Spółka czeka na kolejne ugody

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 2005-01-04 00:00

CLiF będzie miał zysk za 2004 r. Nadal nie wiadomo jednak, czy pozostanie na rynku leasingowym.

Za ubiegły rok Centrum Leasingu i Finansów (CLiF) powinno wykazać dodatni wynik finansowy wobec około 7 mln zł straty w 2003 r.

— Będziemy mieli 5 mln zł zysku netto. Połowę wypracowaliśmy z działalności leasingowej. Druga część wynika z ugód, jakie zawarliśmy w grudniu z BZ WBK oraz Bankiem Przemysłowym (obecnie przejmowany przez Getin Bank) — mówi Dariusz Baran, prezes CLiF.

Procesy trwają

Rozliczenia dotyczą rozwiązania umów przelewu wierzytelności i umów przewłaszczenia zawartych między CLiF a bankami. Oznacza to, że spółka znów sprawuje kontrolę nad spornymi umowami lea-singowymi. Dzięki takim ugodom zawartym w 2004 r., m.in. z Bankiem BPH, CLiF udało się zarobić na działalności leasingowej.

— Z Bankiem Przemysłowym udało się zawrzeć częściowe porozumienie. Domagamy się od niego jeszcze 5,2 mln zł. Ponadto od Kredyt Banku, Pekao SA, PKO BP, BWE i BGŻ domagamy się 150 mln zł, z czego 89 mln zł od samego Kredyt Banku — wyjaśnia Dariusz Baran.

Od tych porozumień zależą w dużej mierze dalsze losy CLiF.

Zbieranie kapitału

— W wyniku ogłoszenia upadłości CLiF przez półtora roku nie prowadził działalności. Mimo że w 2003 r. Sąd Najwyższy uchylił tę decyzję, to i tak straciliśmy sieć, klientów i majątek. Nawet gdy odzyskamy majątek, to działalność będziemy musieli zaczynać praktycznie od początku — przyznaje Dariusz Baran.

Na wznowienie tej działalności ma zostać także przeznaczona, uchwalona jesienią 2004 r., emisja obligacji wartości 60 mln zł. CLiF przygotowuje się do przeprowadzenia części tej emisji. Chce nią zainteresować fundusze akceptujące wysoki poziom ryzyka.

— Liczymy też na wygraną ze skarbem. Pozew o zapłatę 98 mln zł za bezprawne ogłoszenie upadłości i prowadzenie postępowania upadłościowego złożyliśmy w grudniu —mówi Dariusz Baran.

Prezes nie ma jednak złudzeń, że rozprawa może odbyć się za rok.

— CLiF nie miał przewagi konkurencyjnej ani biznesowej. Nie miał więc marki, którą można byłoby ratować. Oczywiście wszystko jest kwestią pieniędzy. Tyle że odbudowanie marki jest zawsze droższe od wprowadzenia nowej — mówi Jarosław Filipek, prezes Codes, firmy zajmującej się promocją marek.