Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości rozpoczęła realizację programu Phare 2002. Do rozdysponowania jest blisko 47 mln EUR.
„PB”: Określenie Phare weszło już do języka potocznego jak Elektrolux czy Adidas — większość rozumie, co używający tej nazwy miał na myśli, jednak tylko mniejszość wie, co tak naprawdę kryje się za tymi pięcioma literami.
Mirosław Marek, prezes PARP: W połowie 1989 r. podjęto decyzję o uruchomieniu specjalnego funduszu pomocowego, zarządzanego przez Komisję Europejską. Miał on na celu pomóc Polsce i Węgrom w przeprowadzeniu zmian politycznych i gospodarczych. Program otrzymał nazwę: „Poland and Hungary: Assistance for Restructuring their Economies'”— Polska i Węgry: pomoc na rzecz restrukturyzacji gospodarki — PHARE. W kolejnych latach krąg beneficjentów programu poszerzał się o inne państwa Europy Środkowej i Wschodniej. Nazwa pozostała jednak ta sama, choć pisownię skrótu zmieniono z „PHARE” na „Phare”.
„PB”: Oprócz pisowni w programie nastąpiły również inne zmiany — początkowo był on raczej niezauważalny dla przedsiębiorstw.
M. M.: Momentem przełomowym było przyjęcie w 2000 r. tzw. nowej orientacji Phare. W latach wcześniejszych był to stosunkowo niewielki fundusz wsparcia dla kraju stowarzyszonego, natomiast od 2000 r. przybrał postać programu przedakcesyjnego — miał nas przygotować do członkostwa w Unii Europejskiej. Środki finansowe zostały znacznie powiększone, a ich przeznaczenie zaczęło mieć bardziej konkretne cele. Ta zmiana wymusiła również reorientację działań w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Poprzednio dysponowaliśmy pieniędzmi przeznaczonymi głównie na inicjowanie polityki wsparcia małych i średnich przedsiębiorstw, głównie na tworzenie instytucji otoczenia biznesu. Dopiero w Phare 2000 po raz pierwszy pojawiły się znaczące pieniądze dla przedsiębiorców. Wcześniej, jeżeli takie środki w ogóle się pojawiały, ich wartość była niewielka, rzędu kilku milionów euro. Programy, np. EXPROM, miały charakter pilotażowy — firmy korzystające z nich liczyło się w dziesiątkach. W tej chwili program Phare doszedł do etapu, w którym jest bardzo bliski funduszom strukturalnym. Instrumenty, którymi operujemy w Phare 2002, będą z niewielkimi różnicami tymi instrumentami, którymi będziemy operowali w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw.
„PB”: A na poziomie mikro? Czy przedsiębiorcy wiedzą o programach pomocowych więcej niż wiedzieli 2-3 lata temu?
M. M.: Odbywam dużo spotkań z przedsiębiorcami z całej Polski. Jeszcze półtora roku temu, kiedy na konferencjach czy seminariach zadawałem pytanie, czy na sali znajduje się ktoś, kto korzystał z programów Phare lub przymierzał się do tego, panowała cisza. Z czasem zaczęły się zgłaszać pojedyncze osoby. Teraz jest to z reguły kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt osób. Również w życiu prywatnym dochodzą mnie słuchy, że jakiś znajomy czy znajomy znajomego dostał dotację. To pierwsza i najbardziej zauważalna, ale nie jedyna zmiana. Przedsiębiorcy zrozumieli również, na czym polega pomoc unijna. Do niedawna największy problem mieliśmy z osobami, które dzwoniły do nas mówiąc, że ich firma właśnie upada i chcieliby uzyskać od nas pomoc. Liczna grupa oczekiwała też od nas, że dostaną pieniądze ot tak, bez podania celu, przygotowania dokumentów — uzasadnieniem było, że oni najlepiej wiedzą, na co przeznaczyć pieniądze w swojej firmie. Obecnie tych postaw jest już o wiele mniej — w środowisku biznesu upowszechnił się pogląd, że jest to pomoc na rozwój. Po drugie, przedsiębiorcy wiedzą już, że po środki unijne trzeba przyjść z gotowym projektem, pokazać, co jego realizacja zmieni w firmie, jakie przyniesie efekty. To najistotniejsze zmiany.
„PB”: Czy uważa Pan, że dobrze wykorzystaliśmy możliwości, jakie dał fundusz Phare?
M. M.: Z bardzo niewielkimi wyjątkami programy realizowane ze środków Phare cieszyły się dużym zainteresowaniem, co oznacza, że instrumenty wsparcia były trafione. Jedynym niechlubnym wyjątkiem był program Inicjatywa nakierowany na osłonę restrukturyzacji górnictwa i hutnictwa, gdzie niestety doszło do tego, że musieliśmy zwrócić do Komisji Europejskiej około 10 mln EUR, bo nie było popytu na te pieniądze. Ale jest to jedyny przypadek w tych kilkudziesięciu programach, które dotąd zrealizowaliśmy.
