Słodkie chwile Polskiego Cukru

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 2009-02-26 00:00

Pół miliarda złotych. O takim zysku większość firm może tylko pomarzyć. A tyle właśnie w tym roku ma zarobić państwowa Krajowa Spółka Cukrowa.

Wciąż są firmy, które przynoszą megazyski

Pół miliarda złotych. O takim zysku większość firm może tylko pomarzyć. A tyle właśnie w tym roku ma zarobić państwowa Krajowa Spółka Cukrowa.

W tysiącach polskich firm trwa właśnie wdrażanie programów oszczędnościowych, które mają im pomóc przetrwać gospodarcze spowolnienie. Na szczęście nie brakuje przedsiębiorstw, które restrukturyzację mają już za sobą, dzięki czemu mogą liczyć zyski i planować ekspansję. Jedną z takich firm jest Krajowa Spółka Cukrowa (KSC), lider polskiego rynku cukrowniczego.

Zmiana warty

— Wszystko wskazuje na to, że wyniki Krajowej Spółki Cukrowej będą w tym roku najwyższe w historii. Już w ciągu czterech miesięcy rozpoczętego w październiku roku finansowego 2008/2009 wypracowaliśmy ponad 48 mln zł zysku netto i 504 mln zł przychodów ze sprzedaży — mówi Jarosław Poniatowicz, ustępujący w tym miesiącu prezes KSC.

To nie koniec.

— W najbliższych miesiącach na konto spółki powinno wpłynąć około 129 mln EUR z kasy UE za dokonaną w latach 2007/2008 redukcję limitów produkcyjnych (wygaszenie czterech zakładów) i redukcję obszarów plantacyjnych. Część tych pieniędzy trafi do plantatorów, jednak większość (około 80 mln EUR) zostanie w spółce — mówi Jarosław Poniatowicz.

A stery w firmie obejmuje w tym tygodniu zarząd nowej kadencji, którego nowym szefem został Marcin Kulicki.

— Z satysfakcją mogę stwierdzić, że zostawiam firmę w bardzo dobrej kondycji. Złożyło się na to kilka czynników. Sprzyja nam wysoki kurs euro, który kształtuje cenę cukru na wspólnotowym rynku, a także reforma rynku w UE. Dzięki niej podaż cukru w UE została ograniczona, dzięki czemu rynek się zrównoważył. Ponadto ceny wzrosły, co pozwala nam wreszcie dobrze zarabiać. Tymczasem jeszcze w ubiegłym roku działalność naszej firmy była nierentowna. Tylko na odprawy dla zwalnianych pracowników musieliśmy wyłożyć 70 mln zł. Dzięki temu zatrudnienie zmniejszyło się z 3,2 tys., do 2,2 tys. osób — wylicza prezes.

Przypomina, że dzisiejszą prosperity poprzedził bolesny proces restrukturyzacji. Z 27 działających niegdyś w grupie cukrowni dziś zostało siedem.

Słodka pokusa

Poza zyskami KSC posiada ogromny majątek nieprodukcyjny, który może w każdej chwili uwolnić. Należą m.in. działki w Pruszczu Gdańskim, Szczecinie, Lublinie i Płocku. Każda z nich jest warta kilkadziesiąt milionów złotych.

— Nie wiem, jak nowy zarząd spółki zamierza spożytkować rekordowy zysk, który w tym roku sięgnie blisko pół miliarda złotych. Możliwości jest wiele. Pieniądze można zainwestować w modernizację zakładów albo w ekspansję. Skarb państwa — główny właściciel — może jednak pokusić się o konsumpcję zysku w postaci dywidendy — mówi Jarosław Poniatowicz.

Jego zdaniem, warto rozważyć wariant ekspansji. Są dziś możliwości do okazyjnych przejęć w Polsce (cukrownia Glinojeck należąca do British Sugar) i za granicą.

— Gdyby KSC postawiła na ekspansję i zainwestowała w przejęcia, jej pozycja w Europie mogłaby się znacznie umocnić. Obecnie nasza firma lokuje się w europejskiej stawce na 8. miejscu, a Polska, obok Niemiec i Francji, ma najlepsze warunki w Europie do produkcji cukru buraczanego. Z tego potencjału warto skorzystać —kwituje Jarosław Poniatowicz.

Wygońmy politykę z giganta

Krajowa Spółka Cukrowa musi się dalej modernizować — uważa Sławomir Podlaski, ekspert ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

"Puls Biznesu": Odchodzący prezes spółki sugeruje, że firma może wykorzystać rekordowy zysk do ekspansji rynkowej, np. przez przejęcia, w tym także za granicą. Co pan na to?

Sławomir Podlaski: Jeśli Krajowa Spółka Cukrowa chce być konkurencyjna i liczyć się na unijnym rynku, to musi przede wszystkim dalej się modernizować. Wydajność produkcji w tej firmie w przeliczeniu na osobę jest nadal niższa niż w konkurencyjnych firmach z kapitałem zagranicznym.

Firma ma jednak teraz wyjątkową okazję do przejęć, która może się nie powtórzyć. Może więc powinna z niej skorzystać?

Gdyby np. przejęcie cukrowni Glinojeck, największej i najlepiej wyposażonej w Polsce, KSC potraktowała jako element programu modernizacji i w zamian zrezygnowała z produkcji w mniej nowoczesnych zakładach, miałoby to oczywiście sens.

Ustępujący prezes sugeruje, że spółka powinna też pomyśleć o sojuszu strategicznym z dużym graczem z zagranicy, aby nie dać się zmarginalizować i poprawić pozycję w negocjacjach handlowych.

Oczywiście chciałbym, żeby Krajowa Spółka Cukrowa umacniała pozycję na rynku UE. Jednak moim zdaniem nie odniesie na tym polu dużych sukcesów, dopóki pozostanie firmą państwową. Obecnie jej działanie i rozwój utrudnia polityka i związana z nią częsta zmiana władz. Jestem więc za jak najszybszą jej prywatyzacją. Inną barierą dla wzrostu znaczenia firmy na arenie międzynarodowej może być dość powszechna niechęć polskich plantatorów do rozwoju upraw buraków cukrowych.

Unijny rynek cukru od kilku lat przechodzi głęboką reformę, której celem jest obniżenie poziomu produkcji z ponad 19 mln do blisko 13 mln ton rocznie. Jesteśmy właśnie na końcu tego procesu. Firmy cukrownicze czeka jednak kolejne wyzwanie. Będzie nim liberalizacja rynku, w której rezultacie szerokim strumieniem zacznie płynąć do Europy tani cukier trzcinowy z krajów Trzeciego Świata. W związku z tymi wyzwaniami firmy cukrownicze w Europie przegrupowują siły i konsolidują się: British Sugar przejął Ebro, a Nordzucker Danisco. Krajowa Spółka Cukrowa jest ósmym co do wielkości graczem na unijnym rynku cukru z limitem produkcji na poziomie 550 tys. ton.

Wiktor

Szczepaniak