Składowiska śmieci wychodzą z mody

opublikowano: 01-08-2014, 00:00

Rozmowa z Arkadiuszem Primusem, prezesem spółki Investeko

„Puls Biznesu”: Polska zobowiązała się, że od tego roku tylko 60 proc. odpadów będzie trafiać na wysypiska. W jakim stopniu wykonaliśmy ten plan?

Zobacz więcej

IDZIE NOWE: Coraz mniej śmieci będzie trafiało na wysypiska. Przyszłością są instalacje termicznego przetwarzania odpadów — mówi Arkadiusz Primus, prezes Investeko. [FOT. ARC]

Arkadiusz Primus, prezes Investeko: Masa odpadów komunalnych zebranych w 2012 roku wynosiła około 9,6 mln ton, z czego składowano aż 7,2 mln ton. Choć ponad rok temu weszła w życie ustawa śmieciowa, naiwnością byłoby sądzić, że odnieśliśmy znaczącą poprawę w tej dziedzinie. Można śmiało założyć, że 80 proc. odpadów w naszym kraju wywozi się na wysypiska. Tylko nieco ponad 10 proc. przeznaczamy do ponownego przetworzenia materiałowego, czyli recyklingu, a niespełna 10 proc. trafia do kompostowni.

Wywożenie śmieci na wysypiska to najmniej racjonalny i najbardziej szkodliwy dla przyrody sposób gospodarowania odpadami. Do atmosfery przedostają się gazy cieplarniane, w tym metan, który bardziej przyczynia się do efektu cieplarnianego niż dwutlenek węgla.

W Polsce 80 proc. śmieci ląduje na wysypiskach, średnia w UE jest o połowę niższa. Największe zaś kompleksy powinniśmy odczuwać przy Niemcach — poziom selektywnego odzyskiwania odpadów wynosi u nas 4,5 kg na mieszkańca, za naszą zachodnią granicą aż 78 kg na głowę.

Rzeczywiście, Niemcy są liderem, jeśli chodzi o radzenie sobie ze śmieciami. Ilość składowanych przez nich odpadów jest bliska zeru. Niewiele ustępują im Austriacy, Holendrzy, Szwedzi i Duńczycy, którzy na wysypiska wywożą tylko 2-3 proc. odpadów. W przypadku Francuzów, Włochów, Norwegów i Finów ten odsetek wynosi 20-30 proc. To nadal bardzo przyzwoity wskaźnik, o którym na razie możemy sobie tylko pomarzyć. Brakuje nam odpowiedniej infrastruktury, przede wszystkim sortowni i instalacji do recyklingu. To zresztą problem wszystkich nowych krajów członkowskich UE.

Czy to oznacza, że ustawa śmieciowa nawet w najmniejszym stopniu nie poprawiła sytuacji ze śmieciami w Polsce?

Bynajmniej. Przez lata wiele się mówiło, że zmiany w gospodarce odpadami są w Polsce konieczne. Ale od ponad roku mamy wymóg prawny, który ciąży przede wszystkim na samorządach. Na rynku dominowały dotychczas firmy z kapitałem zagranicznym, z którymi spółki komunalne nie były w stanie konkurować. Teraz włodarze gmin, powiatów i województw zostali zobowiązani do większej aktywności w tej dziedzinie.

Zakasali rękawy?

Oczywiście. Dowodem są chociażby powstające jak grzyby po deszczu RIPOK-i, czyli regionalne instalacje przetwarzania odpadów komunalnych. Te placówki mają moc przerobową wystarczającą do przyjmowania i przetwarzania śmieci z terenu zamieszkałego przez co najmniej 120 tys. osób. Zwykle tworzy je związek kilku gmin na bazie któregoś z lokalnych składowisk. RIPOK-i to zaawansowane technologicznie obiekty, np. instalacje termicznego lub mechaniczno-biologicznego przetwarzania odpadów. Żadna jednostka samorządowa nie porwałaby się na taki projekt, gdyby nie gwarancja, że przez co najmniej cztery, pięć lat strumień odpadów będzie wpływał do jednego punktu. To regulacje prawne tworzą klimat przyjazny takim inwestycjom.

Jaka technologia w gospodarce odpadami jest dziś na topie?

Przyszłością są popularne w starej Unii instalacje termicznego przetwarzania odpadów, popularnie zwane spalarniami. O co chodzi w tej technologii? W dużym skrócie: część odpadów nie nadaje się do recyklingu, mają natomiast właściwości energetyczne. Można je więc wykorzystać jako paliwa w procesach produkcji energii elektrycznej i ciepła. To świetny sposób choćby na ogrzanie budynków, w czym od lat specjalizują się Szwedzi. W Polsce będzie powstawało coraz więcej takich obiektów, ponieważ w 2016 r. zacznie obowiązywać zakaz składowania wysokokalorycznych odpadów.

A co z emisją związków toksycznych do powietrza?

Bez obaw. W instalacjach tych spaliny są doskonale przefiltrowane, zanim zostaną wypuszczone do powietrza. Gdybym miał zdecydować, czy mieszkać obok klasycznej ciepłowni węglowej, czy w pobliżu spalarni pracującej według polskich i unijnych norm, nie zastanawiałbym się nawet przez moment, wybrałbym sąsiedztwo spalarni.

Wywożenie śmieci na wysypiska to najmniej racjonalny i najbardziej szkodliwy dla przyrody sposób gospodarowania odpadami. W prąd i ciepło można zamienić nawet ścieki, co udowadnia wasza firma.

Razem z grupą naukowców, w ramach projektu badawczo-rozwojowego Life Cogeneration.pl, opracowujemy technologię zagospodarowywania energetycznego odpadów komunalnych i osadów ściekowych. W procesie zgazowania będą one przetwarzane w paliwo gazowe, które następnie stanie się źródłem energii elektrycznej i cieplnej. To pierwszy etap. Drugim będzie budowa w województwie śląskim prototypowej instalacji, w której będziemy pokazywali np. samorządowcom czy przedsiębiorcom z tego segmenturynku, na czym polega nasz koncept i jakie korzyści z sobą niesie. Powstanie zatem obiekt o charakterze demonstracyjnym i rozwojowym równocześnie. Będzie miał status non profit. Zdecydowaliśmy się na to przedsięwzięcie, aby pokazać, że można budować nowoczesne i ekologiczne instalacje w Polsce w obecnym modelu gospodarki odpadami. Realizacja projektu została rozpisana na cztery lata, a pochłonie 3,82 mln EUR. Ale dostaliśmy dofinansowanie — ponad 1,75 mln EUR z budżetu Komisji Europejskiej i 1,58 mln EUR z zasobów Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Czyli wasza misja będzie polegać na edukowaniu społeczeństwa, a zwłaszcza samorządów i biznesu?

To chyba słuszny kierunek, bo na nowoczesnym gospodarowaniu odpadami wygrywają wszyscy. Ekolodzy, gospodarka i społeczeństwo. Stawką są pieniądze, nasze zdrowie i czystsze środowisko.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu