Sielski biznes

Rafał Kerger
opublikowano: 2005-12-28 00:00

Czy można skorzystać na „wyprowadzeniu firmy w pole”? Tak. Na peryferiach wielkich aglomeracji jest nie tylko taniej, ale też przyjemniej.

Niepołomice pod Krakowem, Mława na północy Mazowsza, Biskupice Podgórne koło Kobierzyc pod Wrocławiem, ale też Lubań koło Jeleniej Góry czy Tarnów Podgórny pod Poznaniem. Dlaczego firmy, zamiast w aglomeracjach i dużych miastach, coraz częściej lokują się na ich peryferiach?

Zalet jest bez liku. Wady? Tam gdzie zalety, są i wady. Na peryferie nie dojeżdża zazwyczaj Pan Kanapka sprzedający po biurowcach drugie śniadanie.

Taniej…

Mikołaj Placek z Oknoplastu Kraków jest młody i najpewniej nie przeszkadza mu zgiełk wielkiej metropolii. A mimo to solennie zapewnia, że zamiana Krakowa na Niepołomice to najlepszy wybór z możliwych.

— Ziemię kupiliśmy zdecydowanie taniej, przez pierwsze dwa lata byliśmy zwolnieni z podatków lokalnych — mówi zastępca dyrektora ds. marketingu, prywatnie syn założyciela firmy, Adama Placka.

Trzysta kilometrów na północ podobnie mówią w firmie Media-Tech. To polski importer i producent multimediów, peryferiów i akcesoriów komputerowych (m.in. głośniki, myszy, klawiatury, tablety, kamery cyfrowe, joysticki i gamepady). Od 1999 roku firma działa w wybudowanym własnym nakładem kompleksie handlowo-magazynowym w Halinowie, około 15 kilometrów od Warszawy.

— Mamy niskie podatki gruntowe — to raz. Po drugie — po co wynajmować biura w Warszawie, skoro i tak potrzebujemy magazynu i miejsca, żeby mogły podjechać tiry — tłumaczy Dorota Bednarczyk, marketing manager w Media-Techu.

To, że przybywa firm, świadomie wybierających peryferie aglomeracji, potwierdza Przemysław Susmarski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową (IBnGR).

— Cen powierzchni biurowych i mieszkań dla pracowników w dużych aglomeracjach i na ich przedmieściach nawet nie da się porównać, a infrastruktura jest często porównywalna — dodaje Susmarski.

Na chłopski rozum tańsza poza wielkimi miastami powinna być też siła robocza.

— Tu już reguły nie ma. Ludzie z Niepołomic do dziś często pracują w odległym o 30 kilometrów Krakowie, więc się na krakowskim poziomie cenią. Poza tym większość naszej kadry menedżerskiej dojeżdża. Tańszy pracownik może być np. w Mławie — przyznaje Mikołaj Placek z Oknoplastu.

Mławę dzieli 120 km od Warszawy.

Przyjemniej…

W małych miejscowościach na peryferiach aglomeracji przedsiębiorca może czuć się jak pan i władca na krańcu świata (zbieżność z tytułem filmu z Russellem Crowem w roli głównej nieprzypadkowa). To ważne, bo każdy z nas ma w sobie odrobinę próżności.

— W Niepołomicach nie jesteśmy anonimowi. Jak potrzebujemy czegoś, to zawsze możemy zadzwonić do burmistrza Kracika — opowiada Mikołaj Placek.

W Halinowie Media-Tech czuje się równie komfortowo.

— Poza tym poczta nigdy nie zawodzi, listonosz zawsze przychodzi dokładnie o tej samej porze. To znacznie ułatwia pracę. I kurierzy z przesyłkami też do nas trafiają, a wcale wiele im nie płacimy — dodaje Dorota Bednarczyk.

Poza metropolią są też inne przyjemności.

— Proszę pana, my tu nawet świeże mleko od krowy i świeże jaja z okolicznych gospodarstw zamawiamy! Przynoszą je nasi pracownicy, którzy blisko mieszkają. Pracowałam w Warszawie i naprawdę tu mi lepiej — przekonuje Dorota Bednarczyk.

Lepiej jest w Halinowie nie tylko pracownikom Media-Techu, ale także właścicielowi firmy, który ma w okolicy dom.

