Spadek wyceny japońskiej waluty zmobilizował inwestorów w Tokio do zakupów akcji lokalnych eksporterów. Szczególnym powodzeniem cieszyły się walory producentów aut. Wzrostowy trend nie miał jednak szans na wzmocnienie, gdyż dane makroekonomiczne studziły zapędy strony popytowej. W efekcie, zwyżka indeksu Nikkei była praktycznie symboliczna i wyniosła zaledwie 0,24 proc.
Przed otwarciem notowań w Europie dominowały pesymistyczne nastroje. Inwestorzy obawiali się, że rynki Starego Kontynentu pójdą śladem amerykańskich parkietów, które poniedziałkowe notowania zamknęły na minusie. Nieco optymizmu w serca graczy wlewały jedynie kwotowania kontraktów terminowych na indeksy amerykańskich giełd. Sugerowały one udany początek handlu za Atlantykiem. Dodatkowo liczono na odreagowanie ostatnich spadków przez banki, wyłączając niemiecki Commerzbank, który w poniedziałek stał się atakiem dokuczliwych plotek.
Tym razem optymiści mieli się z czego cieszyć. Sesje w Europie rozpoczęły się od zwyżek, czemu przysłużyła się zwłaszcza poprawa notowań największych sieci handlowych. Wzrosty w tym sektorze wywołał brytyjski Marks & Spencer, który poinformował, że jego sprzedaż w drugim kwartale zdecydowanie przekroczyła wszelkie prognozy. Inwestorzy ponownie zainteresowali się też spółkami technologicznymi. Największa europejska komputerowa firma konsultingowa Cap Gemini zyskała 3,3 procent, jej holenderski odpowiednik Getronics — 6,6 procent. Sprawdziły się także prognozy dotyczące instytucji finansowych. Po uspokajających komentarzach Alana Greenspana, szefa Zarządu Rezerwy Federalnej, który potwierdził dobrą kondycję amerykańskiego systemu finansowego, wzrosły ceny akcji większości europejskich banków, w tym BNP Paribas czy ABN Amro.
Wzrostowa tendencja na rynku ożywiła nadzieje na udany przebieg sesji w Stanach Zjednoczonych. Po poniedziałkowym wystąpieniu George’a W. Busha, prezydenta USA, wielu graczy poczuło się uspokojonych informacjami o niezbyt rychłym wszczęciu konfliktu zbrojnego w Iraku. Ryzyko wybuchu wojny na Bliskim Wschodzie jest jednak nadal ogromne, i obok danych makroekonomicznych, jest to obecnie główny czynnik odstraszający inwestorów od rynku akcji. Swoje trzy grosze dorzucają do tego spółki, które systematycznie weryfikują prognozy lub ostrzegają o takiej możliwości.
Gracze liczący na wzrostowe otwarcie w USA mogli czuć się usatysfakcjonowani. Atmosfera wyczekiwania podgrzewana była jednak do końca przez spadające nagle kontrakty. Mimo to, zarówno nowojorska Wall Street, jak i Nasdaq rozpoczęły wtorkowe sesje zwyżkami.