Na prywatyzacji zarobił skarb państwa, który sprzedał akcje, i banki, które dały graczom pieniądze na ich zakup.
98,667 proc. wyniosła redukcja zapisów w pierwszej publicznej ofercie akcji Zelmera, producenta małego sprzętu AGD. To najwyższa redukcja zleceń w historii GPW i kolejny sukces prywatyzacyjny skarbu państwa, który po sprzedaży 85 proc. walorów nie będzie już akcjonariuszem rzeszowskiej firmy. Największym udziałowcem, z 25-proc. pakietem, został fundusz Enterprise Investors. 27 stycznia, czyli w czwartek, papiery zadebiutują na warszawskiej giełdzie.
Inwestorzy indywidualni, a to ich objęła wspomniana redukcja, chcieli kupić papiery za ponad 4,8 mld zł, podczas gdy wartość sprzedanych im walorów nie przekroczyła 70 mln zł. Tak duży popyt to zasługa sprawnej akcji kredytowej biur maklerskich. Inwestorzy, spodziewając się wysokiej redukcji, brali kredyty chcąc kupić więcej papierów. Efekt? Rekordowa redukcja przez drobnych graczy traktowana bardziej jako zmartwienie niż sukces. Udział w prywatyzacji będzie bowiem opłacalny, jeśli na debiucie akcje mocno zdrożeją, a nie jest to wcale pewne. Instytucje finansowe, które mogłyby odkupić papiery, nie chciały w ofercie publicznej płacić więcej niż 13,20 zł. Niekorzystnie na debiucie może się też odbić słaba koniunktura.
Analitycy nie sądzą jednak, aby nawet brak zysków z zakupu akcji Zelmera zniechęcił drobnych inwestorów do zakupów akcji kolejnych prywatyzowanych firm. Inwestycje te postrzegane są bowiem jako bezpieczne. Przedstawiciele skarbu państwa obiecują także, że pomimo wielkiego, choć przez kredyty nieco sztucznego, popytu, nie zaczną sprzedawać walorów drożej. W tym roku MSP może wprowadzić na parkiet nawet ponad 10 spółek.


