Stacje jak markety kuszą fundusze

Inwestycja w sieć Dino wyszła Enterpise Investors tak dobrze, że teraz popracuje nad rozwojem stacji paliw Moya

Na sieci marketów Dino fundusz Enetrprise Investors (EI) zarobił 727 proc. Zainwestował 200 mln zł, a po siedmiu latach zgarnął 1,65 mld zł, wprowadzając w 2017 r. firmę na giełdę. Teraz EI chce powtórzyć ten sukces w paliwach.

Wyświetl galerię [1/2]

Fot. Marek Wiśniewski

— Na rynku stacji benzynowych spodziewamy się postępującej konsolidacji, podobnej do tej na rynku handlu detalicznego. Osiem lat temu podobne zmiany skłoniły nas do zainwestowania w sieć marketów Dino. Czas pokazał, że nasze założenia okazały się słuszne, a Dino osiągnęło spektakularny sukces — mówi „PB” Sebastian Król, partner Enterprise Investors.

Inwestor z doświadczeniem

EI podpisał w zeszłym tygodniu list intencyjny z Anwimem, największym niezależnym operatorem stacji benzynowych w Polsce. Planuje objąć mniejszościowy pakiet udziałów w spółce. Jeśli strony uzgodnią warunki umowy, będzie to pierwsza inwestycja firmy private-equity w tym sektorze w Polsce. Jej wartości na razie nie ujawniono, ale wiadomo, że za pozyskane pieniądze Anwim chce podwoić liczbę stacji, które prowadzi pod szyldem Moya. Dla właścicieli spółki, osób fizycznych, historia inwestycji EI w Dino miała znaczenie.

— Byliśmy zainteresowani pozyskaniem partnera, który nie tylko da nam finansowanie, ale też wesprze nas doświadczeniem. Enterprise Investors ma duże doświadczenie w budowaniu sukcesu marek detalicznych — mówi Paweł Grzywaczewski, członek zarządu Anwimu.

Sebastian Król zwraca zaś uwagę, że stacje benzynowe, podobnie jak kiedyś markety, muszą się liczyć m.in. z rosnącą presją konkurencyjną, w której trudno będzie się odnaleźć pojedynczym placówkom lub niewielkim sieciom.

— Nie bez znaczenia są też rosnące oczekiwania konsumentów, zaopatrujących się na stacjach nie tylko w paliwo, ale coraz częściej szukających bardziej rozbudowanej oferty produktów — zauważa Sebastian Król. EI kusi też zagraniczny aspekt paliwowego biznesu.

— Uważnie przyglądamy się całemu regionowi Europy Środkowo-Wschodniej i szukamy atrakcyjnych spółek, także w branży handlu paliwami — mówi Sebastian Król.

Łatwiej bez szarej strefy

Jeszcze kilka lat temu o inwestowaniu w stacje paliw nie myślał żaden fundusz. Branża miała problem z szarą strefą, która pożerała 10 mld zł rocznie. W ciągu ostatnich dwóch lat rząd wprowadził jednak zmiany w podatku VAT, utrudniając wwóz paliw z innych państw, zmienił prawo energetyczne, zaostrzające nadzór nad koncesjami, a także zmienił przepisy o nadzorowaniu przewozów cysternami. Szara strefa niemal zniknęła, dzięki czemu legalni gracze notują dziś co kwartał wzrost przychodów. Zauważyli to też inwestorzy.

— Rynek ten jest interesujący również ze względu na to, że został uregulowany. Ta zmiana pomogła wyeliminować szarą strefę, a uczestników rynku zaczęły obowiązywać normalne zasady konkurencyjne. To z kolei stwarza dobre warunki dla firm takich jak Anwim, o ugruntowanej pozycji, z konkretnym planem dalszego rozwoju — mówi Sebastian Król.

Z diagnozą EI zgadza się Ireneusz Jabłonowski, prezes firmy Huzar PSP, zrzeszającej stacje działające pod wspólnym szyldem Huzar.

— Ostatnie lata były dla branży korzystne, przyniosły wzrost marż i stabilizację. Nic więc dziwnego, że zainteresowali się nią inwestorzy — mówi Ireneusz Jabłonowski.

Będzie się działo

Umowa EI z Anwimem zaskoczyła Adama Sikorskiego, kontrolującego giełdowy Unimot, który rozwija sieć stacji Avia na tyle dynamicznie, że bywa porównywany z Anwimem.

