Po latach kryzysu branża budowlana może pochwalić się coraz lepszą koniunkturą. Najwyraźniej odczuwają to duże i średnie przedsiębiorstwa.
Generalni wykonawcy są zgodni w ocenie stanu branży. Jest świetnie, a może być jeszcze lepiej. Rok 2005 był przełomowy, GUS odnotował wówczas wzrost produkcji budowlano-montażowej na poziomie 7,4 proc. Wskaźniki I połowy tego roku świadczą o kontynuacji dobrej passy. Do czerwca 2006 produkcja budowlano-montażowa rosła w tempie 9,2 proc.
Irlandia wzorem
Świetne wyniki potwierdza raport Szkoły Głównej Handlowej. Ogólny wskaźnik koniunktury w budownictwie w II kwartale 2006 r. wyniósł 44 i był najwyższy od rekordowego II kwartału 1996, kiedy osiągnął 38,6.
Korzystny wynik jest efektem dobrej sytuacji makroekonomicznej oraz napływających środków z funduszy unijnych. Firmy obserwują nie tylko wzrost portfela zamówień, ale także średniego poziomu zatrudnienia w budownictwie. Coraz lepsza kondycja w branży jest odzwierciedlana także poprzez poprawę wyników spółek budowlanych. Są jednak istotne ograniczenia w rozwoju branży.
— Realizujemy sporo inwestycji o dużej wartości. Problemem jest jednak rentowność, ponieważ w ciągu ostatniego roku stale rosną koszty — robocizna i materiały budowlane. Jeżeli podpisujemy umowę ryczałtową — np. projekt na 15 miesięcy — a w tym czasie rosną koszty, to rentowność się zmniejsza — mówi Alfred Watzl, prezes firmy Strabag Budownictwo Ogólne i Inżynieryjne.
Polski rynek jest uważany za bardzo dynamiczny, nie brak na nim zamówień, ale wzrost firm ogranicza brak pracowników fizycznych. W niektórych przedsiębiorstwach sytuacja staje się dramatyczna. Na przykład. Strabag szacuje braki siły roboczej na 30 proc.
— W dalszym odpływie specjalistów i wykwalifikowanych robotników za granicę upatruję jednej z głównych barier rozwoju polskich firm budowlanych i całej branży. Do zrównoważonego rozwoju sektora niezbędne są także dobrze przygotowane i silne firmy budowlane. Zaś potrzebne są wyższe marże, które umożliwią firmom inwestycje w rozwój oraz utrzymanie bazy sprzętowej i kadry. Uwzględnienie tego czynnika zwiększy presję na wzrost cen kontraktów — mówi Marek Michałowski, prezes Budimeksu.
Sytuację Polski porównuje się do Irlandii sprzed kilku lat. Uczestnicy rynku uważają, że po wejściu do Unii Irlandia przyjęła bardzo dobre rozwiązania dotyczące rozwoju infrastruktury, systemu socjalnego i podatkowego, dlatego powinna być dla Polski przykładem.
Perspektywy
Hossa ma potrwać kilka lat, m.in. w związku z ambitnymi planami inwestycji.
— Warunki makroekonomiczne sprzyjają dalszemu rozwojowi branży. Najbardziej przysłużyłaby się mu likwidacja barier, głównie w prawie budowlanym, ochronie środowiska, zagospodarowaniu przestrzennym. O tempie dalszego wzrostu sektora decydować będzie absorpcja środków unijnych przeznaczonych na budowę i modernizację infrastruktury komunikacyjnej: drogowej, kolejowej i lotniczej oraz ochrony środowiska — zaznacza Marek Michałowski.
Plany inwestycyjne na najbliższe lata są imponujące. Program rządowy działań ekologicznych na lata 2007-10 przewiduje wydatki na poziomie 125 mld zł. Środki mają być przeznaczone głównie na oczyszczalnie ścieków, kanalizację i utylizację odpadów. Wzrostu inwestycji należy się spodziewać także w budownictwie infrastrukturalnym. Na lata 2007-13 Polska ma do zagospodarowania około 60 mld EUR ze środków unijnych.
Wysoki wzrost inwestycji zauważa się w robotach inżynierskich, które w tym półroczu stanowiły niemal połowę wartości wszystkich realizowanych prac budowlanych.
— Środki z funduszy unijnych ożywiły i nadal będą wspomagały budownictwo drogowe, infrastrukturalne, projekty ekologiczne oraz sektor energetyczny. Dobre są także prognozy dla inwestycji o charakterze handlowym, hotelowym, biurowym oraz powierzchni magazynowo-logistycznych — dodaje Jerzy Werle.
Według Alfreda Watzla, praktycznie każdy sektor branży ma spory potencjał rozwoju. W perspektywie kilkuletniej najbardziej wzrosną inwestycje w budownictwie mieszkaniowym (szczególnie w Warszawie), infrastrukturze drogowej i ochronie środowiska (napływ środków z UE), będą powstawały też kolejne centra handlowe w średnich miastach.