Skoro oni kijem, to my ich pałką

09-12-2015, 22:00

Po wybuchu rozpalającej klasę polityczną wojny o Trybunał Konstytucyjny (TK) komentarzowi z 23 listopada nadałem tytuł przypomniany poniżej.

Jego rozwinięciem jest tytuł dzisiejszy, obrazujący stosunek sił oraz przebieg działań na froncie aż do wczoraj, gdy prezydent zaprzysiągł ostatniego z piątki sędziów wybranych przez PiS, a TK wydał orzeczenie, że zagarnięcie przez nowych władców całej piątki miejsc było nielegalne. Trzeba jednak pamiętać, że na szalony pomysł pogwałcenia wieloletnich zasad i wybrania w końcówce minionej kadencji także nielegalnie kompletu pięciu sędziów wpadła Platforma Obywatelska, wsparta w owym procederze przez Polskie Stronnictwo Ludowe i Sojusz Lewicy Demokratycznej. Gdyby odchodząca ekipa zwyczajnie wybrała należnych jej trzech, a dwóch zostawiła już nowej — nawet wszechmogący prezes Jarosław Kaczyński musiałby taką proporcję gorzko przełknąć i nie miałby punktu zaczepienia, aby nakazać odwetowe przejęcie całej puli. W ostatnich dniach uważnie wsłuchiwałem się w lament reprezentantów PO — i ani razu nikt uczciwie nie wytłumaczył społeczeństwu, po jaką… no, po co wywołali całą wojnę. Okoliczność, że były minister sprawiedliwości Borys Budka przeprosił, (nie bardzo wiadomo kogo) to przecież kabaret. Winowajców pierwotnych przebija jednak butą nowa ekipa, na czele z doktorem prawa Andrzejem Dudą, brnącym coraz głębiej w wykładnie i interpretacje, których słuchać hadko jego profesorom z Jagiellonki.

Wczorajsze orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego pozostanie niewykonane, przynajmniej w odniesieniu do jego składu. Lepsze perspektywy ma wątek przewodniczenia TK, po orzeczeniu prezes Andrzej Rzepliński zapewne utrzyma stanowisko do końca swojego mandatu sędziowskiego. Konstytucja RP w art. 190 gwarantuje, że orzeczenia w całości „mają moc powszechnie obowiązującą i są ostateczne” — ale przecież nie dla Prawa i Sprawiedliwości. W obecnym gordyjskim zapętleniu prawnym jedynym kompromisowym wyjściem byłoby zrzeczenie się funkcji przez trójkę sędziów TK wybranych nielegalnie przez PiS i zaprzysiężenie przez prezydenta trójki „listopadowej” wybranej legalnie przez PO-PSL-SLD. Ale takie porozumienie nigdy nie nastąpi, czyli będzie jak w „Misiu” — pamiętają państwo scenę, gdy kierownik szatni mówi do Ryśka Ochódzkiego: „Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”. Właśnie ten syndrom „i co nam kto zrobi” jest znakiem firmowym nowych wszechwładców Polski. Po wyborach z 25 października taka jest po prostu polityczna rzeczywistość, na którą można się oburzać, ale nie ma sensu nieprzyjmowanie jej do wiadomości. A pobitej PO na pociechę pozostaje utrzymanie w TK jeszcze przez półtora roku przewagi liczebnej sędziów wybranych przez tę partię, ale już tylko 9:6, gdy celem nieuczciwej zagrywki w końcówce kadencji była proporcja 14:1.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Skoro oni kijem, to my ich pałką