Sprzedaż Skarbca TFI przez Enterprises Investors została odłożona na parę lat — zapewnia Marek Rybiec, prezes towarzystwa.
Firma odetchnęła więc z ulgą i wznowiła realizację pomysłów biznesowych. Wciąż czeka na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego na utworzenie parasola produktów, które mają być oferowane we współpracy z JP Morgan, a w międzyczasie przeprowadza lifting dotychczasowej oferty. Niektóre produkty przejdą metamorfozę i zmienią strategię inwestycyjną.
Na razie paleta poszerzyła się o nowy fundusz nieruchomości, który skierowany został do inwestorów instytucjonalnych w drodze niepublicznej emisji certyfikatów, ale docelowo ma być oferowany szerszemu gronu klientów.
— Nowy fundusz będzie inwestował w nieruchomości mieszkaniowe, a zyski czerpał z wynajmu. Zakupy dokonywane są bezpośrednio, a nie poprzez spółki celowe. Portfel jest już częściowo zbudowany. Jedną z ciekawszych inwestycji jest nieruchomość na warszawskiej Woli. Fundusz ma być produktem antyinflacyjnym, który może stanowić atrakcyjne uzupełnienie portfela i alternatywę dla lokat bankowych. Szacujemy, że stopa zwrotu wyniesie 4-6 proc. rocznie — tłumaczy Piotr Kuba, wiceprezes Skarbca TFI.
Przedstawiciele towarzystwa uważają, że aby nowy fundusz nieruchomości przyjął się wśród klientów detalicznych, musi pokazać wyniki. Inwestorzy instytucjonalni natomiast są bardziej doświadczeni, potrafią zaufać i kupić „pomysł”, a na efekty cierpliwie poczekać. Zdaniem Emila Domerackiego, eksperta z działu gruntów inwestycyjnych Colliers International, pomysł Skarbca TFI to strzał w dziesiątkę.
— Jest to wyprzedzenie trendu. Wynajmem mieszkań, zwłaszcza w dużych miastach wojewódzkich, takich jak Warszawa, jest zainteresowanych coraz więcej studentów czy ludzi imigrujących w celach zarobkowych. Jeśli zarządzający w umiejętny sposób dobiorą lokalizację, nie przestrzelą z metrażem i ceną zakupu, to fundusz ma szansę przynosić solidne zyski — tłumaczy Emil Domeracki.
Jego zdaniem, w latach 2006- -07 nie było problemu z pozyskiwaniem finansowania na tego rodzaju inwestycje, bo banki chętnie udzielały kredytów. Dziś jest inaczej.
— Ci inwestorzy, którzy kupowali nieruchomości w pakietach w okresie poprzedniej hossy, dziś nie dostają finansowania. Również inwestorzy zagraniczni nie będą pojawiać się na taką skalę jak wtedy. Daje to dobre perspektywy funduszom nieruchomościowym — dodaje Emil Domeracki.