Skończyły się czasy inwestycji finansowanych na telefon

Jerzy Heymer
opublikowano: 2001-02-20 00:00

Jerzy Heymer: Skończyły się czasy inwestycji finansowanych na telefon

Kilkanaście lat działalności w prywatnych biurach projektów, w tym kilka w roli współwłaściciela pracowni — to czas wystarczający, aby poznać bardzo różne aspekty powiązań pomiędzy procesem projektowania inwestycji a mechanizmami ekonomicznymi napędzającymi rynek nieruchomości. Generalnie wyodrębnić można trzy grupy tych relacji: biznes jako inwestor; architektura tworząca biznes; architektura jako biznes.

Najbardziej oczywista jest pierwsza z powyższych zależności. Liczba zamówień składanych w biurach projektów jest wprost proporcjonalna do aktualnego poziomu bogacenia się społeczeństwa. Wciąż drogie kredyty i ogólnie wysoka cena materiałów i usług sprawiają, że o inwestycjach myślą tylko ci, którzy precyzyjnie potrafią wykonać na własny użytek studium opłacalności planowanej inwestycji i na jego podstawie podjąć decyzję o rozpoczęciu budowy. Minęły już czasy inwestycji, których finansowanie odbywało się na telefon, a rachunek ekonomiczny pozostawał pojęciem abstrakcyjnym.

Druga z wymienionych na wstępie relacji pomiędzy architekturą i biznesem jest wyraźnym znakiem czasu. Coraz powszechniej do architekta zgłaszają się klienci, którzy ekonomiczne powodzenie inwestycji upatrują we wspólnej pracy z projektantami. Od architekta wymaga się już nie tylko pilnowania założonego wstępnie budżetu przedsięwzięcia, ale też twórczych rozwiązań i pomysłów, które w ramach ustalonego budżetu podniosą wartość wybudowanego obiektu i wyróżnią go spośród wielu podobnych. Tak więc projektant, obok wiedzy zawodowej i znajomości nowych technologii, powinien mieć także dobre rozeznanie w takich dziedzinach, jak wartość poszczególnych terenów inwestycyjnych czy też wyznaczniki standardu budynków w poszczególnych kategoriach.

Umiejący liczyć klient traktuje coraz częściej architekta jako partnera czy ekonomicznego doradcę na etapie zarówno planowania jak i realizacji inwestycji. Stąd pojawiła się kategoria biur projektowych, które przejęły obowiązki znacznie szersze niż samo techniczne projektowanie obiektów budowlanych. Bywa, że obsługa biura rozpoczyna się już na etapie wyszukiwania terenu i sprawdzania jego przydatności inwestycyjnej, poprzez cały cykl nadzoru inwestorskiego lub powierniczego.

Trzecia relacja architektury i biznesu jest dla właścicieli firm projektowych najbardziej namacalna. Prowadzone przez nich firmy, niezależnie od prosperity na rynku czy wyników rocznych bilansów, borykają się na co dzień z trudnym, właściwie nierozwiązywalnym problemem nieregularności obrotów. W zależności od skali i typu projektów różny jest cykl ich finansowania, zawsze jednak występują w nim przerwy w przypływie dochodów, związane z długim czasem koniecznym do wykonania projektu. W tej sytuacji niemożliwe jest utrzymywanie stałych kosztów pracowni. Na rynku dominują więc małe biura, których struktura jest ograniczona do trzonu personalnego, złożonego z kilku zaledwie osób, i jest na tyle mobilna, aby w bardzo krótkim czasie móc powiększyć się nawet do kilkudziesięcioosobowego zespołu, niezbędnego do obsługi dużego zlecenia. Brak stabilności powoduje również daleko idącą powściągliwość inwestycyjną w niewielkich firmach, a co za tym idzie — spowolnienie ich rozwoju.

Opisane tu pokrótce przykłady relacji architektury i biznesu ilustrują dzisiejszy stan rzeczy. Jak będzie wyglądało jutro — po wstąpieniu do UE — dla menedżerów firm projektowych nadal pozostaje zagadką. Tak jak w innych dziedzinach gospodarki — nadchodzące przemiany przez jednych oczekiwane są z nadzieją, przez innych z niepokojem.