Stabilizacji!

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 2001-07-25 00:00

Stabilizacji!

Wzrost gospodarczy w Polsce powinien wynosić nie mniej niż 5 proc. rocznie. Nie wolno też pozwolić sobie na deficyt obrotów bieżących wyższy niż 6 proc. I dopiero po spełnieniu tych warunków będzie można mówić o względnej stabilności naszego rynku — uważa Grzegorz Wójtowicz, członek Rady Polityki Pieniężnej.

Rada Polityki Pieniężnej obniżała stopy procentowe w tym roku już trzy razy. Przedstawiciele sektora finansowego liczyli więc na kolejną redukcję, ale nie doczekali się. Dlaczego?

Ocena przyszłości

Zdaniem Grzegorza Wójtowicza, RPP nie zajmuje się oceną sytuacji bieżącej, tylko przewidywaniem i analizą tego, co się dopiero wydarzy. I dopiero suma tych konkluzji składa się na decyzję. Celem gospodarki jest wzrost, ale nie może być on skokowy, musi być spokojny, stabilny i zrównoważony. Przejawem nierównowagi jest deficyt obrotów bieżących wyższy niż w innych krajach zaliczanych do tzw. rynków wschodzących. To, czy polska gospodarka osiągnęła już stabilizację, jest możliwe do oszacowania przy pełnym obrazie sytuacji finansowej państwa. Jednak mimo że mamy już drugą połowę roku, nadal nie wiemy, jaki będzie budżet na ten i 2001 rok.

— W tej sytuacji mogliśmy obniżyć stopy i uzyskać krótkookresowy efekt wzrostu, ale w długim terminie groziłoby to kryzysem — ostrzega Grzegorz Wójtowicz.

W jego opinii polska gospodarka powinna rozwijać się w tempie nie mniejszym niż 5 proc. rocznie, a deficyt w obrotach bieżących nie powinien przekraczać 6 proc. PKB.

— Dziś mamy nikły wzrost, a deficyt nadal spory. By uzyskać wzrost, o którym mówię, należy inwestować równocześnie ograniczając konsumpcję i doprowadzając do szybszego wzrostu eksportu niż importu — wyjaśnia Grzegorz Wójtowicz.

Jego zdaniem, wśród rynków wschodzących duży deficyt ma oprócz nas tylko Brazylia i Meksyk. Deficyt obrotów bieżących musi być sfinansowany. Może to nastąpić w różnych formach, a jedną z podstawowych jest wzrost zadłużenia, na co Polska nie może sobie pozwolić. Obecnie zadłużenie Polski za granicą wynosi prawie 70 mld dolarów.

Pomoc dla złotego

Jednak nie samymi ruchami stóp można wpływać na deficyt obrotów bieżących. Działa na niego także aprecjacja złotego. Wysokie stopy wzmacniają walutę, poprawiają warunki dla importu, a pogarszają dla eksportu.

— Trudno powiedzieć, jaki powinien być kurs złotego do np. dolara. Każdy ma inne oczekiwania wobec kursu — mówi Grzegorz Wójtowicz.

Rynek wciąż jednak narzeka na zbyt mocny kurs złotego.

— Rynek zawsze narzekał albo na zbyt mocnego, albo na zbyt słabego złotego — kwituje Grzegorz Wójtowicz.

Przedstawiciel RPP dodaje, że na ostatnie wahania wpływała długotrwała aprecjacja, która musiała zakończyć się korektą.

— Osłabieniu kursu złotego pomogła także niejasna sytuacja finansów publicznych, kryzys w Argentynie i Turcji i wypowiedzi polskich polityków — analizuje Grzegorz Wójtowicz.

Rośnie odporność

Te czynniki będą wpływały także na kurs waluty w przyszłości. Warto jednak podkreślić, że stopniowo nasza gospodarka jest coraz mniej podatna na światowe kryzysy.

— Nadal jesteśmy krajem wschodzącej gospodarki, ale coraz bardziej bezpiecznym. Pomaga nam bliskość Unii Europejskiej. Mamy wysoki poziom rezerw dewizowych i umiarkowany zadłużenia krótkoterminowego. Wiele przesłanek wskazuje na to, że Polskę można postrzegać jako kraj o większej odporności na niepokoje na świecie. Jednak nikt nam nie da gwarancji, że któryś z dalekich kryzysów nie dotknie także naszego rynku. Ulegały im kraje o wiele bogatsze i stabilniejsze od naszego — wyjaśnia Grzegorz Wójtowicz.

Bankom jest źle

Instytucje finansowe liczyły jednak, że stopy nieco spadną. Na ostatnią obniżkę banki zareagowały inaczej niż na poprzednie. Praktycznie już następnego dnia zaczęły ciąć oprocentowania kredytów i depozytów.

— Po pewnym czasie obniżki oprocentowania w bankach osiągają podobną skalę jak cięcia stóp w NBP — uważa Grzegorz Wójtowicz, członek RPP.

Nie zmienia to faktu, że instytucje finansowe szybciej obniżają ceny depozytów niż kredytów.

— To naturalne. System bankowy ma dużą nadpłynność. Dlatego zachęty do oszczędzania nie są tak duże. Natomiast instytucje finansowe zarabiają na kredytach, a ostatnio akcja kredytowa została bardzo wyhamowana. Jeśli spojrzymy w perspektywie długookresowej, to różnice pomiędzy spadkiem oprocentowania depozytów i kredytów nie są duże — twierdzi Grzegorz Wójtowicz.

Jednak mimo trzech obniżek stóp, akcja kredytowa nie wzrosła. Oprocentowanie kredytów jest nadal wysokie, a I i II kwartał tego roku nie był najlepszy dla banków pod względem zysków.

— Nie chcę być złośliwy, ale nawet w trakcie największego popytu na kredyty banki też narzekały. Sądzę, że drugie półrocze będzie lepsze. Wówczas dopiero będzie można odczuć efekt redukcji stóp — mówi Grzegorz Wójtowicz.

W jego opinii problem umiejętności oceny ryzyka przez przedsiębiorców jednak pozostanie. Niewielu kredytobiorców zadłużając się potrafi analizować sytuację na rynku.

— Same banki też mają z tym problem. Gdyby nie miały, razem ze wzrostem stóp tak radykalnie nie wzrósłby w instytucjach finansowych poziom złych długów — wyjaśnia Grzegorz Wójtowicz.

Zdaniem przedstawiciela RPP, w krajach gdzie banki i kredytobiorcy osiągnęli wysoki poziom rozwoju, nikt nie narzeka na podwyżki stóp procentowych.

— W Niemczech średnia cena kredytu wynosi 10 proc., przy inflacji 3,1 proc. Tam też zadłużanie się nie jest tanie — mówi Grzegorz Wójtowicz.

W Niemczech różnica między inflacją a stopą kredytów wynosi około 7 proc. W Polsce inflacja liczona grudzień do grudnia powinna wynieść około 6 proc. Według standardów naszych sąsiadów średnie oprocentowanie kredytów w Polsce nie powinno więc przekraczać 14 proc.