W polskim sporcie jak jest, każdy widzi — profesjonalnie uprawia go coraz mniej osób, niszowe dyscypliny są niedoinwestowane, a worki medali przywożonych z międzynarodowych imprez chudną z roku na rok. Słabnącą kondycję sportu dostrzega nawet resort, który nad nim czuwa.
![PIERWSZY GWIZDEK: „Okrągły stół polskiego sportu” zebrał się przy prostokątnym stole w Polskim Komitecie Olimpijskim z inicjatywy Rady Patronów PKOL, kierowanej przez Jana Kulczyka. Ma — podczas prac w trzech grupach roboczych — stworzyć katalog szczegółowych rekomendacji „dla rozwoju polskiego sportu”. Na razie udało się zebrać narzekania na stan obecny. [FOT. TP] PIERWSZY GWIZDEK: „Okrągły stół polskiego sportu” zebrał się przy prostokątnym stole w Polskim Komitecie Olimpijskim z inicjatywy Rady Patronów PKOL, kierowanej przez Jana Kulczyka. Ma — podczas prac w trzech grupach roboczych — stworzyć katalog szczegółowych rekomendacji „dla rozwoju polskiego sportu”. Na razie udało się zebrać narzekania na stan obecny. [FOT. TP]](http://images.pb.pl/filtered/6252f460-365b-49ad-8e39-7f427ded9eac/9cffb3ef-6f2f-5e91-8fc9-25c1efbbf8ec_w_830.jpg)
— W Polsce mamy do czynienia ze słabym sportem powszechnym i słabym systemem wyłapywania zdolnej młodzieży. Nie mamy wyników na poziomie naszych możliwości i naszych aspiracji. Potrzebna jest profesjonalizacja sportu i wprowadzenie zarządzania projektowego na każdym szczeblu — mówi Joanna Mucha, minister sportu. Profesjonalizacji na pewno nie przeprowadzi się jednak za państwową gotówkę, bo strumień budżetowych pieniędzy na sport coraz bardziej wysycha. Liczby są alarmujące — w tegorocznym budżecie wydatki na sport zaplanowano na poziomie110 mln zł. To o 50 mln zł mniej niż rok wcześniej — i zaledwie 0,082 proc. całkowitych wydatków budżetowych, podczas gdy chyląca się ku upadkowi Polska Ludowa potrafiła w 1989 r. przeznaczyć na sport 0,55 proc. Pieniędzy na wychowanie fizyczne zaczyna też brakować w lokalnych kasach.
— Samorządy były faktycznie głównym sponsorem sportu, ale w ciągu 2-3 lat można spodziewać się gwałtownego ograniczenia tych wydatków — w trudnej sytuacji finansowej najpierw tnie się budżet promocyjny, potem sportowy. Trzeba poszukać innych źródeł finansowania dla sportu — mówi Ryszard Grobelny, prezydent Poznania.
Prawo do zmiany
Nad ich znalezieniem głowili się wczoraj sportowcy, działacze, przedstawiciele ministerstw i biznesu, zgromadzeni na obradach Okrągłego Stołu Polskiego Sportu, które zorganizowano z inicjatywy Rady Patronów Polskiego Komitetu Olimpijskiego. Efekty prac „okrągłego stołu” mają w ciągu kilku miesięcy być przedstawione najwyższym władzom w kraju. Eksperci nie mają wątpliwości — skoro państwo wycofuje się z bezpośredniego łożenia na sport, to musi ułatwić innym jego finansowanie.
— Prawo sportowe musi stymulować pozytywne zmiany w sporcie. Trzeba zmniejszać rolę państwa tam, gdzie jego udział jest zbędny. Konieczne jest stworzenie systemu zachęt podatkowych dla sponsorów sportu — mówi Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości i prezes Trybunału Arbitrażowego ds. sportu przy PKOl. Według Michała Listkiewicza, byłego szefa PZPN, na pierwszy ogień zmian powinna pójść ustawa hazardowa.
— Ustawę wprowadzono, by wyeliminować patologie branży, ale jej efekty duszą sport. W Anglii kilka czołowych klubów piłkarskich sponsorowanych jest przez firmy bukmacherskie, a u nas legalnie działający przedsiębiorcy nie mogą tego robić i jeszcze w dodatku tracą rynek na rzecz nielegalnych serwisów — mówi Michał Listkiewicz.
Centralne planowanie kontratakuje
Nie tylko permanentny brak pieniędzy doskwiera polskim sportowcom.
— Brakuje ogólnonarodowej strategii polskiego sportu. Dziś wszyscy funkcjonują oddzielnie — instytucje, samorządy, szkoły. Ci „na dole” nie mają żadnych drogowskazów i nie wiedzą, jak wpisać swoje działania w politykę ministerstw czy związków sportowych, stąd mamy na przykład mnóstwo lokalnych inwestycji w infrastrukturę sportową za pieniądze z Unii, robionych tylko na pokaz. Potem ta infrastruktura generuje koszty i niszczeje, bo nikt się nie zastanowił nad tym, jak ją wykorzystać po otwarciu — mówi Sebastian Chmara, medalista mistrzostw świata i Europy w wieloboju oraz doradca minister Joanny Muchy. Wtóruje mu Jan Krzysztof Bielecki, szef Rady Gospodarczej przy Premierze. Jego zdaniem w sporcie sprawdzić może się to, co nie sprawdziło się w gospodarce.
— W sporcie potrzebny jest powrót do centralnego, długoterminowego planowania.Polska — co pokazuje przykład dysponowania funduszami unijnymi — stała się w ostatnich latach całkiem dobrym planistą. Takie wzorce koordynacji na szczeblu państwowym trzeba przenosić i do tej dziedziny — uważa Jan Krzysztof Bielecki. Były szef rządu podkreśla jednocześnie, że zmianie musi ulec podejście spółek skarbu państwa do wspierania klubów sportowych.
— Od wielkich państwowych firm oczekuje się wspierania lokalnych drużyn, ale sponsoring sportu to nie jest i nie może być działalność charytatywna — i to muszą zrozumieć tak kluby, jak i spółki. Koncerny muszą czerpać jasno określone korzyści ze wspierania sportu i muszą te korzyści stale weryfikować — mówi Jan Krzysztof Bielecki.
OKIEM MECENASA
Talent nie wystarczy
JAN KULCZYK
przewodniczący Rady Patronów PKOl
Rzadki talent i pracowitość to już za mało, by zdobywać trofea. Sportowcy — wyczynowcy, ale także amatorzy, a nawet mali sportowcy podwórkowi — potrzebują długofalowego wsparcia i profesjonalnie zorganizowanego systemu, który pozwoli na osiąganie dobrych wyników. Wszyscy powinni udzielać takiego wsparcia — także przedsiębiorcy, którzy mogą inwestować globalnie, ale w sporcie i kulturze nadal powinni myśleć w kategoriach narodowych i patriotycznych. Pieniądze na sport się znajdą, ale potrzebne są ciekawe, profesjonalnie przygotowane projekty i rozpisany na lata sportowy biznesplan.