— Byłem trochę zaskoczony, że Anwim podpisał list intencyjny z inwestorem finansowym, a nie branżowym, ale dla naszego rynku to zdecydowanie dobra wiadomość. Wejście funduszu poprawi wizerunek sektora stacji niezależnych — potwierdzi, że jest to sektor wiarygodny i z perspektywami.

To też potwierdzenie, że strategia Unimotu jest dobra — cieszy się Adam Sikorski. Zaskoczony był też Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

— Rzeczywiście jednak dynamika rozwoju sieci Moya jest bardzo zauważalna, rynek ustabilizowany, a perspektywy dobre — mówi Krzysztof Romaniuk.

W przyszłości na kształcie rynku zaważy planowane połączenie dwóch państwowych gigantów, czyli Orlenu i Lotosu. Fuzja wzmocni państwowe firmy na rynku hurtowym, ale na rynku detalicznym rysuje się ryzyko narzucenia im przez Komisję Europejską sprzedaży części stacji.

— To obrazuje charakter tego rynku. Z jednej strony, liczba stacji od lat jest stabilna i wynosi ok. 7 tys. placówek, ale z drugiej strony, stacje stale zmieniają brandy, a gorsze lokalizacje znikają, bo pojawiają się lepsze, np. przy autostradach. Dzięki temu na rynku rozpychają się nie tylko Anwim i Unimot, ale też np. Total — zauważa Krzysztof Romaniuk. Przejęć spodziewają się wszyscy.

— Najbliższe lata przyniosą okazje do zakupów i jeszcze szybszego rozwoju — podkreśla Paweł Grzywaczewski z Anwimu.

— Wierzymy, że Anwim może stać się dobrą platformą do konsolidacji, w której zamierzamy wziąć czynny udział — wtóruje mu Sebastian Król z EI.

Opłata niestraszna

Ryzykiem dla sektora stacji paliw jest jednak opłata paliwowa, czyli nowy podatek, który obowiązywać będzie od 1 stycznia 2019 r. Dystrybutorzy paliw zapłacą 80 zł od każdego tysiąca litrów paliwa. Nowe podatki są zwykle uwzględniane w cenie i przerzucane na odbiorców, ale tym razem może być inaczej. Orlen i Lotos zapowiedziały, że nowy ciężar wezmą na siebie. Wielu ekspertów w to wątpi, ale wiarygodności tym obietnicom dodaje zbliżający się sezon wyborczy. Jeśli Orlen i Lotos faktycznie wezmą opłatę na siebie i nie podwyższą cen, w ślad za nimi będzie musiała pójść konkurencja. To oznacza zmniejszenie marży na sprzedaży paliwa, która dziś wynosi ok. 15 groszy na litr. Jeśli odejmiemy od tego 8 groszy na litr (czyli opłatę paliwową), zostanie ledwie 7 groszy. EI to nie odstrasza.

— Analizujemy ten temat. Jako że opłata dotknie wszystkich podmiotów w równym stopniu, nie powinna pogorszyć pozycji konkurencyjnej interesującej nas spółki — mówi Sebastian Król.

— Nowy podatek wpłynie tylko na handel paliwami, a nie na sprzedaż pozapaliwową — zauważa z kolei jeden z naszych rozmówców, pragnący zachować anonimowość.

To kolejna motywacja do rozwoju sklepów na stacjach. Taki plan ma zresztą Orlen, który w odpowiedzi na zakaz handlu w niedzielę (korzystny dla stacji) rozszerza ofertę o produkty pierwszej potrzeby.

Nie wszystkim się wiedzie

Otoczenie sprzyja jednak tylko stacjom z dobudowanymi sklepami. Dowód? Od maja zeszłego roku kupca na 30 stacji bezobsługowych pod szyldem eMila szuka BM Reflex. Do dziś nie udało się go znaleźć. Zapytaliśmy o stan rozmów, ale zarząd odmówił odpowiedzi.

— Ze względu na dobro spraw firmy wstrzymuję się od komentarza — napisał Tomasz Wolski, wiceprezes BM Reflex.

Stacje bezobsługowe wprowadziła do Polski fińska firma Neste, ale w 2013 r. sprzedała je koncernowi Shell. Finowie oficjalnie przyznawali wtedy, że na polskim rynku koncept się nie sprawdził, bo Polak potrzebuje nie tylko paliwa, ale też kawy i ciastka. Ledwie rok później Shell sprzedał stacje BM Reflex. Menedżerowie z sektora paliwowego od dawna podają, że dla polskiego klienta cena benzyny nie jest absolutnym priorytetem, bo wyżej ceni sobie markę i poziom obsługi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Stacje jak markety kuszą fundusze