Sojusz stary, lecz skuteczny

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-03-10 20:00

Datę akcesji Polski do Unii Europejskiej (UE) większość obywateli przynajmniej z grubsza kojarzy, zwłaszcza dorośli pamiętający jeszcze ratyfikacyjne referendum.

O północy z 30 kwietnia na 1 maja 2004 r. na warszawskim placu Józefa Piłsudskiego zebrał się wielotysięczny rozentuzjazmowany tłum, podobnie w wielu innych miastach, na maszty płynęły unijne flagi, rano jedzono pierwsze europejskie śniadania etc. etc. Gdyby natomiast zadać Polakom pytanie o konkretną datę przystąpienia Polski do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), to w rozkładzie statystycznym odpowiedzi prawidłowych byłoby kilka procent. Wieczorem 12 marca 1999 r. – czyli pięć lat przed akcesją do UE – na wspomnianym placu przed Grobem Nieznanego Żołnierza również odbyła się gala, ale ograniczona do trybuny, wojska i dosłownie garstki dość przypadkowej publiczności. Stolica nawet nie bardzo kojarzyła, z jakiej okazji na niebie rozkwitły fajerwerki. Dokładnie w tamtym czasie w Independence (stan Missouri) ministrowie spraw zagranicznych Polski, Czech i Węgier – z naszej strony Bronisław Geremek – przekazywali amerykańskiej koleżance Madeleine Albright akcesyjne dokumenty.

Dwoistość postrzegania znaczenia członkostwa Polski w UE oraz NATO utrzymywała się długie lata. Szczyty i decyzje unijne bardzo często były/są sporne i gorące, wszak chodzi o pieniądze oraz przepisy realnie wpływające na nasze życie. Szczyty i decyzje sojuszu – notabene znacznie rzadsze, prezydenci/premierzy NATO zbierają się rzadziej niż raz w roku – w porównaniu z unijnymi wydawały się stereotypowe i wręcz nudne. Po rozpadzie Związku Radzieckiego, wobec systematycznego słabnięcia Federacji Rosyjskiej pojawiały się nawet tezy – naturalnie głównie z Moskwy – że NATO stało się tworem archaicznym i powinno zostać zastąpione przez jakiś wyimaginowany pakt bezpieczeństwa globalnego. Traktat waszyngtoński niespodziewanie ożył po ataku islamskich terrorystów 11 września 2001 r. na World Trade Center i Pentagon, gdy pierwszy raz w swoich dziejach NATO skorzystało z jego art. 5, ustalającego zasady reakcji wszystkich państw członkowskich na zaatakowanie jednego. Relacje z Rosją były jednak poprawne. Byłem na szczycie NATO w listopadzie 2010 r. w Lizbonie, dokąd przyjechał ówczesny prezydent Dmitrij Miedwiediew – sługa premiera Władimira Putina – i traktowany był może nie przyjacielsko, lecz naprawdę partnersko.

Iluzje prysnęły ostatecznie w 2014 r., gdy car Kremla (znowu jako prezydent) militarnie zagarnął Krym oraz część Donbasu. Był to dla NATO sygnał, że strategia obronna musi zostać ponownie ukierunkowana na wschód, czyli tam, gdzie przy zawiązywaniu sojuszu w 1949 r. Pierwsze ustalenia alarmowo przyjęto na szczycie w Newport w 2014 r., zaś rozwinięto je w Warszawie w 2016 r. Mimo wszystko przez kilka lat debaty np. o wydawaniu przez państwa członkowskie na armię co najmniej 2 proc. PKB toczyły się raczej teoretycznie. Od 24 lutego 2022 r. napastnicza wojna Rosji z Ukrainą obniżyła ich półkę do prozaicznego parteru. Różnica poziomu bezpieczeństwa między państwami członkowskimi NATO, nawet tak małymi jak republiki bałtyckie, a osamotnioną Ukrainą jest gigantyczna, wyznacza odległość między życiem a śmiercią. Dlatego przypadająca w sobotę 23. rocznica akcesji Polski do sojuszu – w towarzystwie dwóch państw wyszehradzkich, Słowacja wtedy się spóźniała – powinna w świadomości Polaków już na trwałe zyskać rangę równorzędną z unijnym 1 maja.

Wizytę ku pokrzepieniu serc składa na wschodniej flance NATO – najpierw w Polsce, potem w Rumunii – wiceprezydent Kamala Harris. W amerykańskiej szkole pod Warszawą spotkała się 10 marca z młodymi uchodźcami z Ukrainy.
POOL / Reuters / Forum