Tragiczna śmierć ośmiu górników w należącej do KGHM kopalni Rudna nadaje żałobny ton tegorocznej Barbórce. Miedziowy koncern odwołał uroczystości, podobną decyzję podjął Wyższy Urząd Górniczy. Polska Grupa Górnicza (PGG), największa firma wydobywcza w kraju, wahała się wczoraj między odwołaniem a skromną akademią. Górnicy, przygnieceni ciężarem tragedii, nie dostaną jednak odpoczynku od rzeczywistości. A ta jest słodko-gorzka, bo rosnące ceny węgla nie ratują przed zamykaniem kopalni.

Koniec z Krupińskim
Taka właśnie, słodko-gorzka, była wczorajsza decyzja akcjonariuszy Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) o przeniesieniu nierentownej kopalni Krupiński do SRK, czyli państwowej spółki zajmującej się likwidacją zakładów wydobywczych. Sprzeciwiali się temu związkowcy, ale do decyzji przekonywali zarząd i właściciel, czyli państwo. Grzegorz Tobiszowski, wiceminister energii, argumentował dzień przed walnym zgromadzeniem, że na wydzielenie kopalni naciskają wierzyciele, m.in. PKO BP. Nie wspomniał o Komisji Europejskiej, ale ona też by naciskała.
Krupiński jest bowiem wśród ośmiu zakładów górniczych, dla których KE zatwierdziła program pomocowy na 8 mld zł, ale pod warunkiem, że zostaną zamknięte. Słodki smak decyzji o Krupińskim poczują akcjonariusze JSW, bo spółce teraz bliżej do porozumienia z bankami i dokapitalizowania, które zapowiadał minister. Lżej może też być pozostałym kopalniom w JSW, które bez Krupińskiego będą restrukturyzowane sprawniej. Niewykluczone, że na decyzję nie będą narzekać nawet górnicy.
JSW oferuje im program dobrowolnych odejść, który budzi zainteresowanie znacznie większe, niż zakładano. Niedawne ankiety wskazywały, że z PDO skorzysta nawet 2,7 tys. osób. Gorzko będzie zaś związkowcom, którychzwiązki, wraz z likwidacją kopalni, przestaną istnieć. Po Krupińskim czas na dyskusję o kopalni Makoszowy, która już jest w SRK. Zgodnie z uzgodnieniami z KE, działać ma tylko do końca 2016 r., czego związki nie chcą zaakceptować. W środę dyskutowały na ten temat w Sejmie.
Kolejnym tematem będzie Sośnica, dziś w grupie PGG. Grzegorz Tobiszowski zapowiedział, że w styczniu zastanowi się nad jej losem, ale marginesu swobody w zasadzie nie ma. Uzgodnił już z KE, że w 2017 r. Sośnica przejdzie do SRK. W kolejce są jeszcze podobne decyzje, m.in. w sprawie Ruchu Pokój, Ruchu Rydułtowy, Ruchu Śląsk — chyba że rząd poszuka sposobu na ucieczkę przed zobowiązaniami wobec Brukseli.
— Przedstawiliśmy KE program w takiej formie, że możemy go modyfikować. Jeśli na początku 2017 r. okaże się, że trzeba wygasić i przenieść do SRK nie tę kopalnię, którą wskazaliśmy, tylko inną, to swobodnie możemy tak postąpić — wyjaśnia Krzysztof Tchórzewski, minister energii.
Drogi węgiel, czyli dobrze i źle
Słodko-gorzki jest też efekt rosnących globalnych cen węgla. Ceny węgla energetycznego w portach ARA (Antwerpia-Rotterdam-Amsterdam), które sięgają dziś ok. 90 USD za tonę, wiosną były prawie dwukrotnie niższe. Wzrost to dla polskiego górnictwa i dar losu, i problem. Im droższy węgiel, tym lepsze wyniki.
Dzięki temu PGG miała w październiku zysk netto. Zyski utrudniają jednak rozmowy ze związkami o restrukturyzacji, która jest konieczna, bo polskie kopalnie wymagają inwestycji i reorganizacji, a zwyżki nie będą trwać wiecznie.
— Nie wierzymy, że cena 90 USD może utrzymać się w średnim terminie. Gdyby tak było, Europę szybko zalałby tańszy węgiel z innych części świata — podkreślił Krzysztof Szlaga, prezes Bogdanki, podczas konferencji Górnictwo 2016 w Katowicach. Jego zdaniem, ceną równowagi, do której powrócą notowania, będzie 65-70 USD za tonę. Sceptycznie o zwyżkach mówi też Tomasz Gawlik, prezes JSW.
— Ceny węgla koksowego, zwyżkujące od końca lata, w przyszłym roku będą spadały. Ponadto wysokie ceny uzyskuje się głównie w transakcjach spotowych, które stanowią jedynie około 30 proc. ogólnego obrotu i z reguły dotyczą gatunków węgla, które w Polsce nie są produkowane — zauważa Tomasz Gawlik.
Trump tchnął optymizm
Wielkie państwowe firmy mogą mieć wpływ na krajowe ceny surowca. Małe prywatne — nie. Dlatego ich postanowienia barbórkowe krążą wokół… pracy nad sobą.
— Miniony rok był dla PG Silesia tak samo ciężki jak dla całej branży wydobywczej w Polsce. Największe znaczenie ma jednak to, że efektywność jest bardzo dobra i sięga 850 ton węgla netto na etat. Nie spoczniemy na laurach — mówi Michal Herman, prezes PG Silesia, należącej do czeskiego koncernu EPH.
— Zawsze mieliśmy zysk, to i teraz będziemy go mieli. Zatrudniam 150 osób i wiem, że musimy robić wszystko, by wydajność wyniosła co najmniej tysiąc ton na zatrudnionego — mówi Jan Chojnacki, właściciel i prezes Siltechu. Ben Stoikovich, szef Prairie Mining, dopiero planuje budowę kopalni węgla na Lubelszczyźnie i Śląsku. Tryska optymizmem.
— W minionym roku cały świat zorientował się, że koniec węgla nie nastąpił. Ceny na rynkach międzynarodowych wzrosły od początku roku ponaddwukrotnie. Wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA to także dobra wiadomość dla branży węglowej. Przyszły prezydent rozumie, że węgiel i tania energia produkowana na jego bazie są istotne dla wzrostu gospodarczego i bezpieczeństwa energetycznego — uważa Ben Stoikovich. © Ⓟ
1,3 mld zł Tyle wyniosła strata górnictwa na sprzedaży węgla przez trzy kwartały tego roku — wynika z danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu.
54 mln tonTyle węgla sprzedano w Polsce w okresie styczeń-wrzesień 2016 r. To o ok. 3 proc. więcej niż rok wcześniej. Niecałe 6,7 mln ton trafiło na eksport.
12 tys.Tylu pracowników kopalni spełnia warunki uzyskania osłon socjalnych.