Stacje niszowe szukają reklam

Wojciech Pysiewicz
opublikowano: 2000-02-23 00:00

Stacje niszowe szukają reklam

Lokalne rozgłośnie cierpią na brak kapitału

CZEKAJĄ NA LEPSZE CZASY: Rozgłośnie niszowe,takie jak należące do Mariusza Adamiaka Radio Jazz muszą — zdaniem specjalistów — poczekać kilka lat na większe zainteresowanie ze strony reklamodawców. fot. B. Skrzyński

Specjaliści są zgodni: przyszłość należy do rozgłośni nadających program adresowany do konkretnego słuchacza. Jednak na razie zdecydowana większość tego typu stacji przynosi straty, a na poprawę sytuacji trzeba poczekać jeszcze kilka lat.

W Polsce działa blisko 200 stacji radiowych — w większości są to małe rozgłośnie, najczęściej nie wykraczające zasięgiem poza obszar kilku powiatów. Według deklaracji przedstawicieli tych stacji, zdecydowana ich większość przynosi straty, a właściciele dofinansowują je pieniędzmi uzyskiwanymi z innej działalności.

Niszowa przyszłość

Specjaliści podkreślają, że pozycja części lokalnych stacji radiowych wynika ze słabego zaplecza kapitałowego, a także kopiowania pomysłów dużych stacji komercyjnych. Ich zdaniem, lokalne stacje w małych ośrodkach będą musiały postawić na programy dotyczące regionu. Natomiast w większych miastach radiowcy będą musieli przygotowywać tzw. sformatowany program (niszowy), na przykład z muzyką jazzową. Słuchalność stacji niszowych, według badań OBOP-u, nie przekracza zazwyczaj granicy błędu statystycznego.

— Doświadczenia polskich stacji radiowych dowodzą, że jest jeszcze za wcześnie na stacje sformatowane. Jeśli tworząc stację niszową liczy się na sukces komercyjny, to można się niemile rozczarować — twierdzi Ireneusz Iwański, szef Konwentu Komercyjnych Stacji Radiowych.

Jego zdaniem, nawet doświadczenia stacji niszowych działających na rynku warszawskim pokazują, że nie jest łatwo utrzymać się na granicy opłacalności.

Niska słuchalność stacji niszowych sprawia, że często są one pomijane przez reklamodawców.

— Zazwyczaj wybieramy efektywne stacje, czyli rozgłośnie ogólnopolskie, a stacje niszowe są rzadko wykorzystywane — mówi Jowita Dżus-Korocińska, dyrektor działu radiowego domu mediowego Optimum Media.

Jej zdaniem, plusem takich rozgłośni jest dotarcie do konkretnej grupy odbiorców, a minusem niska słuchalność.

— Rozgłośnie niszowe słabo się promują, bo ich na to zazwyczaj nie stać. Wielu odbiorców nie wie, że takie stacje istnieją — przekonuje Jowita Dżus-Korocińska.

Maryla lepsza niż Mozart

W profilowaniu programu stacji radiowych uczestniczy Agora, która ma udziały w kilkunastu stacjach lokalnych, m.in. w warszawskim radiu Classic oraz w jedynej mówionej polskiej stacji — TOK FM. Jednak większość z nich, to typowe rozgłośnie muzyczne.

— W przypadku stacji Agory trudno mówić o wąskim profilowaniu programu. Ich komercyjny sukces polega nie na tym, że są skierowane do wąskiej grupy odbiorców, ale na tym, że wielbicieli Maryli Rodowicz jest znacznie więcej niż zwolenników Mozarta — twierdzi szef jednej ze stacji radiowych.

— W dużych miastach można, tak jak Agora, robić szafy grające, ale stworzenie tego typu stacji na przykład w Mrągowie nie ma sensu — zapewnia Ireneusz Iwański.

Jazzmeni na satelicie

Ratunkiem dla stacji niszowych ma być umieszczanie ich programu na jednej z platform cyfrowych.

— Rozgłośnie niszowe, takie jak Radio Jazz, znajdują się w kręgu naszego zainteresowania. Podobnie jak w przypadku tematycznych kanałów telewizyjnych, nie zależy nam na ich wielkiej popularności, a raczej na stworzeniu bogatej oferty dla odbiorcy — twierdzi Paulina Krasińska z Cyfry+.

Na razie w pakietach Cyfry+ i Wizji TV znajduje się tylko kilka stacji radiowych, ale w planach jest znaczne zwiększenie ich liczby. Stacje telewizyjne nie płacą za rozpowszechnianie sygnału za pośrednictwem platform cyfrowych. W przeciwieństwie do nich rozgłośnie radiowe pokrywają koszty techniczne umieszczenia swojego programu na satelicie. Są to kwoty nie przekraczające kilkudziesięciu tysięcy dolarów rocznie.