Spisz testament, a będziesz ponadczasowy

Jesteśmy ponadczasowi, jeśli pozostawiamy po sobie trwały ślad udzielając pomocy w dowolny sposób - mówi Renata Bem, zastępca dyrektora generalnego UNICEF Polska. Organizacja niedawno rozpoczęła projekt przekonujący Polaków, że warto spisywać testamenty.

ŁUKASZ OSTRUSZKA: Zawsze chciałem zapytać osobę, która zajmuje się pomaganiem i widzi złą stronę świata, niesprawiedliwość, czy cierpienie o to, co jest najważniejsze w życiu.  

Wyświetl galerię [1/2]

Dzieci wspierane przez UNICEF

UNICEF/Khuzaie

RENATA BEM*: Mogę powiedzieć, co jest najważniejsze dla mnie. Zdecydowanie działanie i życie w taki sposób, aby móc spokojnie spojrzeć w lustro i pomyśleć, że zrobiłam w życiu wszystko co tylko się dało. Chodzi o to, żeby życie miało sens i żeby nie pozostała po mnie próżnia. Pełne życie - tak bym to określiła i to również obejmuje aspekt pomocowy. Oprócz tego ważna jest rodzina i zdrowie. Miło jest mieć świadomość, że moja praca zawodowa ma w sobie element dobra. To daje motywację nawet wtedy, gdy jest bardzo ciężko.  

A czy dziś w sferze pomocy jest ciężej niż kiedyś? 

Mam przed sobą najnowsze statystyki UNICEF z naszej własnej pracy i wynika z nich, że lata 2016-2017 były najbardziej intensywne, jeśli chodzi o skalę zdarzeń, które powodują konieczność niesienia pomocy.  

W jakiej perspektywie czasowej były najgorsze? 

Zajęliśmy się okresem od 2012 r., bo to dobry odcinek do podsumowań i szukania punktów odniesienia. Wygląda na to, że 2018 r. będzie w statystykach równie intensywny.  

Organizacje takie jak UNICEF to chyba jedne z nielicznych miejsc, w których nadmiar pracy niekoniecznie cieszy.  

Zawsze mówimy, że w idealnym świecie chcielibyśmy się nudzić i nie wykonywać naszej pracy. To jednak mało prawdopodobne i co rok jest sporo trudnych zadań, z którymi musimy się mierzyć.  

Czy może Pani przedstawić liczby, które kryją się za tą pracą?  

Każdego roku ratujemy zdrowie i życie setek tysięcy dzieci. W ubiegłym roku na całym świecie m.in. zaszczepiliśmy przeciwko odrze 78 mln dzieci, objęliśmy leczeniem 4 mln najmłodszych cierpiących z powodu niedożywienia, a ponad 32 mln osób otrzymało dostęp do czystej wody. UNICEF jest obecny w ponad 190 krajach świata i niesie pomoc tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna. Ogromnie nam zależy, aby wsparcie dotarło do jak największej liczby potrzebujących dzieci, dlatego zawsze dokładamy wszelkich starań, aby koszty związane z prowadzeniem zbiórki zawsze były jak najniższe. Ponad 90 proc. środków otrzymanych przez UNICEF na świecie przekazywanych jest bezpośrednio na programy pomocy dzieciom, w ubiegłym roku było to niemal 6 mld USD. Transparentność i efektywność działań jest dla nas kluczowa. Bez tego nie moglibyśmy pomagać skutecznie i na taką skalę.    

Niedawno zaczęliście promować akcję „Ponadczasowi”, która ma uświadomić ludziom, że warto spisywać testamenty. Czy pomaganie może zapewnić poczucie ponadczasowości? 

Jesteśmy ponadczasowi, jeśli pozostawiamy po sobie trwały ślad udzielając pomocy w dowolny sposób. Możemy pomagać tu i teraz, ale możemy robić to także po śmierci, uwzględniając w swoim testamencie organizacje pomocowe.  

To trochę ryzykowne, bo jest to w jakimś sensie wkroczenie w sferę, którą ludzie dosyć często odsuwają od siebie. Jakie reakcje się pojawiają? 

