Izraelski ambasador Jaakow Liwne złożył prezydentowi Andrzejowi Dudzie listy uwierzytelniające. Symetryczny krok w drugą stronę znacznie się opóźnia, nawet jeszcze nie został wyłoniony kandydat. Co potwierdza słabość naszej dyplomacji, przecież konieczność przygotowania przez MSZ w uzgodnieniu z prezydentem nowego ambasadora była oczywistością od miesięcy.
Izrael nie jest naszym strategicznym partnerem gospodarczym, ale stosunki dwustronne znacznie wyrastają ponad kwotowy poziom obrotów. Przyczyną są oczywiście historyczne związki obu narodów, a także państw po wojnie. Pomijając ponury okres PRL, już w epoce niepodległej III RP stosunki państwowe Polski z Izraelem przypominają jednak sinusoidę. Powodem najnowszego obrażalstwa, z obustronnym wycofaniem ambasadorów na tzw. konsultacje w sierpniu 2021 r., była nowelizacja ustawy reprywatyzacyjnej. W ocenie izraelskiej procedura administracyjna zamknęła drogę do odzyskiwania w Polsce mienia pożydowskiego, będącego ideą równie słuszną moralnie, co mityczną.
Dosyć zdumiewający był komentarz prezydenckiego przybocznego ds. zagranicznych. Otóż obustronnym powrotem ambasadorów (kiedy nasz pojedzie – na razie nikt nie wie) po prostu „dajemy sobie jeszcze jedną szansę”. Ciekawe, jak długo normalizacja wytrzyma do najbliższego obrażalstwa. Pęknięty politycznie Izrael organizuje właśnie piąte wybory parlamentarne w ciągu trzech lat, w każdej kampanii wątki polskie odgrywają istotną rolę. W naszych relacjach jednak istnieje jeden optymistyczny pewnik – otóż bez względu na zmiany ekip rządzących w Polsce nikomu nigdy nawet nie zaświtało w głowie przenoszenie ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy. Aż tak gruba prowokacja wobec świata arabskiego ze strony Polski na szczęście nie grozi.

