SPÓŁKI MIĘSNE MAJĄ NADZIEJĘ NA ZYSKI
Dopiero wyniki 2000 roku pokażą, jak skuteczna była restrukturyzacja sektora
Słabe wyniki finansowe spó- łek mięsnych w 1999 roku to potwierdzenie, że większość z nich znajduje się w początkowej fazie restrukturyzacji, która stała się wręcz koniecznością po zapaści rynkowej wywołanej rosyjskim kryzysem. Jednak ten rok powinien być lepszy dla wielu zakładów mięsnych.
Spośród dziewięciu spółek notowanych na GPW, które zajmują się przetwórstwem mięsa, aż w sześciu w 1999 r. zanotowano spadek przychodów. Jakby tego było mało, pięć zakładów przyniosło straty na wszystkich poziomach prowadzonej działalności. Największe straty wynikające z działalności podstawowej wykazał Sokołów, Jarosław oraz Ekodrob. Niepokój analityków budzi wyraźny spadek przychodów ze sprzedaży Pozmeatu (28 proc.), Farm Foodu (23 proc.) i Animexu (10 proc.). Na tle tych mizernych wyników wyróżniają się osiągnięcia Morlin oraz Drosedu.
Decydujące koszty
Do skromnego grona przetwórców mięsa, którym udało się zwiększyć sprzedaż, należą Morliny. W stosunkowo najmniejszym stopniu odczuły one utratę rynku wschodniego. Blisko 50 proc. własnej produkcji Morlin stanowią produkty markowe, które są sprzedawane w dużych miastach w sieciach supermarketów. Tymczasem rynek tych produktów nie odczuł tak poważnego załamania, jak w przypadku wyrobów niższej jakości. Dodatkowo marże na markowe produkty są dużo wyższe.
Farm Food, mimo spadku przychodów w 1999 r., mógł pochwalić się najwyższą rentownością na poziomie operacyjnym (3,6 proc.) wśród giełdowych spółek przetwarzających mięso czerwone.
Kłopoty z generowaniem zysku miał natomiast Sokołów.
— W sytuacji dekoniunktury podstawowym czynnikiem, który przesądził o naszej stracie, były koszty. Decydujący okazał się wysoki fundusz płac oraz koszty od tego pochodne. W związku z tym w ramach restrukturyzacji ograniczamy nasze zatrudnienie — wskazuje Jan Augustynowicz, prezes zarządu Sokołowa.
Zgodnie z realizowanym przez kierownictwo planem, na koniec 2000 roku w Sokołowie i Kole pozostanie po około tysiąc osób. Jeszcze w połowie ubiegłego roku w pierwszym z nich funkcjonowało 1,7 tys. pracowników, a w drugim było o 250 osób mniej. Jednak wystarczyło pół roku, by ograniczyć zatrudnienie w Sokołowie o 400 miejsc, a w Kole o 150. Według zarządu Sokołowa, obcięcie zatrudnienia, a co za tym idzie zejście z kosztów, pozwoli spółce wypracować zysk na poziomie zbliżonym do wyniku, jaki pokazał w zeszłym roku Farm Food.
Nierealny eksport
Zdaniem specjalistów, nasi przetwórcy mięsa powinni zdecydowanie skupić się na sprzedaży produktów w kraju. Natomiast eksport nie może decydować o sukcesie firmy, jak miało to miejsce jeszcze dwa lata temu.
— Ostatnio wspólnie z Farm Foodem braliśmy udział w moskiewskich targach. Jednak nic nie wskazuje na rychłą poprawę w statystykach naszego eksportu żywności na Wschód. Wyroby mięsne, które przed rosyjskim kryzysem najczęściej kierowaliśmy do Rosji, obecnie wytwarzają sami Rosjanie. Poza tym Zachód zbyt mocno wszedł w ten rynek, by teraz łatwo oddać pole — stwierdza Jan Augustynowicz.
Szansy dla spółek operujących na rynku mięsa należy upatrywać w eliminacji małych zakładów, które nie będą wstanie sprostać wielu przepisom ustawy weterynaryjnej. W związku z planowanym wejściem Polski do Unii Europejskiej ustawy będą coraz ściślej przestrzegane. Może to doprowadzić do ograniczenia konkurencji wśród zakładów przetwarzających mięso.
Dynamiczny drób
Więcej optymizmu, co do rozwoju rynku wykazują przedstawiciele spółek drobiarskich.
— Po raz pierwszy od dwóch lat patrzę optymistycznie w przyszłość. Potwierdzają to dobre wyniki uzyskane w styczniu 2000 roku. Z jednej strony mamy dynamiczny spadek zapasów, którego od lat nie było, a z drugiej przyrost produkcji drobiarskiej — ocenia Ryszard Pietkiewicz, prezes Drosedu.
W 1999 r. zakład zanotował blisko 20-proc. wzrost przychodów i rentowność sprzedaży netto na poziomie blisko 2 proc. Kierownictwo spółki przyznaje, że najistotniejsze poza samym wynikiem jest to, że Drosed nie traci rynku. Oprócz tego należy podkreślić wyraźne ograniczenie zapasów oraz systematyczną redukcję kosztów. Jedynie wydatki związane ze sprzedażą stale rosną, ale wynika to z kosztów, jakie ponosimy przy kontaktach z sieciami sprzedaży.