Saudowie zafundowali światu drogą ropę

Arabia Saudyjska dążąc do podniesienia cen baryłki sama stała się celem ataku wymierzonego w światowy obrót strategicznym surowcem

Rynek ropy naftowej ma za sobą gorące dni. W poniedziałek notowania ropy Brent po raz pierwszy od 8 stycznia 2020 r. osiągnęły poziom 70 USD za baryłkę. Tylko od początku listopada „czarne złoto” podrożało o 85 proc. Bezpośrednim katalizatorem tak wysokich cen był atak na największy terminal naftowy znajdujący się w porcie Ras Tanura w Arabii Saudyjskiej. Do ataku przyznał się jemeński ruch Huti. Według agresorów celem ataku było zakłócenie bezpieczeństwa i stabilności dostaw ropy. Saudyjskie władze podały jednak, że nie ma żadnych poważnych zniszczeń.

Saudowie zafundowali światu drogą ropę

opublikowano: 09-03-2021, 20:00

Arabia Saudyjska dążąc do podniesienia cen baryłki sama stała się celem ataku wymierzonego w światowy obrót strategicznym surowcem

Rynek ropy naftowej ma za sobą gorące dni. W poniedziałek notowania ropy Brent po raz pierwszy od 8 stycznia 2020 r. osiągnęły poziom 70 USD za baryłkę. Tylko od początku listopada „czarne złoto” podrożało o 85 proc. Bezpośrednim katalizatorem tak wysokich cen był atak na największy terminal naftowy znajdujący się w porcie Ras Tanura w Arabii Saudyjskiej. Do ataku przyznał się jemeński ruch Huti. Według agresorów celem ataku było zakłócenie bezpieczeństwa i stabilności dostaw ropy. Saudyjskie władze podały jednak, że nie ma żadnych poważnych zniszczeń.

Niemniej jednak uczestnikom z rynku ropy przypomniały się wydarzenia z października 2019 r., gdy atak rakietowy na saudyjskie instalacje przerobu ropy naftowej wywołały najsilniejszy wzrost cen czarnego surowca od blisko 30 lat. Co więcej, podobnie jak wtedy, tak i teraz w tle czai się ryzyko eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie. Niedzielny atak na zakłady Aramco może posłużyć Stanom Zjednoczonym za pretekst do ataku na Iran, który wspiera rebeliantów Huti w wojnie toczącej się w południowo-zachodniej części Półwyspu Arabskiego.

Znamienne jest, że notowania ropy Brent zatrzymały się na tym samym poziomie co 8 stycznia 2020 r. Tamten wyskok cen czarnego surowca miał miejsce po tym, jak Iran ostrzelał amerykańskie bazy wojskowe w Iraku w odwecie za zabójstwo przez wojsko USA irańskiego generała Kasema Sulejmaniego. Historia zatoczyła więc koło.

Wojny, kartele i inne nieszczęścia

Jednakże sytuacja na rynku ropy naftowej była napięta już wcześniej. W zeszły czwartek OPEC+ zaskoczył analityków nie podejmując decyzji o poluźnieniu ograniczeń w wydobyciu. Nie dość, że nie doszło do oczekiwanego wzrostu produkcji o 0,5 mln baryłek dziennie, to jeszcze dobrowolne ograniczenie w skali miliona baryłek dziennie utrzymała Arabia Saudyjska. W rezultacie na rynku prawdopodobnie utrzyma się niedobór surowca w warunkach odbudowy popytu po ustąpieniu polityki antycovidowych lockdownów.

“Oznacza to ryzyko nadmiernego ograniczenia podaży na rynku w kontekście wygaszania pandemii i wzrostu mobilności. W reakcji szereg banków podwyższył prognozy cenowe na III kwartał w kierunku 75-80 USD/b, a wszelkie krótkoterminowe ryzyko dla ropy wiąże się obecnie przede wszystkim z delewarowaniem zapoczątkowanym na innych rynkach“ – napisał w komentarzu rynkowym Ole Hansen, szef działu strategii rynków towarowych, Saxo Bank.

Niespodziewana decyzja o braku luzowania przez kartel i jego sojuszników ograniczeń w dostawach ropy spowodowała, że analitycy podwyższyli swoje prognozy cen surowca. Goldman Sachs podniósł prognozy cen ropy Brent o 5 USD za baryłkę i obecnie szacuje notowania tego surowca na 80 USD za baryłkę w III kwartale. Eksperci z banku JP Morgan Chase podwyższyli projekcje dla ropy Brent o 2-3 USD za baryłkę, a analitycy Australia & New Zealand Banking Group Ltd. podnieśli trzymiesięczny cel do 70 USD.