Również na poziomie pojedynczego przedsiębiorstwa można powiedzieć, że program spełnił swoje założenia — przedsiębiorca chciał mieć maszynę, dostał dotację inwestycyjną, kupił maszynę i na niej produkuje. Choć muszę przyznać, że istniał pewien rozdźwięk między tym, czego przedsiębiorcy oczekują, a tym, co mogliśmy im zaoferować. Niezależnie od relatywnej szczupłości kwot wielu rzeczy w ramach programów Phare po prostu nie mogliśmy realizować. Przykładem może być brak dofinansowania na zakup maszyn używanych, który był wyłączony w regulacjach Phare, a wielu przedsiębiorców pytało o taką możliwość. Ale mimo takich ograniczeń przedsiębiorcy, którzy korzystali z programów byli z nich ogólnie zadowoleni.
„PB”: A funkcja edukacyjna?
M. M.: Phare z całą pewnością spełnił również misję edukacyjną i to na wielu płaszczyznach. Jeszcze kilka lat temu nie było takiego konsensu wokół tego, że przedsiębiorca jest takim bytem społecznym, któremu należy pomagać środkami publicznymi. Było wręcz przeciwnie. W tej chwili wydaje mi się, że świadomość tego, iż państwo powinno pomagać tego typu podmiotom, jest rzeczą niekwestionowaną. Jednocześnie nie ma co ukrywać, że ten sektor zawsze był i będzie w największym stopniu wspierany środkami Unii Europejskiej, a w znacznie mniejszym krajowymi funduszami — tym lepiej więc, że firmy miały możliwość oswojenia się z procedurami. Muszę tu podkreślić, że tę długą drogę edukacyjną przeszli nie tylko przedsiębiorcy, ale również jednostki administracyjne zajmujące się koordynowaniem wydawania tych środków.
„PB”: Czyli można powiedzieć, że Phare spełnił swoją funkcję?
M. M.: Zasadniczo tak. I będzie ją pełnił nadal, w postaci Phare 2002 i 2003.
„PB”: Ale sposób oddziaływania znowu ulegnie zmianie. Phare 2002 znacznie różni się od dwóch poprzednich edycji — czy na korzyść?
M. M.: Phare 2002 ma swoją określoną specyfikę. Wynika ona z tego, że jest on realizowany w czasie, gdy Polska jest już członkiem Unii Europejskiej. Niemalże równocześnie uruchamiane są też fundusze strukturalne. W związku z tym podjęliśmy wspólnie z przedstawicielstwem Komisji Europejskiej decyzję, aby te instrumenty ze sobą nie konkurowały, ale się uzupełniały. Stąd wynikło na przykład ograniczenie 30 tys. EUR jako maksymalna wartość nabywanego środka trwałego przy dotacjach inwestycyjnych. Było to zrobione w tym celu, aby kierować przedsiębiorców mających projekty stosunkowo małe do Phare, a tych o większych planach — do funduszy strukturalnych. Analizując Phare 2002 w odosobnieniu od jego otoczenia można postawić zarzut, że wymusza sztuczne rozdrobnienie projektów, nie finansuje dużych przedsięwzięć. Jednak patrząc na dostępną pomoc globalnie okazuje się, że bardzo ładnie wkomponowuje się on w pewną niszę. Zaspokoi z pewnością potrzeby realizatorów mniejszych projektów, dając im łatwo dostępne narzędzia, nie obarczone balastem nadmiernych formalności. W tym celu znieśliśmy na przykład konieczność korzystania z kredytu bankowego w dotacjach inwestycyjnych.
„PB”: Jednak nie wszyscy będą mogli skorzystać z Phare 2002, nawet jeżeli ich projekty będą niewielkie...
M. M.: Pewne grupy przedsiębiorstw są rzeczywiście wykluczone z wsparcia Phare 2002. Pierwszą są branże hutnicza, górnicza, itp. Powód jest oczywisty — trudno znaleźć hutę czy kopalnię, która byłaby małą lub średnią firmą. Rolnictwo i rybołówstwo są objęte innymi programami wsparcia. Mamy spory problem z załącznikiem nr 1 do traktatu stanowiącego Wspólnotę Europejską — chodzi tu o skonkretyzowanie pojęcia pierwsze przetworzenie w branży spożywczej, a co za tym idzie — określenia grupy podmiotów, które nie mogą korzystać ze wsparcia dla przedsiębiorstw, ponieważ pomoc dla nich pochodzić będzie z programów rolniczych. PARP chciałby oczywiście objąć działaniem jak największą grupę przedsiębiorców, ale nie może narazić ich i siebie na sytuację, w której udzieli im pomocy, a za 3 lata będą zmuszeni oddać przyznane środki wraz z odsetkami. Problem ten wymaga więc wyjaśnienia i będziemy go wyjaśniać tak, aby nie zostawić tej grupy przedsiębiorców bez żadnego źródła wsparcia.
„PB”: A branża tekstylna?
