Skąd pieniądze na generalny remont polskich kolei

Agata Hernik
opublikowano: 2008-10-20 00:00

Trwają przygotowania do wielkiej modernizacji sieci kolejowej.

Część robót sfinansuje Unia. Resztę dorzucimy wszyscy

z naszych kieszeni — czy tego chcemy, czy nie.

KP Polskie Linie Kolejowe (PKP PLK) zadeklarowały, że do mistrzostw EURO 2012 zmodernizują ponad 800 km linii kolejowych. Osiągnięcie głównego celu remontów — czyli realnego skrócenia czasu przejazdu między największymi polskimi miastami — nie będzie możliwe bez poprawy stanu infrastruktury, która zaowocuje likwidacją kilkuset obowiązujących obecnie ograniczeń prędkości oraz poprawą bezpieczeństwa, na przykład poprzez budowę bezkolizyjnych skrzyżowań z drogami samochodowymi. Ale do tego potrzeba pieniędzy. Dużo pieniędzy.

Dużo pracy

Inwestycje infrastrukturalne pochłoną lwią część funduszy przeznaczonych w najbliższych latach na kolej. Do 2012 r. będzie to 6,7 mld euro. Wydatki na tabor i dworce będą już dużo mniejsze — 1,2 mld euro i 1,5 mld euro. Na modernizację czekają trasy ze stolicy do Gdyni, Poznania, Łodzi i Katowic oraz z Poznania do Wrocławia. Jeżeli PKP chcą zawieźć kibiców na Ukrainę, muszą też poprawić stan linii prowadzących na wschód. Poza samymi torami modernizacji będą też podlegać obiekty inżynieryjne, sieć trakcyjna, rozjazdy, sygnalizacja przejazdowa. Pieniądze na tak duże inwestycje będą pochodzić z funduszy unijnych, środków własnych Grupy PKP, budżetu państwa i od prywatnych inwestorów. Ci ostatni największe pole do popisu będą mieli przy rewitalizacji i remontach dworców kolejowych. Najwięcej kontrowersji mogą budzić pieniądze przeznaczane na kolej z budżetu państwa.

Z naszej kieszeni

Ustawa z 16 grudnia 2005 o finansowaniu infrastruktury transportu lądowego powołała do życia Fundusz Kolejowy, który gromadzi środki na budowę, przebudowę, remonty, utrzymanie, ochronę i zarządzanie infrastrukturą kolejową. Zgodnie z ustawą, te wydatki pokrywa się z części wpływów z podatku akcyzowego od paliw silnikowych. Powoduje to, że przewoźnicy drogowi oraz miliony kierowców, chcąc nie chcąc, dokładają do torów, z których przecież nie korzystają. Jednocześnie są przekonani, że wpływy z podatku, który płacą, kupując paliwo, są przekazywane na poprawę stanu dróg. Mało kto wie, że to transakcja wiązana.

— Dotychczasowa praktyka pokazuje, że minister infrastruktury dostępne środki z akcyzy dzieli pomiędzy branżę drogową i kolejową w stosunku 65: 35. Razem w latach 2009-15 to 12,5 mld zł na finansowanie wszystkich inwestycji — mówi Katarzyna Gawlik-Tarnowska z PKP PLK.

Przewoźnicy drogowi zdecydowanie protestują przeciw obciążaniu ich kosztami remontów infrastruktury kolejowej.

— Lansuje się tezę, że szkodzimy drogom, więc powinniśmy finansować ich remonty. Dajemy więc zgodę na to, aby sto procent wpływów ze sprzedaży paliw wykorzystać na cel. Przy okazji dopominamy się o budowę takich dróg, którym pojazdy nie będą szkodzić. To zdecydowanie bardziej pożyteczne niż pompowanie pieniędzy w kolej, która bez radykalnej restrukturyzacji wchłonie każdą ilość dodatkowych funduszy, ale efektów tego nie będzie widać — zauważa Jan Buczek, prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce.

Kolej też płaci

Przewoźnicy drogowi mają swoją rację. W przeciwieństwie do kolei, nie mogą liczyć na budżetowe wsparcie. Jednak kolej broni swoich przywilejów.

— Ten mechanizm działa też w innych krajach europejskich. Owszem, na pierwszy rzut oka wydaje się niesprawiedliwy, ale proszę zauważyć, że Grupa PKP kupuje paliwo za 300 milionów złotych rocznie, finansując tym samym drogi, z których przecież nie korzystamy. Fundusz Kolejowy powstał, by obsługiwać projekty współfinansowane przez UE. Zanim zaczął działać, kolej dostawała dotacje z budżetu. Projekty unijne są rozliczane w perspektywie dłuższej niż rok, więc fundusz bardzo usprawnia ich wdrażanie — tłumaczy Michał Wrzosek, rzecznik Grupy PKP.

— Niektóre elementy infrastruktury, takie jak przejazdy kolejowe, służą i przewoźnikom drogowym, i kolejowym, a opieka nad nimi leży po stronie kolei — zaznacza Jakub Majewski z Instytutu Rozwoju i Promocji Kolei.

Wychodzi na to, że za to samo płaci się kilkakrotnie — finansujemy tory, tankując paliwo, płacąc podatki i kupując bilet kolejowy. Lepiej więc, żeby infrastruktura była naprawdę w dobrym stanie.