Sprzedaż detaliczna nie wszędzie wróciła do normy

Ignacy Morawski
opublikowano: 2021-07-21 20:00

Sprzedaż detaliczna wróciła już prawie do przedkryzysowej normalności, choć niektórym branż „prawie” robi dużą różnicę. W niektórych dziedzinach sprzedaż jest bardzo wysoka, a konsumenci realizują odłożony popyt, w innych zaś widać utrzymującą się lukę popytową. Czas pokaże, czy zmiana struktury zakupów ma trwały charakter.

W czerwcu sprzedaż detaliczna w Polsce wzrosła o 8,6 proc. rok do roku, licząc w cenach stałych. W porównaniu z majem sprzedaż nie zmieniła się istotnie. Jest już wyższa niż przed pandemią, ale wciąż nieznacznie niższa niż byłaby, gdyby pandemii nie było. Widać to dobrze na wykresie.

Jeśli sprzedaż odstaje jeszcze w dół od trendu, a dochody ludności są z nim w miarę zgodne, oznacza to, że konsumenci mogą wciąż utrzymywać lekko podwyższoną stopę oszczędności (niekonsumowaną część dochodu, akumulowaną w formie aktywów finansowych). Wprawdzie brakuje miesięcznych danych o dochodach, ale na podstawie danych o wynagrodzeniach można wysnuć wniosek, że rosną w miarę stabilnie. Utrzymywanie podwyższonej stopy oszczędności ostrożnościowych wynika z obaw o przyszłość gospodarki, które są widoczne w badaniach ankietowych konsumentów.

Pełen powrót do normalności widać na razie głównie w branży odzieżowej, w której popyt przewyższa nawet przedkryzysowy trend. Uzupełnianie garderoby było widoczne na dużą skalę już w maju, a czerwiec przyniósł kontynuację - w ujęciu rocznym sprzedaż odzieży wzrosła o 22,3 proc.

Wciąż wysoka i stabilnie rosnąca jest sprzedaż mebli i sprzętu RTV/AGD - obawy o zaspokojenie apetytu konsumentów i wyhamowanie na razie się nie materializują. W czerwcu sprzedaż w tej kategorii zwiększyła się o 5,3 proc. rok do roku, przy czym już czerwiec zeszłego roku był mocny, dlatego dynamika nie jest spektakularna.

Jednocześnie przytłumiona pozostaje sprzedaż w kategorii kosmetyki, lekarstwa i sprzęt medyczny. W tej dziedzinie obroty nie wróciły jeszcze do poziomu sprzed kryzysu i są znacząco poniżej trendu historycznego. Są trzy hipotezy, które mogą to wyjaśniać. Po pierwsze, sprzedaż kosmetyków może być przytłumiona z powodu zmian preferencji konsumentów i niskiej intensywności kontaktów międzyludzkich. Po drugie, sprzedaż leków i sprzętu medycznego może być obniżona ze względu na wciąż niską częstotliwość wizyt lekarskich.

Najbardziej prawdopodobna wydaje się jednak trzecia hipoteza: część popytu mogła przesunąć się z dużych sklepów do małych, szczególnie internetowych. Polacy rzadziej odwiedzają galerie handlowe, gdzie mieszczą się duże sieci kosmetyczne i apteczne, a częściej robią e-zakupy i kupują lokalnie, czyli w mniejszych sklepach, tymczasem dane dotyczące sprzedaży detalicznej pochodzą tylko z podmiotów zatrudniających co najmniej 10 osób. Podobne zjawisko może być widoczne na rynku żywności. Część sprzedaży z dużych sklepów mogła przesunąć się do internetu lub małych punktów sprzedaży (typu Żabka).

Nieznacznie niższa od trendu historycznego jest też wciąż sprzedaż w kategorii motoryzacja. Na tym rynku duży wpływ na popyt mają nastroje konsumentów. Te zaś są dobre, ale nie tak, jak przed kryzysem, więc również popyt nie jest aż tak mocny.

Ciekawe światło na dane o sprzedaży rzucili analitycy Banku Pekao. Ich zdaniem sprzedaż w niektórych branżach może być niższa, ponieważ konsumenci mocno zwiększyli wydatki na usługi - w tym restauracje, hotele, turystykę, które w większości nie są rejestrowane jako sprzedaż detaliczna (tylko usługi restauracyjne są). „Nasze wewnętrzne dane sugerują znaczący wzrost wydatków polskich gospodarstw domowych w restauracjach i hotelach. W obydwu przypadkach ich nominalna wartość będzie w szczycie sezonu 2021 r. większa niż w poprzednich latach” – napisali analitycy w komentarzu do środowych danych.