To, czy planowane projekty zostaną zrealizowane, zależeć już pewnie będzie od szefów Grupy Lotos.
Petrobaltic, należąca do Skarbu Państwa spółka zajmująca się poszukiwaniami i wydobyciem ropy naftowej spod dna Bałtyku, zamierza w ciągu 2-3 lat wydać około 200 mln zł na rozwój — wynika z nieoficjalnych informacji. Spółka bardzo niechętnie je komentuje.
— Opracowujemy plany rozwoju na kilka lat — mówi Zdzisław Siamion, zastępca dyrektora ds. organizacyjnych i rzecznik firmy.
Lista zadań
Potwierdza jednak część informacji dotyczących tych planów.
— Najpilniejszym zadaniem jest zakup nowego zbiornikowca, służącego do transportu ropy naftowej. Użytkowany obecnie nie spełnia unijnych norm ochrony środowiska — mówi rzecznik Petrobalticu.
Koszt jego zakupu wyniesie około 15 mln USD (ponad 58 mln zł).
Nie jest to jednak ani jedyny, ani najbardziej kosztowny projekt.
— Firma musi zainwestować 100 mln zł w przygotowanie do eksploatacji nowego złoża ropy naftowej. Na dotychczasowym, od rekordowego 2000 r., wciąż spada wydobycie. Inwestycja ma być gotowa na przełomie 2005 i 2006 r. — wyjaśnia Zdzisław Siamion.
Z naszych informacji wynika, że projekt może pochłonąć nawet o 50 mln zł więcej.
Wiele wskazuje natomiast na to, że firma nie powinna mieć większych problemów z finansowaniem programu.
— Mamy dobre wyniki. Możemy m.in. wykorzystać środki z amortyzacji, a poza tym nie mamy problemów z wiarygodnością kredytową — twierdzi Zdzisław Siamion.
Jest jednak jedno ale...
Czas na Lotos
Niedawno Zbigniew Kaniewski, nowo powołany minister skarbu, zdecydował o wniesieniu akcji Petrobalticu do Grupy Lotos. Akcje spółki wydobywczej najpierw mają trafić do Nafty Polskiej, a później do rafinerii — na podniesienie kapitału Grupy Lotos. Ten ruch ma zniwelować (szacowany wcześniej na 150-300 mln zł) ujemny bilans po planowanym włączeniu do Lotosu trzech rafinerii z południa Polski.
Przedstawiciele branży mają obawy, czy pomoże on Petrobalticowi.
— Ten alians na pewno jest korzystny dla Lotosu i być może tylko dla niego. Plany Petreobalticu mogą zostać zrewidowane po przejęciu spółki przez przedsiębiorstwo z Gdańska, i to niekoniecznie na jego korzyść — twierdzi jeden z ekspertów z branży paliwowej.