Serinus pociesza się w Rumunii

Kontrolowana przez rodzinę Kulczyków firma wydobywcza nadal jest odcięta od pól w Tunezji, ale już czuje gaz z Moftinu

Komunikat o tymczasowym wstrzymaniu wydobycia na polu Sabria w Tunezji Serinus Energy, kontrolowany przez rodzinę Kulczyków, wysłał 22 maja. Do dziś go nie odwołał.

Będziemy rozwijać się organicznie w Tunezji i Rumunii. Tu mamy dobre, wysokojakościowe i perspektywiczne koncesje, które zamierzamy eksploatować. Wobec nowych egzotycznych koncesji poszukiwawczych lub przejmowania firm jestem dziś sceptyczny - mówi Jeffrey Auld, prezes Serinusa
Zobacz więcej

Będziemy rozwijać się organicznie w Tunezji i Rumunii. Tu mamy dobre, wysokojakościowe i perspektywiczne koncesje, które zamierzamy eksploatować. Wobec nowych egzotycznych koncesji poszukiwawczych lub przejmowania firm jestem dziś sceptyczny - mówi Jeffrey Auld, prezes Serinusa Fot. Marek Wiśniewski

— Nasza produkcja w obu koncesjach Sabria i Chouech Essaida w Tunezji jest wstrzymana w związku z protestami na południu kraju. W praktyce produkcja wszystkich operatorów została zatrzymana. Protestujący oczekują od rządu w Tunisie zatrudnienia i inicjatyw wpierających rozwój regionu. Dopóki sytuacja się nie ustabilizuje, nie wznowimy produkcji. Nie chcemy ryzykować zdrowia i bezpieczeństwa naszych ludzi i sprzętu — mówi Jeffrey Auld, prezes Serinusa.

Jak twierdzi, według osób zbliżonych do tunezyjskiego rządu, jest nadzieja, że problem zostanie rozwiązany przed końcem Ramadanu. Kryzys polityczny w Tunezji oznacza dla Serinusa kryzys przychodowy. Spółka ma w Tunezji pięć koncesji, w tym dwie produkcyjne, Sabria i Chouech, które w zeszłym roku produkowały średnio 1,1 tys. baryłek ekwiwalentu ropy naftowej (boe) dziennie. Teraz nie produkują nic w związku z protestami.

— Oczekujemy, że rząd i protestujący wkrótce osiągną porozumienie. Rząd w Tunisie kilka dni temu wyraźnie zakomunikował, że żadne dalsze nielegalne działania nie będą tolerowane. Dopóki jednak sytuacja nie zostanie opanowana, ryzyko wandalizmu i uszkodzenia rurociągów powoduje wstrzymanie produkcji przez obecne w tym kraju firmy naftowe. Dla władz oznacza to ograniczenie wpływów z drugiego po turystyce sektora gospodarki. Dlatego są zdeterminowane, by ten konflikt rozwiązać — podkreśla Jeffrey Auld.

Deklaruje, że po wznowieniu produkcji firma jest w stanie osiągnąć „przyzwoity przychód” już przy światowych cenach ropy na poziomie 30-40 USD za baryłkę.

Nowe źródło

Brak przychodów w Tunezji oznacza dla Serinusa czasowy brak przychodów w ogóle, bo wydobywa tylko tam od czasu sprzedaży firmy Kub-Gaz na Ukrainie w 2016 r. Wielkie nadzieje zarząd wiąże jednak z Rumunią, choć na ich spełnienie trzeba poczekać do pierwszego kwartału 2018 r.

— Obecnie jesteśmy nastawieni głównie na wznowienie produkcji w Tunezji i rozpoczęcie jej w naszej koncesji w Rumunii. W pierwszym kwartale 2018 r. popłynie gaz z naszego rumuńskiego pola Moftinu. Budujemy tam teraz instalację jego przetwarzania, wartą 7,9 mln USD. Mamy potwierdzone rezerwy, odwierty są już po testach, więc planujemy, że na początku instalacja będzie przetwarzać 6 MMcfe [ekwiwalent miliona stóp sześciennych — red.] dziennie, a po dokonaniu dodatkowych odwiertów produkcja wzrośnie do 15 MMcfe dziennie, czyli poziomu docelowego. Uśredniona cena gazu w Rumunii kształtuje się obecnie na poziomie 90 proc. cen europejskich i jest z nimi ściśle związana. Przy płytkim położeniu złóż, ich dobrej wydajności i ekonomice produkcji w tym kraju jesteśmy w stanie osiągnąć solidny netback [przychody ze sprzedaży jednostki ropy lub gazu minus koszty dostarczenia jej na rynek — red.] w szerokim spektrum cen — twierdzi Jeffrey Auld.