M. M.: Może tu rzeczywiście powstać problem, z tym że dotyczy to tylko producentów włókien syntetycznych. Zakłady wykorzystujące taką przędzę do produkcji tkanin, dzianin czy gotowych produktów nie są wyłączone ze wsparcia. Przyznam, że nie mamy bardzo dobrego rozeznania wśród producentów takich włókien, ale wydaje mi się, że jest ich w Polsce kilku i są to firmy duże — taka produkcja polega na ciężkiej syntezie chemicznej. Mam też dobrą wiadomość dla producentów statków pełnomorskich, którzy nie są wyłączeni, aczkolwiek też nie sądzę, żeby znalazło się ich wielu w grupie małych i średnich firm.
„PB”: A producenci jachtów?
M. M.: Ich żadne wykluczenie nie dotyczy — przygotowując te przepisy bardzo się im przyglądaliśmy pod tym kątem, żeby przypadkiem nie zrobić krzywdy stoczniom jachtowym, które są małe i średnie i co więcej — jest to bardzo rozwojowy i przyszłościowy sektor w Polsce. Więc jeżeli chodzi o te wyłączenia, które są rzeczywiście dotkliwe to...
„PB”: ...to transport?
M. M.: Tak — to kwestia sektora spożywczego i transportowego. Na temat wyłączenia sektora transportowego trwają również liczne rozmowy — jak to wykluczenie powinno być sformułowane. Trzymamy się chyba najkorzystniejszej ze wszystkich interpretacji, według której nie udzielamy dotacji firmom transportowym tak naprawdę tylko w jednym wypadku — gdy przedsiębiorca wykonuje działalność gospodarczą w zakresie usług transportowych, jest to jego przeważająca działalność i chce przeznaczyć środki pomocowe na zakup środka transportu. Oznacza to, że jeżeli prowadzę działalność transportową i jakąś inną, z której mam większe przychody niż z transportu, to mam spokój — mogę kupować środki transportu.
„PB”: Ale chyba nie z Phare 2002?
M. M.: Problem branży transportowej jest znacznie szerszy i dotyczy w ogóle pomocy publicznej, a nie tylko Phare 2002. Jednak zawężając go do pomocy przedakcesyjnej sprawa jest prostsza, ponieważ mamy tu ograniczenie mówiące, że dotowany może być tylko zakup pojazdów specjalistycznych i wózków widłowych — czyli tutaj ciężarówek czy naczep tak czy inaczej nie można kupić. Z tym że wróciłbym tu jeszcze do wspomnianego ograniczenia wartości jednego środka trwałego do 30 tys. EUR — już ono uniemożliwiałoby zakup ciężarówki, nawet gdyby nie było ograniczenia co do pojazdów specjalistycznych.
„PB”: A co z tymi, którzy w większości czerpią przychody z transportu?
M. M.: Mogą otrzymać dotacje na wszystkie inne wydatki, tylko nie zakup środka transportu. Możliwy jest na przykład zakup urządzenia GPS do ciężarówek, które firma już ma. Mam świadomość, że to ograniczenie mimo wszystko jest dotkliwe dla przedsiębiorców — dla nich jest czymś naturalnym, że jeżeli prowadzą działalność transportową, to kupują przede wszystkim ciężarówki czy naczepy — niestety my nie możemy nic już tutaj wskórać, ponieważ to nie jest nasz pomysł, tylko realizacja polityki Unii Europejskiej, która nie będzie wspierała pieniędzmi publicznymi zwiększenia potencjału transportowego.
„PB”: Krążą pogłoski, że to wynik lobbingu przewoźników zachodnioeuropejskich, którzy boją się konkurencji z naszej strony?
M. M.: Nie sądzę — ten zakaz nie dotyczy przecież tylko Polski. Tak samo rząd francuski nie może wspierać francuskich przewoźników, a brytyjski brytyjskich. Co więcej, ograniczenie to nie dotyczy tylko pieniędzy unijnych, ale i pochodzących z indywidualnych budżetów państw członkowskich. To rozporządzenie obowiązuje zresztą już od paru lat. Wcześniej nikt się nim u nas nie interesował, bo nie dotyczyło nas jako kraju spoza Unii.
„PB”: Podsumowując, uważa Pan, że środki przedakcesyjne wpłynęły na rozwój naszej gospodarki?
M. M.: W ramach EXPROMU pomoc uzyskało kilkudziesięciu przedsiębiorców — na tyle pozwolił ówczesny budżet. Beneficjentów Phare 2000 czy 2001 liczy się w tysiącach. Z funduszy strukturalnych skorzysta najprawdopodobniej kilkadziesiąt tysięcy firm. Podczas gdy w latach dziewięćdziesiątych pieniądze trafiające do firm były jak kropla w morzu, po roku 2000 pomoc unijna stała się zjawiskiem — jest odczuwalna, społeczeństwo wie o jej istnieniu, firmy się o nią masowo ubiegają. Jednak, mimo że w ostatnich edycjach Phare kwoty były już znaczące, nadal nie była to skala, która oddziaływałaby w widoczny sposób na gospodarkę. Rezultaty tej pomocy mogły być widoczne w mikrospołecznościach czy społecznościach lokalnych, jednak już w skali regionu stawały się niezauważalne. Myślę, że sytuacja ta ulegnie zmianie wraz z uruchomieniem strumienia finansowego z funduszy strukturalnych.