Samozatrudnieni psują wizerunek mikrofirm

„Wolni strzelcy” ciągną statystyki dotyczące efektywności polskich mikrusów niemal na sam dół unijnej tabeli. Na rządowych programach wsparcia natomiast korzystają nie tylko ci, którzy chcą się rozwijać

Mikrofirmy są dla gospodarki niczym młode pokolenie dla społeczeństwa — źródłem nowych pomysłów, które zmieniają otaczającą je rzeczywistość. Z opublikowanych niedawno danych GUS (opartych na rejestrze REGON) wynika, że na koniec 2017 r. w polskiej gospodarce funkcjonowało 4,31 mln podmiotów. To kolejny rok z rzędu, w którym ich liczba wyznacza nowy, historyczny rekord i — jeżeli za kryterium podziału przyjąć liczbę zatrudnionych — okaże się, że tradycyjnie za ruch w górę odpowiadają tzw. mikroprzedsiębiorstwa. W 2017 r. przybyło około 73 tys. podmiotów z tego segmentu, a we wszystkich pozostałych zanotowaliśmy spadki. Mikrusy od lat odgrywają ogromną rolę w polskiej gospodarce. Z danych GUS wynika, że w ubiegłym roku stanowiły 95,6 proc. ogółu podmiotów. Niestety, na podstawie tych informacji nie można stwierdzić, że gospodarcze życie w Polsce nabiera tempa, a biznes rozkwita.

Mikrozamieszanie

Niedawno pisaliśmy w „PB” o tym, jak słabo na tle Europy wypada nasza wyjątkowo liczna reprezentacja firm z segmentu mikro-. Powoływaliśmy się wówczas na ostatnie dostępne dane Eurostatu (za 2015 r.), które sugerują, że udział mikrofirm w ogóle przedsiębiorstw jest w Polsce jednym z najwyższych w UE, ale ich produktywność (mierzona wartością dodaną brutto na pracownika) zostaje mocno w tyle — w unijnym zestawieniu zajmujemy trzecie miejsce od końca (za nami są firmy z Grecji i Bułgarii).

W dużym stopniu to wpływ samozatrudnionych, którzy spełniają definicyjne wymogi mikrofirmy — są podmiotem, który zatrudnia od 0 do 9 osób. Sęk w tym, że zwykle kończą na zatrudnieniu samego siebie.

— Mikrofirmy to w około dwóch trzecich samozatrudnieni, a tylko w jednej trzeciej mikropracodawcy. To dwa jakościowo odmienne segmenty. Niska produktywność mikroprzedsiębiorstw w Polsce to w dużej mierze „efekt uboczny” dużego udziału samozatrudnienia. Z mikropracodawcaminie jest tak źle — mówi prof. Jerzy Cieślik z Akademii Leona Koźmińskiego.

— W Polsce jest coraz więcej osób, które nawiązują współpracę na podstawie umów B2B (specjaliści / cała branża ICT), co powoduje, że jest bardzo dużo jednoosobowych działalności gospodarczych, które nie zatrudniają nikogo. Trudno nazwać te osoby przedsiębiorcami, bo w większości wypadków mają nawiązaną współpracę tylko z jedną firmą. Gdyby wyłączyć tę grupę z rozważań, myślę, że statystyki byłyby zupełnie inne — zgadza się Łukasz Olechnowicz, prezes firmy Dynaminds.

Zniekształcenie obrazu polskich mikrofirm to pochodna nie tylko dużej liczby samozatrudnionych w skali kraju, ale także w skali międzynarodowej. Profesor Jerzy Cieślik szacuje, że ich udział w całej populacji osób prowadzących działalność gospodarczą (samozatrudnieni jako procent aktywnych podmiotów gospodarczych) wynosi w Polsce 66 proc., podczas gdy średnio w UE to 56 proc. (dane za 2014 r.). W bazie OECD stopa samozatrudnienia (relacja samozatrudnionych do zatrudnionych ogółem) za 2016 r. dla Polski wynosi 20,7 proc. i wśród krajów monitorowanych przez tę organizację jest jedną z najwyższych (patrz wykres). Polską anomalię w tym obszarze widać zresztą także w danych Eurostatu. W 2016 r. udział pracowników z Polski w ogóle pracowników z UE wyniósł 7,3 proc. (dla osób w wieku 15-64 lata). W grupie pracujących na własny rachunek (ang. self-employed) było to już 9,2 proc., a w podgrupie typowych samozatrudnionych, a więc tych, którzy nie zatrudniają nikogo oprócz siebie — 10,1 proc. W trzecim kwartale 2017 r. 2925 tys. Polaków pracowało na własny rachunek, z czego tylko 690 tys. było pracodawcami (dane BAEL, publikowane przez GUS). Różnicę między tymi liczbami, a więc 2235 tys., można — w pewnym uproszczeniu — uznać za najlepszy szacunek liczby „typowych” samozatrudnionych.

Żyłka do interesów

Z czego wynika popularność tej formy zatrudnienia wśród Polaków?

