Odsetek internautów żyjących solo z roku na rok rośnie. W listopadzie 2010 r. zaledwie 6 proc. Polaków korzystających z sieci deklarowało, że mieszkają sami. Pod koniec zeszłego roku było ich już 10 proc. – wynika z danych zebranych przez firmę Gemius. Najwięcej singli pochodzi ze wsi (25 proc.) i dużych miast (19 proc. mieszka w aglomeracjach liczących powyżej 500 tys. osób). Są dobrze wyedukowani. Ponad 42 proc. ma licencjat, wykształcenie niepełne wyższe lub wyższe, 30 proc. – wykształcenie średnie lub pomaturalne. 52 proc. to mężczyźni.

„Sieciowi” samotnicy, wbrew kreowanej przez niektóre media mody na singlizm, pragną zmiany statusu. Najchętniej odwiedzają strony randkowe (21,5 proc) i te dotyczące clubbingu, imprez, koncertów i innych wydarzeń publicznych, na których można kogoś poznać (6,5 proc.). Natomiast panowie indywidualiści często wchodzą na serwisy dla mężczyzn (32,5 proc.). Uwagę zwraca też gwałtowny skok popularności serwisów społecznościowych, które – jak Facebook – coraz częściej są miejscem nawiązywania bliższych relacji, spełniając rolę podobną do serwisów randkowych. W listopadzie 2010 r. wśród użytkowników tego serwisu społecznościowego było 5,5 proc. samotników. Trzy lata później – już 9 proc.
- Społeczności wirtualne to azyl dla ludzi, którzy chcą być zarówno w kontakcie, jak i pozostawać w ukryciu. Niejeden introwertyk tylko dzięki tzw. social mediom poznał partnera na całe życie. Zaczęło się od niezobowiązującej pogawędki na Facebboku, potem było wspólne zwiedzanie Włoch w tzw. realu. W końcu stanęli na ślubnym kobiercu – uśmiecha się psycholog Katarzyna Lorenc.
Sieć ma jednak również zagorzałych krytyków. Jednym z nich jest amerykański dziennikarz naukowy David Disalvio, który twierdzi, że wraz z rozwojem cyfrowej komunikacji relacje międzyludzkie dryfują po bardziej mrocznych wodach niż kiedykolwiek wcześniej – nie dlatego, że wykorzystanie technologii te interakcje dehumanizuje, ale z powodu ich niezobowiązująco-wirtualnego charakteru.
W tym samym duchu wypowiada się jeden z najwybitniejszych polskich socjologów, prof. Zygmunt Bauman. Jak przypomina, od niepamiętnych czasów ludzie traktowali miłość jako dzieło sztuki, które wymaga zaangażowania, obowiązkowości, życzliwości, a także rezygnacji z narcystycznych i egoistycznych postaw. Tymczasem dzisiejsze związki zostały zredukowane do rozrywki, wpisu na tablicy Facebooka. Mało kto nad nimi pracuje i próbuje ocalić, gdy zaczynają się psuć. Kiedy ktoś nie spełnia naszych oczekiwań, zwyczajnie zostaje wykluczony z sieci znajomych. Ta czynność ma swoją nazwę – „unfriend”, czyli odprzyjaźnić się, a ściślej odprzyjaźnić kogoś.
Singlizm to nie tylko polskie zjawisko. Odsetek jednoosobowych gospodarstw domowych w naszym kraju wynosi 24 proc. Średnia w USA to 27, a w krajach skandynawskich – 45 proc.
