Six Sigma wykrywa słabości firmy

Łukasz Gromkowski, Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2004-08-17 00:00

Six Sigma to narzędzie dotąd rzadko stosowane w Polsce. To wymagający system, ale umiejętnie używany może znacząco poprawić zarządzanie firmą.

Metodologia ta została stworzona w USA przez koncern Motorola. Za oceanem to system dominujący, ponieważ ISO w Ameryce praktycznie nie funkcjonuje. Na rynek polski Six Sigma (SS) dotarła przez amerykańskie firmy lub europejskie podmioty, które miały w Stanach swoje oddziały. Podstawowym celem stosowania SS jest stała i permanentna redukcja słabości i błędów występujących podczas działania firmy, co prowadzi do wzrostu jej efektywności i konkurencyjności.

— Six Sigma to nieco inna filozofia niż ISO. Najprościej mówiąc to system kompleksowego, skutecznego wprowadzania zmian w przedsiębiorstwie, wspomagany analizą statystyczną. Natomiast ISO to system zakazów i nakazów oparty na procedurach jakościowych, na szczęście coraz bardziej elastyczny, co widać w ISO 9000: 2001 tzw. procesowym — mówi Tomasz Komicz, konsultant zarządzający w Capgemini

Sceptyczne podejście

W opinii Krzysztofa Nowaczewskiego, dyrektora biura ds. jakości w GE Capital Bank, z roku na rok coraz więcej firm działających w Polsce stosuje system Six Sigma. Jednak większość należy do grona korporacji międzynarodowych i stosowanie SS wynika z ich międzynarodowych doświadczeń. Takie firmy jak GE, Motorola, Alstom Power, Linde czy Pepsi od kilku lat prowadzą program szkoleń kadry kierowniczej i rozwijają ideologię Six Sigma przy pomocy trenerów zagranicznych lub firm konsultingowych działających w Polsce. Firmy z polskim kapitałem, zwłaszcza średnie i małe, znają ten system tylko ze słyszenia i nie starają się go zgłębiać.

— Dzieje się tak, ponieważ wdrożenie SS jest dużym, tak naprawdę niekończącym się projektem ciągłych usprawnień, wymagającym konsekwencji i dużego zaangażowania pracowników oraz kierownictwa — mówi Tadeusz Komicz.

Odstraszają też wysokie nakłady, jakie należy ponieść na wdrożenie oraz brak odpowiednio rozwiniętego zaplecza technicznego i kadrowego. W polskich realiach część firm jest dopiero na etapie wdrożeń i uzyskiwania certyfikatów ISO, HACCP czy też pozwoleń zintegrowanych. Barierą jest również opór pracowników przed zmianami oraz szerokie programy restrukturyzacji zatrudnień, jakie należy przeprowadzić. Musi upłynąć trochę czasu, aby przekonać pracowników niższego szczebla do nowoczesnych metod zarządzania.

Mimo tych utrudnień, jeśli firma wdrożyła już jakiś program poprawy jakości (ISO, HACCP itd.) będzie ewoluowała w kierunku SS. Firmy, które mają dobrze wdrożone ISO, będą najszybciej myślały o Six Sigma. Będzie im łatwiej, chociaż ISO i SS to zupełnie inne podejścia.

— Zrozumienie i zaspokojenie potrzeb klientów co do jakości produktów i usług jest tak samo aktualne wszędzie. Natomiast efekty stosowania programu Six Sigma w Polsce mogą być znacznie bardziej spektakularne niż w innych krajach. W Polsce systemy zarządzania jakością to ciągle nowość, zwłaszcza że ominęła nasze przedsiębiorstwa historia doświadczeń z programami TQM — mówi Krzysztof Nowaczewski.

Zatem jeszcze sporo do zrobienia, ale i sporo do zyskania.

Opłaca się

W firmie SGL Carbon po 2 latach stosowania system SS przyczynił się do zaoszczędzenia 16 mln euro.

— Six Sigma wymusił wzrost aktywności pracowników, spowodował większe zaangażowanie głównego kierownictwa tworząc nową kulturę organizacyjną i techniczną firmy. Radykalnie poprawiła się logistyka firmy, a poprzez wprowadzenie elementów statystyki do opisów procesów otworzyła ona nowe pole do prowadzenia rozbudowanych analiz, które prawie zawsze wykazują, że w obszarach, gdzie pozornie już nic nie można poprawić, pojawiły się możliwości wprowadzania kolejnych usprawnień i wymiernie korzyści — opowiada Jan Czech.