— Po pierwsze z opłacalności, bo przy wyższych dochodach prawo do liniowej stawki PIT 19 proc. jest korzystne, a do tego dochodzą także niższe obciążenia z tytułu ZUS. Po wejściu w życie ustawy Prawo przedsiębiorców początkującyprzedsiębiorca przez pierwsze sześć miesięcy będzie całkowicie zwolniony z płacenia składek, przez kolejne dwa lata ma prawo do tzw. małego ZUS, a potem przechodzi do zryczałtowanego obciążenia wyliczonego na podstawie 60 proc. średniej krajowej, niezależnie od wysokości uzyskiwanych dochodów. Po drugie chodzi o urok bycia „wolnym strzelcem”, zwłaszcza w przypadku dobrej koniunktury. Na samozatrudnieniu łatwiej niż na etacie wygospodarować dwa lub trzy miesiące na przedłużone wakacje, mając pewność, że nie będzie problemu z klientami po powrocie — mówi prof. Jerzy Cieślik.

Newralgicznym punktem w tej sytuacji jest kwestia programów rządowych, które teoretycznie mają wspierać rozwój mikrofirm, ale w praktyce ich beneficjentami często są ci, którzy rozwoju w planach nie mają. Profesor Jerzy Cieślik, powołując się na międzynarodowe badania, szacuje, że tylko ok. 10 proc. samozatrudnionychprzekształca się w pracodawców. Zdaniem eksperta, wsparcie rządowe dla samozatrudnionych jest — przynajmniej teoretycznie — uzasadnione w sytuacjach kryzysowych, gdy mamy wysokie bezrobocie, a istniejące przedsiębiorstwa nie są w stanie wchłonąć chętnych do pracy.

— Wtedy jedną z tzw. aktywnych form oddziaływania na rynek pracy jest zachęcanie ludzi do tego, żeby zakładali firmy. Dzięki temu wychodzą z kolejki w urzędzie pracy, bo nie można być jednocześnie bezrobotnym i prowadzić działalności gospodarczej. A jeżeli w przyszłości taka osoba będzie zatrudniać innych, to będzie to tzw. podwójna dywidenda — tłumaczy profesor.

Jednak w obecnej sytuacji, gdy w polskiej gospodarce mamy ożywienie w pełnejkrasie, a ludzi do pracy brakuje, te argumenty tracą sens.

— Gdyby rząd nie oferował korzystnych rozwiązań podatkowych dla samozatrudnionych, spora ich część zdecydowałaby się na podjęcie pracy w już istniejących firmach, które chcą się rozwijać. Te zaś mają wyższą produktywność niż „soliści” funkcjonujący na ogół bez odpowiedniego wyposażenia kapitałowego. Tym samym rząd zachęca do nieefektywnego wykorzystania kapitału ludzkiego i wpędza ludzi w nieproduktywne działania. Bohaterem tak pojmowanej polityki przedsiębiorczości jest osoba nieprzygotowana do prowadzenia biznesu, zachęcana hasłem „zarejestruj firmę, a przez pierwsze sześć miesięcy nie będziesz płacił ZUS”. Brakuje natomiast programów nastawionych na rozwój prawdziwej przedsiębiorczości, a więc wspieranie tych, którzy od samego początku myślą o działaniu na większą skalę, mają dobry plan, kwalifikacje i dysponują częściowymkapitałem na rozwój. Im trzeba pomagać w pierwszej kolejności — mówi prof. Jerzy Cieślik.

Nie jesteśmy jednak pozbawieni rozwiązań, które mają chronić przed nadużywaniem samozatrudnienia, chociażby w kontraktach B2B.

— Mamy bardzo prosty mechanizm, który zniechęca do zakładania działalności gospodarczej i dalszej współpracy z tym samym podmiotem — w momencie, gdy kontynuujemy współpracę z wcześniejszym pracodawcą, tracimy prawo do obniżonego ZUS przez pierwsze dwa lata. Ponadto ZUS kontroluje przedsiębiorców na jednoosobowej działalności, którzy współpracują tylko z jednym klientem. Tym samym przepisy chronią gospodarkę przed nadużywaniem umów B2B — mówi Łukasz Olechnowicz.

OKIEM EKSPERTA - Małgorzata Skrzek-Lubasińska, reprezentująca Stowarzyszenie Samozatrudnieni

Trzecia siła rynku pracy

Samozatrudnieni to grupa szalenie zróżnicowana. Zalicza się do nich zarówno osobę, która sprzedaje ręcznie robioną biżuterię i zarabia kilkaset złotych miesięcznie, jak i programistę współpracującego z globalną korporacją z wynagrodzeniem stanowiącym wielokrotność średniej krajowej. Dlatego nie jest możliwe (przynajmniej na tym etapie) sformułowanie postulatów, które w prosty sposób można przełożyć na program polityczny. Na początek chcielibyśmy, by zaczęto myśleć i dyskutować o potrzebach tej grupy.

Podstawowe pytania na dziś to m.in., jak zapewnić wszystkim samozatrudnionym ochronę socjalną na wypadek choroby i macierzyństwa. Kolejna kwestia to jak skonstruować system emerytalny samozatrudnionych, by obciążenia nie były nie do udźwignięcia, a emerytura pozwalała na przeżycie. Należy rozważyć też, czy rzeczywiście wszystkie przepisy prawne dotyczące sektora MSP powinny dotyczyć też samozatrudnionych (najnowszym przykładem może być konieczność wysyłania JPK VAT). Chcemy, żeby zaczęto myśleć o naszych problemach, bo liczba samozatrudnionych systematycznie rośnie. Obecnie już blisko 1,5 mln osób prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Jeśli doliczyć do tego osoby pracujące na umowach cywilnoprawnych — liczba ta przekroczy 2 mln osób.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Samozatrudnieni psują wizerunek mikrofirm