Schyłek kadencji

Jacek Zalewski
01-08-2005, 00:00

Wysoki Sejmie! Wszystko wskazuje na to, że to było ostatnie głosowanie w tej kadencji (oklaski). Życzę wszystkim posłom wesołych wakacji i wszystkim życzę powrotu do tej izby (burzliwe oklaski).

Zacytowany fragment sejmowego stenogramu pochodzi z piątku 29 lipca z godz. 21.45. „Burzliwe oklaski” stały się „przechodzącymi w owacje”, a wywołane zostały krotochwilnymi życzeniami prowadzącego obrady wicemarszałka Tomasza Nałęcza — oczywiście nie ich wątkiem wakacyjnym, lecz wyborczym. Posłowie z ulgą zakończyli to, czego najbardziej nie lubią — mianowicie uchwalanie ustaw, czyli nudne maratony głosowań nad dziesiątkami niezrozumiałych i mało ich obchodzących poprawek…

Cztery lata temu o tej samej porze prezydent Aleksander Kwaśniewski przystąpił do hurtowego wetowania ustaw, uchwalonych rzutem na taśmę przez Sejm AWS-owski. Odmówił podpisania aż 15 ustaw, które w jego ocenie rozkładałyby finanse publiczne. Posłowie nie mieli już szans ponownego ich uchwalenia i w sumie mecz na weta prezydent wygrał z nieprzyjaznym mu Sejmem III kadencji miażdżącym stosunkiem 27:1! W obecnej kadencji wynik brzmi na razie 3:0, nie licząc ustaw odesłanych do Trybunału Konstytucyjnego. W ciągu najbliższych 21 dni prawnicy i doradcy prezydenta będą musieli przyjrzeć się ponad 70 ustawom, ukończonym przez parlament w minionym tygodniu! Ile z nich Aleksander Kwaśniewski — w lecie zawiadujący sprawami kraju jak zwykle z Zapasowego Stanowiska Kierowania, czyli z plaży w Juracie — pośle do kosza?

Najmniej obchodzi to samych twórców ustaw, albowiem ich mózgi są już owładnięte nową układanką polityczną. Partie finalizują listy kandydatów. Posłowie z liczących się klubów są spokojni o wysokie miejsca, za to sejmowy plankton wpadł w totalną panikę i w ostatniej chwili chce się załapać gdziekolwiek. Nie liczą się żadne idee i zasady — na przykład przewodniczący komisji do spraw Orlengate, Andrzej Aumiller z Unii Pracy, miał startować z listy Socjaldemokracji Polskiej, aż tu nagle skumał się z… Samoobroną. Izabela Jaruga-Nowacka wraz ze swoją kanapową Unią Lewicy wieszała psy na Sojuszu Lewicy Demokratycznej za zdradę ideałów, ale strach przywrócił jej szacunek dla zdrajców i proszę — jest wiceliderem okręgowej listy SLD! Właściwie ze znanych postaci na lodzie pozostają tylko prawicowi odszczepieńcy z Ligi Polskich Rodzin, albowiem nawet z poparciem Radia Maryja nie mają szans na reelekcję.

Elementem kampanii wyborczej była oczywiście także wielogodzinna rozgrywka komisji tropiącej Orlengate z Włodzimierzem Cimoszewiczem — nie tyle marszałkiem, ile kandydatem na prezydenta. Jeśliby użyć terminologii telewizyjnej, to sobotnie przesłuchanie było pilotem serialu o relacjach ewentualnego prawicowego rządu z ewentualnym lewicowym prezydentem. Wnioski z oglądania owego pilota są porażające — szorstką kohabitację prezydencko-rządową z okresu 1997-2001 będziemy jeszcze wspominać z łezką w oku. Wtedy same osobowości Aleksandra Kwaśniewskiego i Jerzego Buzka sytuowały konflikt polityczny na wyższej półce — obaj panowie mają wrodzoną kulturę dyskusji i mimo głębokich różnic starali się szukać porozumienia. Tymczasem stosunki hipotetycznego prezydenta Włodzimierza Cimoszewicza z hipotetycznym premierem Jarosławem Kaczyńskim (lub Lechem, bo taki wariant jest również realny), Janem Marią Rokitą czy kimś podobnym zapowiadają się strasznie. Najpoważniejsi kandydaci do najważniejszych stanowisk w państwie są wręcz genetycznie zaprogramowani na ostrą polityczną konfrontację.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Schyłek kadencji