Od czerwca globalne wydobycie ropy naftowej jest mniejsze od zużycia. W rezultacie od kilku miesięcy obserwujemy topnienie ogromnych zapasów surowca, jakie zapchały rynek wiosną 2020 r. Według danych amerykańskiego Departamentu Energii (EIA) w poprzednim kwartale nadwyżka ilości konsumowanej nad produkowaną przekraczała 2,6 mln baryłek dziennie (bpd). Według szacunków EIA w lutym i marcu niedobór miał wzrosnąć do 3 mln bpd i następnie rynek miał wracać do równowagi wraz z podnoszeniem limitów wydobycia przez OPEC. Jednakże utrzymanie dotychczasowych ograniczeń w produkcji także w kwietniu przy prognozowanym wzroście zapotrzebowania powinno się przełożyć na głębszy spadek zapasów surowca.

Rynek bierze też pod uwagę rozwój wydarzeń na froncie koronawirusowym. W Stanach Zjednoczonych epidemia szybko ustępuje, co pozwala na coraz szersze otwieranie gospodarki. Covidowe restrykcje zostały zniesione już w jednej trzeciej stanów, w tym m.in. na Florydzie czy w Teksasie. Postęp szczepień daje nadzieję, że z kilkumiesięcznym opóźnieniem proces uwalniania gospodarki rozpocznie się także w Europie. A to powinno się przełożyć na dalszy wzrost popytu na paliwa. Według najnowszych prognoz EIA zużycie na „przedcovidowym” poziomie stu milionów baryłek dziennie ma zostać osiągnięte w grudniu 2021 r.

Do tego dochodzi kolejny już pakiet fiskalny w USA. Forsowany przez administrację Joego Bidena plan wpompowania w gospodarkę 1,9 bln USD jest już na ostatniej prostej i wymaga tylko akceptacji Izby Reprezentantów i podpisu prezydenta. Jeśli tak się stanie, to od połowy marca Departament Skarbu zacznie rozsyłać Amerykanom czeki opiewające na 1,4 tys. USD per capita. Podwyższone zostaną federalne dopłaty do zasiłków dla bezrobotnych. Amerykański konsument wraz z antycovidową szczepionką otrzyma więc potężny zastrzyk finansowy, który zapewne w znacznej mierze przeznaczy na bieżącą konsumpcję.

Droższe paliwa, wyższa inflacja

Silny wzrost cen ropy naftowej sprawił, że na polskie stacje paliw znów zawitały ceny zbliżone do 5 zł za litr benzyny i oleju napędowego. Sytuację dodatkowo pogarsza umocnienie dolara, jakiego doświadczamy od początku stycznia. Już na początku marca średnie detaliczne ceny paliw w Polsce były wyższe niż rok temu. Przy utrzymaniu takiego stanu rzeczy pod koniec kwietnia roczna dynamika cen przy dystrybutorach sięgnie 26 proc., ostro podbijając inflację CPI.

Rynek finansowy już od kilku tygodni dyskontuje bolesny powrót inflacji, czego przejawem są szybko rosnące długoterminowe stopy procentowe. Ale wzrost cen ropy naftowej jest tylko kolejnym elementem inflacyjnej układanki. Od kilku miesięcy na świecie obserwujemy nasilenie się presji inflacyjnej. W górę idą ceny surowców przemysłowych, płodów rolnych czy frachtu morskiego. Światowy przemysł nie nadąża za rosnącym popytem na dobra materialne (którego wzrost jest pochodną wymuszonego przez władze ograniczenia konsumpcji usług) i według raportów ISM i PMI podnosi ceny w tempie nienotowanym od lat.

Dla optymistów droga ropa i powrót inflacji są symptomem „ozdrowienia” światowej gospodarki po koronawirusowej zapaści. Pesymiści widzą jednak ryzyko niekontrolowanego przez banki centralne wybuchu inflacji, która może zabić post-covidowe ożywienie. A inwestorzy dostosowują już swoje portfele do świata z nieco wyższymi (lecz wciąż historycznie bardzo niskimi) kosztami kredytu w otoczeniu istotnie wyższej inflacji i wciąż realnie ujemnych stóp procentowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.