Wewnętrzny opór

Mimo braku przychodów zarząd Serinusa tchnie optymizmem. W ostatnich dniach firma podała, że członkom jej władz przydzielono opcje na akcje. Na inwestycje pieniądze są, bo pochodzą z przeprowadzonej w pierwszym kwartale emisji akcji, która dała ok. 18 mln USD (22,5 mln CAD). — Na pewno będziemy rozwijać się organicznie w Tunezji i Rumunii. Tu mamy dobre, wysokojakościowe i perspektywiczne koncesje produkcyjne, które zamierzamy eksploatować. Wobec nowych egzotycznych koncesji poszukiwawczych lub przejmowania firm jestem dziś sceptyczny. Na rynku jest wiele aktywów do kupienia, ale czuję wewnętrzny opór — potrafię dobrze szacować ryzyko, a ta firma w przeszłości już była

obecna w bardzo ryzykownych miejscach. Z drugiej strony, jeśli aktywa są atrakcyjnie wycenione, zawsze to rozważę. Wszyscy na rynku od Toronto przez Londyn po Warszawę wiedzą, że mogą do mnie po prostu zadzwonić — mówi prezes. Jeffrey Auld przyszedł do Serinusa we wrześniu i zarządził nowe otwarcie.

— Doszedłem do wniosku, że Serinus to firma, w której podejmowano dotychczas złe decyzje, ale która ma bardzo dobre aktywa — tak były bankier Goldmana Sachsa i eksmenedżer wielu firm wydobywczych tłumaczy przyjęcie posady w najmniejszej spółce w karierze. Szczyci się m.in. wynikami w cięciu kosztów. Koszty ogólnego zarządu obniżył z ponad 15 mln USD rocznie w 2014 r. do nieco ponad 5 mln USD, zapisanych w budżecie na 2017 r. Z budżetu wypadły m.in. nieefektywne biura na świecie czy kosztowne geologiczne usługi doradcze, których — według prezesa — Serinus w przeszłości zamawiał zbyt wiele.

OKIEM INWESTORA
Pat w Tunezji potrwa

MAREK BUCZAK, zarządzający Quercus TFI, funduszu, który jest akcjonariuszem Serinusa

Serinus był problematyczną spółką. Poza złym zarządzaniem i wysokimi kosztami działalności (związanymi m.in. z przerostem zatrudnienia w Kanadzie i utrzymywaniem biura w Dubaju) miał wyjątkowego pecha. Nietrafiona inwestycja w Brunei przyniosła 100 mln USD strat, wojna w Syrii przekreśliła plany związane z poszukiwaniem ropy naftowej w tym kraju, konflikt w Donbasie negatywnie wpłynął na biznes ukraiński. Teraz, po porządkach przeprowadzonych przez głównego akcjonariusza i dokapitalizowaniu spółki, przyszłość rysuje się pozytywnie. Najlepsze perspektywy mają dziś rumuńskie aktywa Serinusa. Plany zakładają uruchomienie wydobycia gazu w 2018 r. Zapowiada się bezpieczny i wysokomarżowy biznes. Słabiej natomiast wygląda sytuacja związana z wydobyciem ropy naftowej w Tunezji. Utrzymuje się blokada dróg na południu, co uniemożliwia bezpieczną eksploatację pól naftowych. Z czasem sytuacja powinna wrócić do normy, jednak okres ramadanu nie sprzyja przywracaniu porządku przez siły rządowe. Dlatego trudno przewidzieć, jak długo potrwa obecny pat. Zakładam, że jeszcze przynajmniej kilka tygodni.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu