Pieniądze trafiające do przedsiębiorców w ramach programów realizowanych przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości czy Ministerstwo Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej przyjęło się nazywać środkami pomocowymi. Powoduje to jednak liczne nieporozumienia. Przedsiębiorstwa mające kłopoty finansowe narzekają, że środki pomocowe są dla nich niedostępne. Z kolei te, do których skierowane są programy, uważają, że nie potrzebują pomocy.
— Celem programów, zwanych w Polsce pomocowymi jest wsparcie firm, które chcą się rozwijać, tworzyć nowe miejsca pracy, być bardziej konkurencyjne. Zasadniczo nie mają one pomagać firmom, które znalazły się w trudnej sytuacji, w utrzymaniu albo odzyskaniu płynności finansowej czy też pokryciu kosztów operacyjnych. Mają one pomóc w rozwoju dobrze funkcjonujących firm, mających szansę na konkurowanie na jednolitym rynku europejskim — wyjaśnia Jerzy Kwieciński, dyrektor ds. małych i średnich przedsiębiorstw w polskim przedstawicielstwie Komisji Europejskiej.
Dodaje, że takie ukierunkowanie środków unijnych nie oznacza wcale wykluczania z rynku firm przeżywających przejściowe problemy finansowe, szczególnie jeżeli nie są one wynikiem kardynalnych błędów w zarządzaniu.
— Istnieje wiele instrumentów przeznaczonych na bieżące finansowanie działalności czy unikanie zatorów płatniczych — podkreśla Jerzy Kwieciński.
Problem ten był poruszany w trakcie konferencji zorganizowanej przez MGI Akcept. Firma ta z jednej strony korzysta z programów pomocowych, z drugiej zaś jest akredytowanym przy PARP wykonawcą usług.
W spotkaniu wzięli udział m.in. przedstawiciele Komisji Europejskiej, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), mediów i przedsiębiorców.
— Aby skorzystać z programów realizowanych przez PARP, firma musi znajdować się w dobrej kondycji. Nie chodzi tu tylko o dodatni wynik finansowy. Nie należy zapominać, że koszt czynności objętych dofinansowaniem, aż do zakończenia realizacji projektu, pokrywa sam przedsiębiorca — uważa Iwona Skowrońska-Przygodzka, prezes MGI Akcept.
Dodaje jednak, że poniesienie wysiłków i nakładów w ogólnym bilansie bardzo się opłaca. Firma rozwija się, pokrywając jedynie niewielką część kosztów. Dotacja może przecież sfinansować do 60 proc. poniesionych wydatków.


