Inwestorzy ostrożnie podeszli do pierwszej na polskim rynku oferty spółki ukraińskiej i tak samo zachowali się w trakcie giełdowego debiutu.
W pierwszych minutach handlu inwestorzy wycenili wczoraj akcje Astarty, pierwszej ukraińskiej spółki na polskim parkiecie, na 19,05 zł. To zaledwie 5 groszy więcej niż podczas niedawnej oferty publicznej.
— Bardzo się cieszę, że nasz rynek kapitałowy okazał się atrakcyjny dla firmy zagranicznej. Liczę, że taką samą drogą podążą inne przedsiębiorstwa, także ukraińskie — komentuje debiut Wojciech Jasiński, minister skarbu, który wczoraj z tej okazji pojawił się na giełdzie.
— Widzę dużo podobieństw pomiędzy polskim i ukraińskim biznesem. Wiem, że inwestycja w nasze akcje będzie rentowna i liczę, że w przyszłości uda się nam sprzedać kolejne emisje — dodaje Wiktor Iwanczyk, prezes Astarty, jednego z największych graczy na ukraińskim rynku cukru.
W trakcie sesji cena akcji ukraińskiej firmy była stabilna. Co dalej? Analitycy milczą. Droga do wczorajszego debiutu nie była typowa. Prospekt emisyjny Astarty zaakceptował holenderski nadzór giełdowy. Później spółka mogła wybrać dowolny rynek notowań w krajach UE.
Wybrała Polskę. Cenę akcji ustalono na 19 zł, czyli w dolnej granicy przedziału cenowego. Dotychczasowi akcjonariusze nie sprzedawali swoich walorów. Ostatecznie 850,5 tys. akcji przydzielono inwestorom indywidualnym, a 4,15 mln akcji — instytucjonalnym.
Środki z emisji (95 mln zł) Astarta chce przeznaczyć m.in. na unowocześnianie własnych cukrowni i przejęcie kolejnych na Ukrainie oraz zakup nowoczesnych urządzeń i technologii do uprawy buraków cukrowych. Spółka należy do największych graczy na Ukrainie. W 2005 r. jej przychody wynosiły 51,8 mln EUR i były wyższe niż w 2004 r. o ponad 60 proc. Zysk netto wzrósł o 83 proc., do 9,7 mln EUR.