Długo się zastanawialiśmy, czy realizować ten program w Polsce. W innych krajach jest niezwykle popularny, choć ma to związek również z aspektem kulturowym. W USA pisanie testamentów jest niezwykle rozpowszechnione. Podobnie w Wielkiej Brytanii, czy Skandynawii. Nie byliśmy pewni ze względu na polską kulturę i fakt, że Polacy rzeczywiście odsuwają od siebie temat śmierci. Uznaliśmy jednak, że nie jest to rzecz, o której nie można mówić. Przecież to ludzkie i dotyczy każdego. Liczy się sposób mówienia o śmierci, więc postawiliśmy głównie na element edukacyjny. Chcemy pokazać Polakom, że warto spisywać testamenty i jakie są tego zalety.  

Napłynęły jakieś negatywne komentarze?  

Organizacje pomocowe są często narażone na ataki. Dlaczego chcecie sięgać po nasz majątek jeszcze po śmierci? Czy nie możecie się zadowolić tym, co dajemy wam teraz? Były różne pytania i komentarze. Na wszystkie odpowiadamy ze spokojem i staramy się wyjaśniać, że pomaganie jest indywidualną sprawą. Uważam, że program wpisuje się w codzienne życie, bo ten kres gdzieś w życiu następuje.

Pokazaliście gdzieś, że tylko 13 proc. Polaków spisuje testamenty. Skąd te dane i jak wypadamy na tle innych krajów? 

Problem polega na tym, że polski rynek jest jeszcze niezbadany, jeśli chodzi o sprawę spisywania testamentów. To są właściwie jedyne dane, do których udało nam się dotrzeć. W innych krajach odsetek wynosi nawet 30-40 proc. Program z powodzeniem „działa” w Belgii, Skandynawii, USA, Australii i Nowej Zelandii. To są świadome decyzje darczyńców od lat współpracujących z UNICEF w krajach, które wymieniłam. Z własnych doświadczeń wiemy, że w Polsce tych, którzy uwzględniają organizacje pomocowe w swoich testamentach można policzyć na palcach jednej ręki.  

Uprzedziła Pani moje pytanie. Czy UNICEF ma przypadki jakiś spektakularnych pośmiertnych darowizn?  

Program dopiero startuje, więc nie mam jeszcze danych.  

Ale przecież ludzie nie od dziś mają taką możliwość. 

Mówimy, że trzeba spisywać testamenty i można w nich uwzględnić organizacje charytatywne. Radzimy też jak to zrobić. W przeszłości mieliśmy jednak dwa, może trzy przypadki, że otrzymaliśmy informację, że ktoś uwzględnił nas w testamencie. Mamy nadzieję, że przy pomocy tego programu trochę uda nam się to zmienić.  

Jakie są roczne przychody organizacji?  

Nasze sprawozdania finansowe są jawne. W zeszłym roku przekazaliśmy na działalność pomocową ok. 20 mln złotych. To ogromna kwota jak na polskie warunki. W bieżącym roku ta kwota będzie jeszcze wyższa. Już teraz to wiemy.  

Gdzie trafiają te pieniądze?  

Wszystko zależy od aktualnej sytuacji i potrzeb. W ostatnim okresie bardzo dużo środków trafia do Syrii, bo tam trwa konflikt, przez który pomoc jest szczególnie potrzebna. Mamy też wiele stałych programów, które niosą pomoc tam, gdzie niekoniecznie trwają głośne wojny, ale pomoc jest stale potrzebna. Mamy biura regionalne, które identyfikują potrzeby tam na miejscu. Uruchamiamy też akcje błyskawicznie tam, gdzie miał miejsce kataklizm. Realizujemy zwykle dwa duże projekty rocznie plus wszystkie akcje nagłe, których niestety jest coraz więcej.  

To trochę przerażające. Mamy niespotykany postęp technologiczny, w wielu miejscach świata poziom życia stale wzrasta, a mimo tego ciągle nie potrafimy obronić przed złem tych najmniejszych spośród nas. 

Nie potrafimy obronić, ponieważ coraz więcej jest zdarzeń, przed którymi należałoby dzieci bronić. Zmiana klimatu powoduje kataklizmy i wywołuje masę przedziwnych klimatycznych zjawisk. Obserwujemy też okropne w skutkach konflikty zbrojne. UNICEF jest organizacją apolityczną, więc mamy możliwość prowadzenia rozmów z każdą stroną konfliktu, ale nie jesteśmy negocjatorami i nie mamy wpływu na to, czy konflikt wybuchnie. Jedyne co możemy zrobić, to pomagać dzieciom, bo one urodziły się w tych miejscach nie z własnego wyboru. Chcemy uczynić ich życie choćby odrobinę lepszym.  

Zacząłem od wątku osobistego i znowu do niego powrócę. Dlaczego zajęła się Pani działalnością pomocową? 

