Skarbiec traci gwiazdy i klientów

Jagoda Fryc
opublikowano: 2016-02-03 22:00

Giełdowe TFI osiadło na mieliźnie — aktywa topnieją, a zarządzający odchodzą do Trigona, który pędzi na pełnych żaglach i nie zamierza zwalniać tempa

W ubiegłym roku aktywa Skarbca TFI w segmencie funduszy detalicznych stopniały o 350 mln zł — to najgorszy wynik na rynku. W tym czasie Trigon TFI powiększył portfele o ponad 820 mln zł, co było trzecim spośród najlepszych osiągnięć sprzedażowych w branży. Ale nie tylko pod względem popularności powiernicy uplasowali się na przeciwległych biegunach. Cieniem na biznesie giełdowego towarzystwa kładzie się — widoczny od 2014 r. — exodus pracowników. Od tego czasu z zespołu zarządzających odeszło pięciu specjalistów, z których dwóch — Michał Cichosz i Tomasz Piotrowski — już zasiliło szeregi Trigona, a trzeci — Olaf Pietrzak — wkrótce pójdzie tą samą drogą, żeby pomóc Trigonowi stanąć na drugiej — obligacyjnej nodze.

Uwaga na roszady

Miało być zupełnie inaczej. Aktywa powinny przyrastać Skarbcowi o 500 mln zł rocznie, a udział w rynku miał rosnąć dzięki najszerszej i jednocześnie najbardziej rozproszonej sieci dystrybucji. Takie przynajmniej były założenia prezesa Marka Rybca przed czterema laty. Tymczasem portfele topnieją, a udział w funduszowej branży spadł z 3 proc. w 2013 r. do 2,4 proc. na koniec 2015 r. Przedstawiciele giełdowego TFI nie dostrzegają jednak problemu.

— Ujemny bilans sprzedaży w 2015 r. to pochodna odejścia kliku klientów instytucjonalnych, którzy inwestowali w naszych funduszach nadwyżki finansowe. Po zmianie władzy w Polsce w tych firmach podjęto decyzję o wycofaniu kapitału. Odpływ w największym stopniu dotyczył funduszy dłużnych, w tym globalnych obligacji korporacyjnych, którym nie sprzyjała też ubiegłoroczna koniunktura — wyjaśnia Piotr Kuba, wiceprezes Skarbca TFI.

Kapitał ludzki jest fundamentem firmy zarządzającej aktywami. Jeśli TFI nie należy do bankowej grupy kapitałowej i nie ma silnego zaplecza sprzedażowego, to jego jedyną kartą przetargową w walce o klientów są wyniki inwestycyjne, kreowane właśnie przez zarządzających. Dlatego powiernicy tak zacięcie rywalizują o najlepszych ludzi. Zmiany kadrowe są też ważne dla samych posiadaczy jednostek uczestnictwa. — Gdy następuje zmiana na tak kluczowym stanowisku jak lider portfela, inwestorom musi się zapalić lampka ostrzegawcza. Potwierdzeniem, że sprawy niekoniecznie mają się dobrze, jest najczęściej słabsze zachowanie funduszu, np. gdy wcześniej solidny produkt wyraźnie traci do średniej rynkowej. To może być zbieg okoliczności, ale historia dowodzi, że lepiej zakładać negatywny scenariusz — potwierdza Marcin Różowski, starszy analityk Analiz Online.

Historia uczy pokory

Z początkiem 2012 r. z TFI Allianz odeszło trzech kluczowych specjalistów, a utrata gwiazd skłoniła towarzystwo do zmiany filozofii inwestycyjnej. Z autorskiego podejścia do zarządzania zrezygnowano na rzecz zespołowego. I choć mocno wybrakowany zespół zarządzających w szybkim tempie został odbudowany, nie przełożyło się to na równie błyskawiczną poprawę wyników. Wręcz przeciwnie. Słabe stopy zwrotu spowodowały exodus klientów. W rezultacie ostatnie trzy lata „opuszczone” fundusze Allianza zamykały w czwartymkwartylu i nawet hossa z 2013 r. nie przerwała fatalnej passy. Odwilż przyszła dopiero z początkiem 2015 r. Na razie za wcześnie, aby stwierdzić, czy słabsze wyniki, np. flagowego i popularnego Skarbca Spółek Wzrostowych, którym opiekował się Michał Cichosz, wynikają ze zmian personalnych, czy są pokłosiem kiepskiej koniunktury na Wall Street, gdzie fundusz szuka okazji do zarobku. Klienci jednak nie mają już cierpliwości. Przez ostatnie pół roku stracili prawie 17 proc., więc zarządzili ewakuację, wypłacając od lipca do grudnia łącznie 60 mln zł. Przedstawiciele Skarbca uspokajają.

— Zmiany personalne w Skarbcu nie robią na mnie wielkiego wrażenia i nie są powodem do niepokoju — fundusze zarządzane są zespołowo, więc odejście zarządzającego nie wpływa na wyniki. Uzupełniliśmy braki w departamencie poprzez awanse wewnętrzne. Zatrudniliśmy też jednego specjalistę z zewnątrz — mówi Piotr Kuba.

Apetyt rośnie

W Trigonie tymczasem eldorado trwa. Firma podkupiła rywalom trzech zarządzającychi w rok powiększyła aktywa o 150 proc. Apetyt rośnie jednak w miarę jedzenia. Z informacji „Pulsu Biznesu” wynika, że Olaf Pietrzak, dotychczasowy szef działu dłużnego w Skarbcu, w maju również przejdzie do Trigona, gdzie będzie zarządzał autorskimi funduszami obligacyjnymi.

— Nie potwierdzam, nie zaprzeczam. Mogę jedynie odnieść się do naszych planów biznesowych, o których już nie raz głośno mówiliśmy. Brakuje nam obligacyjnej nogi, dlatego będziemy chcieli na niej stanąć w tym roku. Planujemy utworzyć trzy fundusze dłużne i chcemy zatrudnić ludzi, którzy udowodnili, że potrafią z sukcesem zarządzać portfelami — nie tylko w sprzyjających, ale też w trudnych warunkach. Jest kilku takich specjalistów na krajowym rynku — mówi Jakub Adamowicz, dyrektor rozwoju Trigon TFI.

Olaf Pietrzak może się pochwalić dobrą historią wyników, a jego inwestycyjnym konikiem jest gra na stopie procentowej. Dość powiedzieć, że Skarbiec Obligacyjny FIZ zarobił przez ostatni rok 4 proc., podczas gdy rywale stracili średnio 1 proc. Wynik za ostatnie 3 lata jest niemal dwa razy większy niż konkurencji.