Skrzyknij grupęi startuj po polisę

opublikowano: 16-05-2012, 00:00

Jeśli ubezpieczyciele odmawiają polisy, może warto zebrać się i ubezpieczyć wspólnie. Albo samodzielnie

W obecnej sytuacji braku ofert dla niektórych branż i ogromnych czasem zwyżek stawek niektóre firmy mogą zwiększyć swoje szanse na ubezpieczenie stosując się do restrykcji ubezpieczycieli dotyczących zabezpieczeń. Ale nie wszędzie tryskacze i inne instalacje rozwiążą problem. Nawet jeżeli danej firmie uda się uzyskać ofertę, może być ona kilka razy droższa niż jeszcze w 2010 i 2011 r. Warto pomyśleć też o innych możliwościach.

Najpierw sprzątanie

Jedna z nich leży po stronie ubezpieczycieli, którzy mogą zdecydować się na ubezpieczenie podmiotu nawet prowadzącego działalność bardzo ryzykowną, ale tylko w koasekuracji z innymi ubezpieczycielami.

— Są branże, gdzie pomimo dobrych zabezpieczeń i konstrukcji nie angażujemy się w całości. Na przykład w przypadku dobrze zabezpieczonych magazynów decydujemy się maksymalnie na 25 proc. udział w ryzyku, a przy produkcji tworzyw sztucznych do 30 proc. — tłumaczy Izabela Król, kierownik ds. oceny ryzyka w Dziale Ubezpieczeń Majątkowych Chartis Polska.

Jeżeli pojawi się szkoda, wypłata będzie się dzielić np. na przykład na czterech ubezpieczycieli i tym sposobem żaden z nich bardzo nie odczuje straty. Izabela Król dodaje, że na naszym rynku rywalizacja pomiędzy ubezpieczycielami nie jest tak zacięta jak na innych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej. Jeżeli jest taka potrzeba, to ubezpieczyciele potrafią podzielić się ryzykiem i stworzyć konsorcjum. Ale firma ze swojej strony powinna zrobić wszystko, żeby ubezpieczyciel był nią zainteresowany.

— Rola przedsiębiorcy polega na takim zarządzaniu ryzykiem w firmie, żeby ubezpieczyciel rozumiał i akceptował ryzyko. Powinna o tym pomyśleć zawsze, bez względu na to, co się dzieje na rynku — mówi Dominika Kozakiewicz, prezes Marsh.

I nie chodzi wyłącznie o zabezpieczenia, ale także wewnętrzną organizację firmy, dbałość o wymogi, działanie zgodne z procedurami, odpowiednie przeszkolenia pracowników. Warto, żeby w firmie znajdował się ktoś, kto będzie się zajmował zarządzaniem ryzykiem. Jeżeli uda się przekonać ubezpieczyciela, że firma działa sprawnie i robi wszystko, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo szkody, ubezpieczycielz pewnością spojrzy na nią łaskawszym okiem.

Franszyzy tak, limity nie

Firmy, które często mają do czynienia z drobnymi szkodami, mogą ustalić z ubezpieczycielem franszyzę na odpowiednio wysokim poziomie. Wtedy ubezpieczyciel nie będzie wypłacał odszkodowania za szkody do tej kwoty, jednak pokryte będą duże szkody, które naprawdę mogłoby zagrozić działalności firmy.

— Przy takim rozwiązaniu firma będzie również starać się ograniczyć ilość mniejszych szkód, a więc poprawi swoją szkodowość — zauważa Dominika Kozakiewicz. Ubezpieczyciel dzięki takiemu rozwiązaniu uniknie wypłat za drobne szkody, które szczególnie w przypadku niektórych działalności są na porządku dziennym. Nie jest natomiast dobrym rozwiązaniem działanie w drugą stronę, czyli bardzo niskie limity odpowiedzialności, do tego przy wysokiej stawce. Firmy, którym zależy na realnej ochronie, nie powinny się na to godzić. Ubezpieczenie z niskim limitem nie pomoże im w przypadku poważnej szkody. Pojawia się więc pytanie, jaki jest sens takiego ubezpieczenia. Mogą się na nie godzić podmioty, które w związku ze zmianą polityki ubezpieczycieli w 2011 r. zostały bez ochrony ubezpieczeniowej, a wymaga jej bank, w którym mają kredyt.

— Należy jednak bardzo uważać, to jest rozwiązanie krótkoterminowe. Banki zapewne zwrócą uwagę na zakres ochrony, wymagają przecież ubezpieczenia po to, żeby firma miała realną ochronę dla kredytowanego mienia — zauważa Michał Gabryelak, członek zarządu Marsh.

W grupie może być taniej

Coraz częściej środowisko ubezpieczeniowe wspomina także o możliwości skomasowania ryzyk kilku czy kilkunastu ubezpieczających.

— Jeżeli dane branże posiadają organizacje czy stowarzyszenia, których członkowie mają ten sam problem z ubezpieczeniem, to mogą oni próbować zebrać się i ubezpieczyć grupowo wszystkie zakłady z danej branży w konsorcjum ubezpieczycieli. Wtedy, z punktu widzenia ubezpieczycieli, takie ryzyko lepiej się rozkłada. Przecież wszystkie tartaki nie mają szans się spalić w jednym roku — twierdzi Izabela Król.

Jest to pewien sposób na dywersyfikację ryzyka. Ponadto, wielkość strat w przypadku kilkunastu czy kilkudziesięciu takich samych ryzyk jest bardziej przewidywalna dla ubezpieczyciela, a zebrana składka na pewno byłaby duża. Firmy z tej samej branży mogą też samodzielnie utworzyć fundusz, na który będą wpłacać składki, albo towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych.Wspólnie zbierana kwota byłaby przeznaczona na pokrycie skutków ewentualnych szkód. Jednak podobne rozwiązanie może się okazać dużo droższe niż zwykłe ubezpieczenie.

— Jeżeli towarzystwo ubezpieczeń wzajemnych utworzą przedsiębiorcy, którzy charakteryzują się relatywnie złym ryzykiem, to ten TUW będzie bardzo drogi. Bo oczywiście wszystko w jednym roku się nie spali, ale wystarczy, że spali się jeden tartak wart 10 mln zł. W pewnym uproszczeniu, jeżeli ubezpieczyło się tym sposobem 25 tartaków, to ich składka na taką szkodę wyniesie prawie 400 tys. zł, a to już znacznie drożej niż zwykłe polisy — przestrzega Andrzej Liwacz, dyrektor ds. underwritingu ubezpieczeń pozakomunikacyjnych w Biurze Sprzedaży Korporacyjnej PZU.

Powodem, dla którego firmy jeszcze nie interesują się podobnymi rozwiązaniami, może być niewystarczająca wiedza. Rolę edukatora i organizatora podobnych inicjatyw mógłby tutaj pełnić broker. Niektórzy o podobnych rozwiązaniach już myślą. Trudno jednak zaprzeczyć, że jest to sposób, który wymaga idealnej niemal chęci współpracy wszystkich firm, które miałyby się zrzeszyć. Ale podobno wspólne problemy zbliżają. A obecna sytuacja jest na tyle trudna, że bez względu na działania, wiele firm i tak ochrony nie dostanie.

— Nieoficjalnie ubezpieczyciele przyznają, że są listy branż, które i tak w żadnym wypadku oferty nie otrzymają, a automatyzm ich podejścia jest niestety niezwykle schematyczny — mówi Piotr Górny, członek zarządu STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu