Sanwil wart mniej niż jego gotówka

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2008-07-01 00:00

Teoretycznie przemyską firmę byłoby stać na kupno samej siebie. W całości. Ale w praktyce na buy-back nie ma co liczyć.

Teoretycznie przemyską firmę byłoby stać na kupno samej siebie. W całości. Ale w praktyce na buy-back nie ma co liczyć.

Notowania producenta sztucznych skór poszły w dół o kolejny grosz. Przez kilka tygodni transakcje zawierano między ofertami 6 gr (kupno) a 7 gr (sprzedaż), wczoraj niektóre pakiety zmieniały właściciela za 5 gr. A to daje kapitalizację Sanwilu w okolicy 50 mln zł, podczas gdy firma z niedawnej emisji z prawem poboru zebrała 52 mln zł i nic z tego jeszcze nie wydała. Sam Sanwil nie zachwyca wynikami, ale jest na plusie.

— To dziwna sytuacja. Trudno mi zrozumieć i komentować decyzję akcjonariuszy, którzy decydują się sprzedawać udziały nawet poniżej wartości przypadającej na nie gotówki — mówi Adam Buchajski, wiceprzewodniczący rady nadzorczej Sanwilu i największy akcjonariusz firmy z 26,05-procentowym pakietem.

Deklaruje, że ani nie sprzedawał, ani nie kupował ostatnio akcji Sanwilu. Przypomina jednak, że kilka lat temu podobna sytuacja miała już miejsce. Niektóre NFI były wyceniane na rynku taniej niż zasoby finansowe, które posiadały. Analitycy tłumaczyli wtedy, że wartość takiej gotówki na potrzeby wyceny spółki należy jeszcze zdyskontować o różnego rodzaju koszty i podatki, które trzeba by ponieść, gdyby zasoby pieniężne miały trafić do udziałowców.

A może gracze giełdowi mają obawy o bezpieczeństwo gotówki Sanwilu?

— Około 80 proc. pieniędzy z emisji jest przechowywanych na lokatach, pozostałe 20 proc. w obligacjach biura maklerskiego DM IDM. To bardzo bezpieczne miejsca. Osobiście czuję się odpowiedzialny za te pieniądze — tłumaczy Adam Buchajski.

Czy korzystając z niskich kursów, namówi spółkę na buy-back?

— To ostatnia rzecz, jaką będę sugerował zarządowi. W moim odczuciu skup własnych akcji oznacza przyznanie się, że w firmie nie ma pomysłu na rozwój — komentuje główny akcjonariusz.

Sanwil w ofercie publicznej zbierał pieniądze na akwizycje. Jeden list intencyjny w sprawie przejęcia podmiotu zagranicznego nawet podpisano. Tyle że termin sfinalizowania transakcji był już dwa razy przesuwany. Najpierw obowiązywał koniec marca, potem koniec maja, a teraz jest mowa o końcu sierpnia.

— Myślę, że do przejęcia dojdzie, ale teraz czas działa na korzyść kupującego, bo wyceny firm spadają — twierdzi Adam Buchajski.