruch kolejowy. W tej chwili inwestycja w centrum przesiadkowe nie ma sensu. Jesteśmy do realizacji tej inwestycji przygotowani. Obiekt będzie pełnił funkcję dworca, przystanku autobusowego, przystanku dla busów oraz postoju taxi — mówi Jacek Mamiński, rzecznik prezydenta Lubina.
W Wąbrzeźnie sprawa jest skomplikowana. A praprzyczyną jest pruska ustawa o kolejach z 1892 r. wyznaczająca im funkcje przede wszystkim wojskowe, co znaczyło, że dworce mają być budowane poza miastem, aby bezpośrednio z pociągów można było wyładowywać żołnierzy, konie i sprzęt artyleryjski. Dlatego w Wąbrzeźnie wielki dworzec stanął 3,2 km za miastem, do którego doprowadzono bocznicę długą na 2,7 km z małym dworcem.
Powstały: Wąbrzeźno Główne i Wąbrzeźno Miasto. Co ciekawe, linia między nimi była pierwszą zelektryfikowaną w Polsce. Ruch pasażerski na niej zawieszono około 1989 r. W 2011 r. tory były bardzo zniszczone. Wąbrzeźno z niskim budżetem nie mogło sobie pozwolić na remont i utrzymanie, powiat nie był tym zainteresowany. Innych chętnych nie było. Ostatecznie linię skasowano. Samorząd przejął nieodpłatnie od PKP dworzec Wąbrzeźno Miasto tory i teren manewrowy, czyli świetnie położony hektar niemal w samym centrum.
— Budynek dworca został sprywatyzowany. Tory udało się zdjąć, linię zlikwidować w ciągu dwóch lat i wybudować ścieżki piesze i rowerowe, przy czym załatwianie formalności trwało bardzo długo i szło jak po grudzie. Teren po kolei zostanie zagospodarowany, mamy na to pomysły i inwestorów — zapowiada Leszek Kawski, burmistrz Wąbrzeźna. Gorzej z dworcem Wąbrzeźno Główne. Budynek jest duży, funkcjonalny, o sporej kubaturze. Burmistrz Kawski chciał znaleźć inwestora, ulokować tam organizacje pozarządowe, próbował znaleźć mu jakąś funkcję miejską. Bez skutku.
— Dworzec stoi na obrzeżach miasta, 3 km od centrum. To nawet na granicy gminy. Nic się tam nie dzieje. Nie mam pomysłu na jego wykorzystanie. Trudno go do czegoś dostosować — mówi Leszek Kawski. Burmistrz zauważa, że to błędne koło: PKP chcą się pozbyć budynku i ulicy, ale nie mają chętnych na coraz bardziej niszczejący dobytek. — Przejęcie dworców jest dobrym ruchem samorządów. Jeśli dworzec jest blisko miasta albo wręcz w samym centrum — podsumowuje Leszek Kawski.
Wizytówki kolei
Do PKP należy 2,5 tys. dworców, z czego tylko niespełna 600 obsługuje ruch pasażerski. Część nieczynnych obiektów spółka likwiduje, sprzedaje albo przekazuje samorządom, które mogą je zagospodarować komercyjnie albo przeznaczyć do użytku publicznego. PKP wprowadziły niedawno nową kategoryzację obiektów: dworce premium (16) wojewódzkie (15) aglomeracyjne (105) regionalne (95) lokalne (336) turystyczne (15). W przypadku dużych obiektów PKP współpracują także z deweloperami, inwestując w centra handlowo-usługowe. Do maja tego roku inwestorzy przygotowali przedsięwzięcia warte 4,6 mld EUR. [KAP]
Już w XIX w. miasto było jednym z ulubionych letnisk Śląska, więc pruskie władze postarały się o solidny dworzec. Przebudowano go w 1924 r. z innowacyjną na owe czasy kopułową konstrukcją żelbetową. Z parterowym budynkiem PKP pożegnała się w 2008 r., jako że wcześniej zawiesiły kursowanie tam pociągów. Miasto przejęło dworzec za darmo, a ponieważ Karpacz wciąż jest popularnym letniskiem, postanowiło obiekt przy ul. Kolejowej 3 zagospodarować niesztampowo. W uzdrowisku mieszkał bowiem Henryk Tomaszewski, jeden z największych polskich mimów, dyrektor Pantomimy Wrocławskiej. Jego pasją były zabawki, głównie lalki regionalne, których wiele przywoził z każdejpodróży. Po jego śmierci utworzono małe muzeum. Samorząd postanowił zaprezentować w nim całą kolekcję Tomaszewskiego. Wystąpił o dotację unijną. Budynek przywrócono do stanu przedwojennego, zostawiając wiatę dla podróżnych i salkę z modelami kolejowymi. Główną częścią jest otwarte w 2012 r. Muzeum Zabawek, atrakcja dla wczasowiczów. W budynku powstał też punkt informacji turystycznej i znalazło się miejsce dla Biblioteki Miejskiej. Adaptacja dworca kosztowała 4,2 mln zł, z czego 80 proc. pokryła unijna dotacja.
Podobny pomysł miał samorząd podtrójmiejskiej Rumii. Dworzec miał tam być przebudowany, PKP chciały zamienić go na przystanek. Władze miasta porozumiały się ze spółką i dworzec zmodernizowano, przeznaczając trzy czwarte powierzchni na funkcje niezwiązane z obsługą pasażerów. W ten sposób powstała Stacja Kultury, która łączy prowadzoną przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Rumii placówkę multimedialną, centrum kultury i bibliotekę. Przedsięwzięcie dostało Nagrodę Architektoniczną „Polityki” i II nagrodę Bryła 2014. Koszt modernizacji wyniósł 4,7 mln zł. Nową placówkę otwarto we wrześniu 2014 r. i stała się ciekawym miejscem na mapie kulturalnej województwa. Urządza się tam warsztaty, koncerty, spotkania z pisarzami (np. Vincentem V. Severskim, byłym dyrektorem w Agencji Wywiadu, autorem thrillerów szpiegowskich) oraz dotyczące zdrowego stylu życia.