Tym samym dołączymy do coraz dłuższej listy państw Unii Europejskiej, które samodzielnie organizują import uzupełniający – bez względu na brak świadectwa dopuszczenia obcych szczepionek, wydanego przez EMA (European Medicines Agency). Mniejsze państwa Grupy Wyszehradzkiej postawiły również na rosyjską szczepionkę Sputnik V, ale akurat dla Polski – nie tylko dla rządu PiS, lecz dla potencjalnych pacjentów – taki kierunek zakupów w ogóle nie wchodzi w grę. Trudno jeszcze powiedzieć, jak Polacy podejdą do szczepionek chińskich, być może będą jednak woleli czekać dłużej na sprawdzone fiolki z Zachodu. Społeczeństwo natomiast zaakceptuje zaszczepienie się właśnie chińszczyzną, ochotniczo i bez kolejki, przez prezydenta z całą kancelarią, premiera z rządem, kancelarią i załogami ministerstw, wszystkich chętnych z Sejmu i Senatu etc.

Przewodniczący Xi Jinping z zadowoleniem przyjął zabieganie o jego łaskawość przez kolejne już państwo. Zadeklarował, że Chiny Ludowe udostępniają petentom autorską szczepionkę przeciw COVID-19 jako globalne dobro publiczne. To rozumowanie nawet logiczne, skoro najpierw wyeksportowały na cały świat COVID-19 niczym broń biologiczną. Komuniści chińscy absolutnie nie negują, że koronawirus wyszedł z Wuhanu, ale ich twarda linia propagandowa odrzuca jego wymknięcie się z tamtejszego laboratorium. Wszystko zrzucają na pojawienie się SARS-CoV-2 znikąd, czyli najprawdopodobniej przez jakieś dzieworództwo. W tym kontekście wyprodukowanie i rozpowszechnianie szczepionki właśnie przez Chiny ma specyficzną wartość jakościową – któż może lepiej wiedzieć, jak przeciwdziałać pladze, od tego, kto ją na ludzkość zesłał.