Stalexport w objęciach bessy

Zbigniew Bętlewski
opublikowano: 2001-03-08 00:00

Stalexport w objęciach bessy

Jedną ze spółek, która ostatnio budzi mieszane uczucia inwestorów, jest Stalexport. Kłopoty spółki znane są już od dłuższego czasu. Inwestowanie posiadanych środków w zakup udziałów w nierentownych hutach, prędzej czy później musiało negatywnie odbić się na kondycji mocno zadłużonego holdingu. Wydawało się, że ratunek może przynieść bardzo korzystna sprzedaż 5,5 proc. akcji Polkomtela, dzięki której spółka osiągnęła ponad 200 mln zł zysku netto w 1999 roku. Tym bardziej że nowy prezes zarządu, Emil Wąsacz, zapowiadał odejście od strategii poprzednika i zaprzestanie inwestowania w udziały kolejnych hut. Jednak wyniki ostatniego kwartału ubiegłego roku, kiedy spółka zanotowała straty już od poziomu wyniku operacyjnego (strata netto wyniosła 23,5 mln zł), pokazały, że Stalexportowi daleko do stabilnej sytuacji finansowej.

Do tego doszło nieporozumienie związane z NFOŚiGW, który w zamian za wierzytelności hut Ostrowiec i Łabędy miał objąć akcje Stalexportu po 21,77 zł za sztukę. Najpierw inwestorzy sądzili, że sprawa jest przesądzona, ale później informację tę zdementowano. NFOŚiGW nie podjął bowiem jeszcze decyzji o ewentualnym objęciu akcji, która będzie bardzo trudna, biorąc pod uwagę obecną wycenę giełdową Stalexportu.

Wszystko to wpływa negatywnie na kurs, który od listopada 2000 r. stracił około 2/3 swej wartości. Wprawdzie w ostatnim czasie doszło do stabilizacji, ale wydaje się, że jest to próba podjęta przez spekulantów wierzących w odbicie po drastycznej przecenie. Wysokie obroty notowane na ostatnich sesjach świadczą jednak o tym, że podaż jeszcze się nie wyczerpała, co niestety grozi dalszą kontynuacją spadków.