Kiedy 4 września Polska usłyszała: „Agata Rowińska zastąpi Jaromira Netzla na stanowisku prezesa Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń”, oczy wszystkich, również premiera Jarosława Kaczyńskiego, który wcześniej nie znał kandydatki, zwróciły się w jej stronę.
— Nie jestem ani politykiem, ani tym bardziej komentatorem politycznym. Mam do spełnienia swoją misję. Jako prezes będę pracować na rzecz spółki i jej akcjonariuszy — tuż po nominacji zdecydowanym głosem ucięła wszelkie wątpliwości, związane z jej prezesurą w kontekście zbliżających się wyborów.
Nie da się ukryć, że jako prezes jednej z największych instytucji finansowych nie tylko w Polsce, ale też w Europie Środkowo-Wschodniej, wystawia się na ostrzał brutalniejszy niż jako wiceprzewodnicząca rady nadzorczej PZU (była nią przez blisko cztery lata). Chociaż nawet wtedy wzbudzała kontrowersje, kiedy na przykład przerwała w 2006 r. walne zgromadzenie, uzasadniając przerwę analizą poziomu dywidendy. Zdarzyło się to tuż po tym, jak wiceminister Szałamacha przyznał, że nie wyklucza starań o wyższe wpływy z PZU. Ponad 740 mln zł dywidendy mu nie wystarczało.

Za, a nawet przeciw
Nancy
Reagan powiedziała kiedyś, że kobieta jest jak herbata w torebce: z jej mocy
można sobie zdać sprawę tylko w gorącej wodzie. W takiej wodzie znalazła się
nowa prezes.
— Zaletą jest, że powołano ją szybko. Ale PZU to trudna spółka i lepiej by było, gdyby zarządzał nią menedżer z krwi kości — uważa Mateusz Ostrowski, analityk Open-Finance.
Liczni obserwatorzy rynku charakteryzuje ją krótko: urzędnik.
— Wielu top menedżerów, na przykład w branży telekomunikacyjnej czy w bankowości, też wywodzi się z korpusu urzędniczego. Wystarczy prześledzić ich życiorysy — ripostuje Rowińska.
Nie pozostaje w tej opinii osamotniona
— Znam ją od 1999 r. Uważam za bardzo dobrego, skrupulatnego urzędnika. Nie ma cech typowych dla menedżera, ale jest solidna i poukładana. W sytuacji PZU trudno było znaleźć lepszego prezesa. PiS nie mogło wskazać nikogo, kto lepiej realizowałby strategię rządu — mówi Robert Gwiazdowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha.
Netzel w spódnicy
Pojawiają się też głosy, że wzięto ją z łapanki, że zawsze była i pozostanie
marionetką ministra skarbu, że nie ma doświadczenia w ubezpieczeniach.
— Wybór oceniam w kategoriach zapchajdziury. Tymczasowa prezesura, tzn. do czasu wyboru nowego rządu, będzie polegała na wiernym wykonywaniu poleceń skarbu państwa. Po prostu Netzel w spódnicy. Będzie kontynuować dotychczasowe rządy, a PZU potrzebny jest ktoś, kto doprowadzi do zgody między akcjonariuszami — mówi Aleksander Grad, poseł PO, szef sejmowej komisji skarbu.
Zgoda ta wcale nie jest wykluczona, bo na wieść, że Rowińska przejęła rządy w PZU, w Eureko (ma 33 proc. PZU), które w listopadzie wycofało swoich przedstawicieli z zarządu spółki na skutek konfliktu z byłym prezesem Jaromirem Netzem, pojawiają się głosy o ich przywróceniu.
— Nie skomentuję osobistych predyspozycji Agaty Rowińskiej do pełnienia funkcji prezesa PZU — ucina wszelkie spekulacje Michał Nastula, prezes Eureko.
Alexis ubezpieczeń
Ludzie
dobrze ją znający są przekonani, że zawojuje PZU.
— Należy do odważnych, ambitnych i silnych kobiet. Wierzę, że będzie rządzić sprawnie — ocenia nową prezes Małgorzata Ostrowska, posłanka SLD.
Nawet ona przyznaje, że Rowińska musi wypracować w sobie zdolności menedżerskie i nauczyć się szukać sojuszników dla PZU. Wierzy, że zdoła zażegnać konflikt z Eureko.
— Stać ją na to. Zna doskonale historię tego sporu. Była pełnomocnikiem ministra na posiedzeniach Trybunału Arbitrażowego w sprawie PZU — mówi Małgorzata Ostrowska.
Zgadza się z nią Paweł Kozyra, rzecznik ministerstwa skarbu, który uważa nową prezes za osobę dynamiczną i zdecydowaną.
— Sprawnie i zdroworozsądkowo rozwiązuje kryzysy. Człowiek biznesu w urzędzie, a do tego życzliwa i niezwykle pomocna — wymienia zalety Rowińskiej Paweł Kozyra.
Nowa prezes ostrożnie podchodzi do tego, co mówią o niej inni.
— Jestem zdecydowanie odporna na bezpodstawną krytykę. Wysłuchuję za to zawsze opinii konstruktywnych i staram się je uwzględniać przy podejmowaniu decyzji — ocenia Rowińska.
Z szalikiem na mecz
Współpracownicy Rowińskiej z resortu skarbu, gdzie była m.in. zastępcą
dyrektora departamentu instytucji finansowych i naczelnika wydziału NFI,
podkreślają jej pracowitość.
— Mogłem do niej zadzwonić w sprawach zawodowych nawet po 23.00 i zawsze była chętna do współpracy — mówi pracownik resortu skarbu.
Chociaż twierdzi, że praca jest bardzo ważną częścią jej życia, bo dostarcza wyzwań, którym stara się sprostać, to najważniejsza jest rodzina. W towarzystwie męża i córki odpoczywa najlepiej. Na drugim miejscu stawia piłkę nożną i siatkówkę.
— Jestem zagorzałym kibicem naszych reprezentacji w piłce nożnej i siatkówce. Bardzo przeżywałam mecze biało-czerwonych na mistrzostwach świata w Niemczech — wspomina Rowińska.
Z pewnością nie jest typem kobiety, która po ośmiu godzinach pracy wraca do domu, wkłada kapcie i nawija papiloty na włosy. Życie wiedzie intensywne. Latem żegluje — ma patent żeglarski, zimą szusuje. Lubi jeździć na rowerze. Pochłania masę książek — od powieści po biografie.
Pierwsze koty za płoty
Ostatnie walne zgromadzenie, na którym zadebiutowała jako prezes
PZU, przebiegło spokojnie. Ale prawdziwa próba ognia jeszcze przed nią. Jej
zwolennicy oczekują szybkiego skompletowania zarządu, który od odejścia w lipcu
Mirosława Panka działa w dwuosobowym składzie. Przeciwnicy przypatrują się jej
kolejnym krokom w kierunku ugody z Eureko. Rowińska podkreśla przede wszystkim,
że jej celem jest stabilizacja PZU i ścisła współpraca z PKO BP. Zwiastunem tej
współpracy ma być podpisana umowa na ubezpieczenie kart kredytowych.
Być może niedługo 43-letnia elegancka szatynka pokaże, że potrafi być kimś więcej niż tylko sumiennym urzędnikiem państwowym. Jedno udowodniła. Nie bała się zaryzykować i objąć stanowisko prezesa tuż przed decyzją o skróceniu kadencji Sejmu.
Od decyzji, które podejmie w kilku najbliższych
tygodniach, zależy, czy zapomnimy o niej tak nagle, jak o niej
usłyszeliśmy.