Od kiedy weszliśmy do Unii, na polskich przejściach granicznych odprawia się tylko ten, kto musi. "Rzeczpospolita" twierdzi, że zagraniczni kupcy wolą wjechać ze swymi towarami do Unii przez Litwę albo porty w Hamburgu czy Amsterdamie. Na Śląsk docierają niemiecką koleją. Traci na tym nasz budżet.
Gazeta pisze, że spedytorzy szybko zorientowali się, w których krajach odprawa graniczna oraz przepisy celne są prostsze, a władze życzliwsze dla przedsiębiorców. Polskie przejścia uznano za kłopotliwe, a urzędników za skrępowanych przez nieżyciowe przepisy i stare nawyki.
Dlatego transport tranzytowy ze Wschodu coraz częściej dociera na Zachód przez Litwę. Omijanie naszych przejść oznacza spadek wpływów polskiego fiskusa. Tymczasem polskie władze inwestują w unowocześnianie przejść. Terminale na Podlasiu osiągnęły w większości europejski standard. Właśnie zakończono budowę najnowszego, potężnego terminalu odpraw granicznych w Kuźnicy Białostockiej. Państwo wyłożyło na to 100 mln złotych, Uniadorzuciła ponad 50 milionów.
W Kuźnicy są laboratoria, rentgeny do prześwietlana ładunków. Liczba przejeżdżających tędy ciężarówek co roku rośnie o kilkanaście procent, ale tylko część z nich przechodzi odprawę na miejscu. Większość korzysta z usług celników w innych krajach, głównie w Niemczech.
- Jesteśmy nie gorzej od zachodnich kolegów przygotowani do obsługi najbardziej wymagających klientów, ocenia Tomasz Wójcik z firmy Hartwig. To jednak za mało, by zachęcić kupców do zatrzymania się na polskim przejściu.