— orędzie prezydenta Rosji do parlamentu ma z polskiego punktu widzenia znaczenie niezrównanie większe niż styczniowe orędzie prezydenta USA o stanie państwa. Władimir Putin wczoraj nie powiedział niczego zaskakującego, ale zebrał i potwierdził cele jego polityki, która od początku roku tak szokuje naiwny świat.

Dla polskich przedsiębiorców z mowy cara wynika, że nie ma mowy o ich powrocie na rosyjski rynek. Tę gorzką prawdę musi przyjąć do wiadomości przede wszystkim dotknięta embargiem branża żywnościowa, ale niewiele nadziei Putin stworzył również transportowej. Niby deklarował, że Rosja nie pójdzie drogą samoizolacji, ale zarazem nakazał osiągnięcie tzw. samowystarczalności żywnościowej. Oczywiście zupełnie inną kwestią jest wykonalność planów i haseł władcy. Z każdym tygodniem pogłębia się przepaść między opisem sytuacji w ustach Putina a rzeczywistością poza kremlowskim pałacem.
Między wierszami prezydent potwierdził staczanie się gospodarcze jego państwa. Dlatego złożył dość puste deklaracje rozwoju wolności gospodarczej, społecznej i obywatelskiej. Zaproponował wprowadzenie na cztery lata moratorium na podnoszenie podatków. Ale najciekawszy był błagalny wręcz apel o powrót rosyjskich kapitałów z zagranicy, przy zapewnieniu pełnej amnestii ich posiadaczom bez względu na źródła pochodzenia pieniędzy. Przy okazji jako były szef Federalnej Służby Bezpieczeństwa zdiagnozował przyczyny rekordowego upadku rubla — winni są spekulanci, którzy zostaną rozpoznani i zniszczeni. I z tego azymutu Rosja nie zejdzie…