Od wtorku 17 marca znów można handlować walorami Elkopu, a od środy 18 marca — akcjami Investment Friends Capital. Obie spółki wróciły do obrotu po kilkunastu sesjach zawieszenia, w trakcie których finalizowano procedurę scalenia ich akcji. To operacja odwrotna do splitu, która polega na podwyższeniu wartości nominalnej.
W Elkopie wzrosła ona siedmiokrotnie, w IFC — sześciokrotnie, a podobne działania przeprowadziło już lub ma w planach kilkanaście innych firm z GPW. Wszystko po to, by uniknąć wpisania na Listę Alertów i tym samym zesłanie do notowań jednolitych, w których kurs ustalany jest tylko dwa razy dziennie. Większość inwestorów omija ten segment szerokim łukiem. Wzmożenie to konsekwencja decyzji władz giełdy, które chcą ograniczyć ilość notowanych spółek, których cena akcji jest niższa niż 0,50 zł (a docelowo także tych z ceną poniżej 1 zł).
Czas nagli, bo już 27 marca nastąpi weryfikacja i na Listę Alertów zostaną wpisani ci emitenci, których średni kurs akcji za ostatnie trzy miesiące wynosi poniżej 0,50 zł. Problem dotyczy kilkudziesięciu spółek, z których wiele ma go na własne życzenie. W poprzednich latach z premedytacją dokonywano Splitów, które sprowadzały cenę rynkową do kilku-kilkunastu groszy.
Oficjalnie — by zwiększyć płynność i zainteresować szersze grono inwestorów, ale w rzeczywistości — by zaprosić do spekulacji. Pierwsze rzadko się udawało, bo handel gasł, drugie — częściej, bo zmienność notowań mocno rosła.
Giełda zapowiada, że wielokrotna kwalifikacja na listę i brak działań, które spowodowałyby ustanie przyczyn „naznaczenia”, skończy się wykluczeniem z obrotu. Od 2015 r. ostrzejsze wymogi dotyczyć będą także tych spółek, których średni kurs akcji wynosić będzie mniej niż 1 zł.