Spedytor i przewoźnik to nie jest to samo

Dorota Gąsowska
02-03-2006, 00:00

Zbliża się data wejścia w życie znowelizowanej ustawy o transporcie drogowym, dlatego środowisko spedytorów po raz kolejny protestuje.

Znowelizowana ustawa o transporcie drogowym wejdzie w życie 1 lipca 2006 r. Spedytorzy chcą uchylenia lub zmiany zapisów, które ich zdaniem są dla nich krzywdzące. Swój protest opierają na zarzutach formalnoprawnych i gospodarczych. Według nich, ustawa niesłusznie zalicza ich do grupy pośredników w transporcie drogowym, co pociąga za sobą konsekwencje gospodarcze.

„Spedytorzy zobowiązują się wobec swoich zleceniodawców do zorganizowania przewozu różnymi rodzajami transportu oraz innych usług związanych z przewozem (np. nadzór nad czynnościami przeładunkowymi, kontrolnymi, celnymi). Niemniej jednak dowóz do portu morskiego, terminalu lotniczego lub pomiędzy centrami logistycznymi wymaga zastosowania spedycji drogowej, a nie pośrednictwa w zawarciu umowy przewozu” — czytamy w proteście.

Będzie drożej

Polska Izba Spedycji i Logistyki (PISiL) przestrzega, że uznanie spedytorów za pośredników wyeliminuje małych i średnich przedsiębiorców z rynku, ograniczy konkurencję w branży oraz wolność gospodarczą.

— Zgodnie z nowelizacją, od spedytorów wymagane będzie zabezpieczenie finansowe w wysokości 50 tys. EUR, czyli pięć razy więcej niż w przypadku podstawowej formy prowadzenia firmy przewozowej. Wiele mniejszych przedsiębiorców nie podoła temu obciążeniu. Dodatkowo poprzez wprowadzenie systemu koncesyjnego zostanie ograniczona wolność gospodarcza — mówi Marek Tarczyński, przewodniczący PISiL.

Mowa tu o warunku niezbędnym do otrzymania licencji „na krajowy transport drogowy przy pośrednictwie”. Przedsiębiorca musi bowiem uzyskać certyfikat kompetencji zawodowych w krajowym transporcie lub certyfikat kompetencji zawodowych w międzynarodowym transporcie drogowym, lub obydwa jednocześnie. Tutaj również pojawiają się dodatkowe koszty: opłata za kurs, materiały szkoleniowe, egzamin.

— Wiedza wymagana do prowadzenia firmy przewozowej i spedycyjnej różni się bardzo istotnie. Spedytorzy nie rozumieją, jak można od nich żądać zdawania drogich egzaminów na certyfi- kat z zagadnień związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa transportowego, a nie spedycyjnego — oburzają się przedstawiciele branży.

Samoograniczenie

Kolejnym zarzutem jest ograniczanie konkurencyjności polskich firm. Wspólny rynek Unii Europejskiej jest bowiem tak samo otwarty dla naszych przedsiębiorców i dla tych z Niemiec, Czech czy Słowacji. A polscy spedytorzy mogą sobie nie poradzić z planowanymi obciążeniami finansowymi. PISiL chce, aby sporne przepisy uchylono lub zmieniono. Według Marka Tarczyńskiego, zrezygnowanie z pojęcia „pośrednictwa w przewozie drogowym” rozwiąże większość problemów. Można je zastąpić terminem „przewoźnik umowny” — jest to przedsiębiorca, który nie ma taboru i wchodzi w prawa i obowiązki przewoźnika.

— Uregulowania prawne dotyczące spedytorów idą w złym kierunku, pojawiają się coraz to nowe obowiązki i obciążenia. Jeżeli Ministerstwo Transportu i Budownictwa oraz Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych wykażą dobrą wolę , to jest jeszcze czas na naprawę ustawy. Złożyliśmy im propozycję współpracy — dodaje Marek Tarczyński.

Na początku 2006 r. PISiL złożyła skargę do Trybunału Konstytucyjnego. Ale nim ten podejmie decyzję, prawdopodobnie ustawa wejdzie już w życie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Gąsowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Spedytor i przewoźnik to nie jest to samo