Pracownica biura, która otworzyła list, została przewieziona na oddział zakaźny Wojewódzkiego Szpitala w Przemyślu, gdzie przez kilka dni pozostanie na obserwacji. Czwórka pozostałych pracowników, nie mająca bezpośredniego kontaktu z podejrzanym proszkiem, także musi zgłosić się na ten oddział. Lekarze zdecydują, czy zachodzi potrzeba ich hospitalizacji.
"Na miejsce, oprócz ekipy policyjnej, przyjechali też strażacy i sanepid. Jest to w takich przypadkach rutynowe działanie, gdyż zawsze poważnie traktujemy tego rodzaju zgłoszenia" - powiedział Międlar.
Jak wynika z relacji szefowej biura poselskiego Lucyny Podhalicz, list otworzyła księgowa, która zwykle przegląda pocztę. Z koperty wysypał się wtedy biały proszek, który był w niej umieszczony w foliowej torebce. Znajdował się tam także list z pogróżkami pod adresem posła Kuchcińskiego.
Szef klubu PiS nie było w tym czasie w biurze w Przemyślu. Powiedział PAP, że nie była to pierwsza pogróżka, którą ostatnio otrzymał. Jak dodał, pogróżki pod jego adresem nasiliły się w momencie, gdy PiS zaczął "finalizować sprawę lustracji, likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych" oraz zapowiedział wprowadzenie pod obrady Sejmu pakietu ustaw dezubekizacyjnych. "Ustawy te (które m.in. mają obniżyć emerytury funkcjonariuszy służb PRL) będziemy ogłaszać w piątek. Nic nas tutaj nie zatrzyma, żadne groźby" - podkreślił Kuchciński.
Policja nie chce ujawnić treści listu. "Był on napisany ręcznie, ale z oczywistych powodów nie przyglądałam mu się bliżej" - stwierdziła Podhalicz. Dodała, że bez względu na to, czym kierował się nadawca listu, spowodował tym spore zamieszanie i sprawę musi wyjaśnić policja. (PAP)