Nie każdy pociąg to PKP — to hasło reklamowe promujące przejazdy PKP Intercity. Przewoźnik zachęca nowoczesnym taborem, obiecując komfortową podróż. Koszt kampanii sięga 10 mln zł. Szkoda tylko, że reklama nie przekłada się na rzeczywistość. Z opublikowanych właśnie danych Urzędu Transportu Kolejowego (UTK) wynika, że PKP Intercity to najbardziej niepunktualny przewoźnik w Polsce. Spółka zazwyczaj miała słabe wskaźniki punktualności, ale teraz pobiła rekord spóźnialstwa. W IV kwartale 2014 r. wskaźnik punktualności PKP Intercity wyniósł zaledwie 68,6 proc., przy rynkowej średniej na poziomie prawie 89 proc. Oznacza to, że co trzeci kursujący pociąg państwowej spółki był spóźniony. Przedstawiciele PKP Intercity tego nie komentują. Eksperci krytykują, ale też usprawiedliwiają.

— To katastrofa, ale sądzę, że winne są nie tylko PKP Intercity. Za spóźnienia odpowiadają głównie PKP PLK, czyli zarządca infrastruktury. Większość modernizacji torów, mogących mieć wpływ na punktualność, spółka zakończyła w ostatnich miesiącach ubiegłego roku. Bardziej miarodajne będą więc dane za pierwszy kwartał 2015 r. — uważa Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej.
Remonty jednak wszystkiego nie tłumaczą. Ekspert podkreśla, że PKP Intercity wypadają blado w porównaniu z Kolejami Mazowieckimi, które także jeżdżą po nieustannie modernizowanych torach — z punktualnością przekraczającą 86 proc. Największa pasażerska spółka, Przewozy Regionalne, ma 90-procentowy wskaźnik, trójmiejska PKP SKM — 98-procentowy, a stołeczna SKM — 88,5-procentowy. Zdaniem ekspertów, punktualności PKP Intercity szkodzą nie tylko remonty, ale też niedobór taboru. Jakub Majewski przypomina, że przewoźnik wypożyczył niedawno lokomotywy z DB Schenker Rail. Na rynku pojawiły się informacje, że spółka pożycza pojazdy, bo ma kłopot z finansowaniem kosztownych napraw P4. To obowiązkowe okresowe przeglądy i remonty, których koszt — jak szacuje Michał Beim, ekspert Instytutu Sobieskiego — sięga 40-50 proc. wartości składu. Bez nich tabor nie może być eksploatowany. © Ⓟ