To splot okoliczności zawodowo-życiowych. Przez wiele lat pracowałam jako tłumacz tekstów prawniczych, biznesowych i finansowych. Jeden z moich klientów zarekomendował mnie polskiemu oddziałowi UNICEF. Tematyka zaczęła mnie wciągać. To coś zupełnie innego niż praca w korporacji i to, co robiłam wcześniej. UNICEF to organizacja mająca inne cele i zamierzenia, która pracuje na innych zasadach i ma to światło dobra, które tak przyciąga. Nasz tryb pracy wyznaczany jest przez bieżącą sytuację na świecie.  

Widziałem na stronie internetowej, że zespół ciągle się powiększa, bo prowadzicie rekrutację. Ile osób jest tutaj zatrudnionych i jakie są widełki płacowe? 

Ciągle poszukujemy nowych osób, ponieważ potrzeb jest coraz więcej. Obecnie pracuje u nas prawie 40 osób. Mamy zarobki na poziomie średniej w sektorze NGO-sów. Ludzie nie zarabiają u nas wielkich kwot, ale też nie pracują za darmo. Wszystkich zatrudniamy na umowę o pracę, płacimy ZUS i pozostałe świadczenia. Muszą przecież utrzymać swoje rodziny i siebie samych, żeby móc pomagać innym. Korzystamy też oczywiście z pomocy wolontariuszy.  

Godna płaca za godną pracę jest też po prostu uczciwa.  

Dokładnie tak. Musimy być fair wobec naszych pracowników. To także kwestia profesjonalizmu pomocy. Zła, nieprofesjonalna, nieprzemyślana pomoc może przynieść więcej szkody niż pożytku. Czasem zgłaszają się do nas osoby, które pytają, czy organizujemy wyjazdy dla wolontariuszy w miejsca, w których niesiona jest pomoc.  

Brzmi jak turystyka pomocowa… 

Zawsze odpowiadamy, że nie organizujemy. To byłoby ryzykowne i nieprofesjonalne. Mogłoby się skończyć tym, że konieczne byłoby niesienie pomocy tym, którzy wysłani zostali do niesienia pomocy. Działamy systemowo i przygotowujemy ludzi, którzy są profesjonalistami.  

Trzeba być bardziej rozważnym niż romantycznym? 

Jeśli rozwagi zabraknie to można zrobić krzywdę sobie i innym na miejscu. Konieczne jest odpowiednie przygotowanie. Więcej przynosi wysyłanie ludzi przygotowanych, którzy znają sytuację i wiedzą, jak skutecznie pomagać. 

Na koniec mam prośbę. Proszę spojrzeć w przeszłość i powiedzieć, które wspomnienie z Pani pracy jest „ponadczasowe”? Chodzi mi o wspomnienie, które przywraca wiarę w sens pracy w momencie, gdy przestaje Pani wierzyć w drugiego człowieka. 

W zeszłym roku zaprosiliśmy do Polski jednego z naszych Ambasadorów Dobrej Woli Ishmaela Beah. To obecnie trzydziestoparoletni mężczyzna z Sierra Leone, który jako 9-letnie dziecko został wcielony do armii. Manipulowany i faszerowany narkotykami dostał karabin do rąk i był uczony zabijania. Udało mu się uciec i pokonać traumę dzięki pracownikom UNICEF. Podczas spotkania w polskiej szkole opowiadał, że pamięta ten dzień, kiedy w oddziale pojawili się ludzie w niebieskich koszulkach UNICEF. Myślał, że to najemnicy, którzy chcą wykupić dzieci i wcielić do swoich oddziałów. Tak naprawdę wynegocjowali uwolnienie tych chłopców i skierowanie ich do obozu przejściowego na terapię. Ishmael zyskał nowe życie. Pojechał do Stanów Zjednoczonych, został adoptowany, skończył studnia i dziś jest pisarzem współpracującym z UNICEF. Mówi dziś do ludzi: jestem tutaj z Wami dzięki Waszej pomocy. W takich chwilach czuję, że to wszystko ma sens.

Rozmawiał Łukasz Ostruszka

*Renata Bem - tłumaczka specjalizująca się w tłumaczeniach prawniczych i biznesowych, od 2010 r. związana z UNICEF Polska, czyli organizacji skupiającej się na niesieniu pomocy dzieciom. Obecnie zastępca dyrektora generalnego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Spisz testament, a będziesz ponadczasowy