Dom i produkcję z Wrocławia na peryferie przenieśli też Teresa i Andrzej Grzegorczykowie prowadzący firmę Gola Decor. Teraz pani Teresa robi w Łozinie bombki z logo firm, stroiki, nietypowe choinki i inne dekoracje.

— Detalicznych klientów oczywiście straciliśmy, ale to nic, i tak nie było ich za wielu. A hurtowe zamówienia, podobnie jak wcześniej, umawiamy przez telefon lub przez internet — mówi Andrzej Grzegorczyk.

Dalej…

Dla odbiorców naszych towarów dojazd poza granice aglomeracji nie jest problemem. Logistycznie jest nawet lepiej, jeśli firma mieści się poza miastem — możliwie blisko krajowej drogi, niepoprzecinanej nieprzejezdnymi dla ciężarowych samochodów wiaduktami.

Schody zaczynają się, gdy spojrzymy na działalność w tzw. szczerym polu z punktu widzenia pracowników.

— Przenosząc się na peryferie, musimy rozważyć ryzyko, że część pracowników nam ucieknie. Szczególnie ci, którzy nie będą mogli się wyprowadzić z miasta — przyznaje Przemysław Susmarski.

Im więcej firma potrzebuje wykwalifikowanej siły roboczej, tym bliżej powinna być większej aglomeracji. Kiedy Koreańczycy z LG zainwestowali w Mławie, nie mogli znaleźć dla siebie mieszkań o odpowiednim standardzie.

Co więcej — nawet gdy firma już zadomowi się w mniejszej miejscowości, nadal może mieć kłopoty z kadrą.

Załóżmy, że ściągniemy „na wieś” młodego inżyniera „singla” z dużego miasta. Ten się ożeni, a żona też będzie miała aspiracje zawodowe. Zatrudnimy ją? A jeśli nie będzie chciała, a w okolicy nie znajdzie nic satysfakcjonującego? Na 99 proc. będziemy szukać nowego inżyniera.

— 15 km od miasta, jak w naszym przypadku, nie ma tego problemu — zapewnia Dorota Bednarczyk z Media-Tech.

Podwarszawski Media-Tech, choć właśnie w polu, mieści się przy dobrze skomunikowanej międzynarodowej drodze E30 Berlin–Moskwa, a to wiele tłumaczy.

— Chyba mam do pracy najdalej ze wszystkich, a dojeżdżam do firmy 40 minut. Poza tym cenię sobie to, że pracujemy od 8.00 do 16.00 i popołudniami mam więcej czasu dla siebie i rodziny — mówi Dorota Bednarczyk. W Warszawie zwykle pracuje się od 9.00 do 17.00.

W Oknoplaście Kraków połowa załogi pochodzi z okolic Niepołomic.

— Kadra średniego i wyższego szczebla jest w większości z Krakowa, ale jakoś sobie radzimy. Są samochody służbowe, czasami też zabieramy się w kilka osób. Zresztą, odkąd Niepołomice stały się biznesowym zagłębiem, z Krakowa kursują tu specjalne busy — przyznaje Mikołaj Placek.

Okiem eksperta

Peryferie nie dla wszystkich

Za miasta przenoszą się zwykle firmy produkcyjne. Decydują się na peryferie, bo za zaoszczędzone pieniądze mogą kupić lepszą linię produkcyjną czy rozbudować magazyn. Nie bez znaczenia jest też współpraca z samorządem — w małych gminach szybciej można uzyskać pozwolenie na budowę.

Wadą tego rozwiązania są wyższe koszty pozyskania i utrzymania wykwalifikowanych pracowników.

Lokowanie się na peryferiach nie jest za to dobrym rozwiązaniem dla firm usługowych, które stawiają na bezpośredni kontakt z klientem, świadcząc usługi prawne, księgowe, doradcze itp. Już jednak firmy z branży logistycznej powinny znajdować się poza miastami. Tu liczy się przede wszystkim bliskość szlaku komunikacyjnego. Szansę na rozwój poza miastami mają też firmy usługowo-produkcyjne — centra serwisowe produktów mogą się przecież lokować poza miastami, byle punkt przyjęć był na terenie miasta.

Artur Tłustochowski, prezes Terra Casa, firmy doradczej

Możesz zainteresować się również: