Stanisław Gomułka: prognoza dla Polski

prof. Stanisław Gomułka
opublikowano: 2009-12-24 00:00

Były wiceminister finansów, ekspert BCC ostrzega, by nie majstrować przy progach ostrożnościowych

Budując plany finansowe na 2010 rok i plany inwestycyjne na najbliższe lata, polscy przedsiębiorcy mają nadal dużą trudność w ocenie ryzyka biznesowego, chociaż na ogół mniejszą niż rok temu. Zarówno w skali globalnej, jak i europejskiej mamy bowiem  wyraźną poprawę nastrojów wśród gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i decydentów publicznych. Zaufanie zostało tam przywrócone, banki i inne instytucje finansowe są na ogół znów zyskowne. W Polsce recesja dotknęła tylko niektóre branże przemysłu przetwórczego, w dodatku w skali mniejszej niż w naszym otoczeniu.

Z drugiej strony, doszło do znacznego, czasem niebezpiecznego, pogorszenia stanu finansów publicznych w wielu krajach, także w Polsce. W USA i Wielkiej Brytanii doszło też do bardzo dużego wzrostu podaży tzw. pieniądza bazowego, co może prowadzić z czasem  do znacznego wzrostu inflacji i stóp procentowych w tych krajach. Aby ułatwić ocenę ryzyka biznesowego w 2010 r., proponuję założyć następujący rozwój warunków makroekonomicznych:

1W krajach wysoko rozwiniętych (USA, UE, Japonia) od połowy 2009 r. jesteśmy na etapie stabilizacji, z niewielką poprawą w niektórych obszarach aktywności. W 2010 r. należy oczekiwać kontynuacji poprawy, ale z racji ciągle dużej niepewności — w tempie bardzo umiarkowanym. Naturalne tempo wzrostu produkcji przemysłowej w tych krajach to 4-5 proc., a naturalne tempo wzrostu PKB to 1-2 proc. w UE i Japonii oraz 2-3 proc. w USA. W 2010 r. możemy już powrócić do takiego naturalnego tempa rozwoju.

2Czynnikami podtrzymującymi poprawę koniunktury będą nadal niskie bazowe i rynkowe stopy procentowe oraz umiarkowane ceny surowców. Zamiast deflacji pojawi się inflacja, ale niska, rzędu 1-2 proc.

3W perspektywie kilku lat zagrożeniem głównym wydaje się być możliwość ponownej destabilizacji makrofinansowej w USA, gdzie kombinacja niskich oszczędności narodowych, bardzo wysokich deficytów budżetowych i silnej ekspansji bazy monetarnej tworzy mieszankę wybuchową.

4W Europie największa poprawa w latach 2010-2011 powinna być tam, gdzie doszło do największych spadków aktywności.

5W Polsce normalną sytuacją jest wzrost PKB w tempie 4,5-5,0 proc. rocznie oraz wzrost produkcji przemysłu przetwórczego 8-10 proc. rocznie. Tymczasem w latach 2009-2010 wzrost PKB wyniesie około 2 proc. rocznie. Zatem koszt kryzysu światowego dla Polski na koniec 2010 r. to 5-6 proc. PKB i produkcja przemysłowa przetwórcza niższa o 15-18 proc. w porównaniu z poziomem, jaki mielibyśmy w warunkach bez kryzysu. Koszt ten będzie podobny także w 2011 r., kiedy prawdopodobnie wrócimy do naturalnego tempa wzrostu PKB 4,5 proc. Jeśli nie będzie nowych zawirowań w gospodarce światowej, to w Polsce eliminacja skutków kryzysu światowego wystąpi dopiero w latach 2012-2014.

6Wysoka dewaluacja złotego wobec euro i dolara spowodowała, że zyskowność przedsiębiorstw nie spadła tak gwałtownie jak w latach 2000-02. Przedsiębiorstwa tym razem są pod dużo mniejszą presją, by obniżać zatrudnienie i inwestycje. Stopa bezrobocia oficjalnego będzie nadal rosła, ale nie powinna przekroczyć 14-15 proc.

7Oczekiwane umacnianie się naszej waluty powinno spowodować zmniejszenie stopy inflacji blisko celu inflacyjnego NBP. Z drugiej strony, brak presji płacowej będzie oznaczał, że nowa RPP może utrzymać stopy procentowe bez zmian przez większość 2010 r.

8Na kurs złotego duży wpływ będzie miał rozwój sytuacji w sferze finansów publicznych. W latach 2010-11 czeka nas bardzo duży przyrost długu publicznego. W tym obszarze mamy dwie duże niewiadome: reakcję parlamentu na prawdopodobne przekroczenie progu ostrożnościowego 55 proc. PKB w 2011 r. oraz reakcję rynków finansowych na deficyt sektora finansów publicznych 6-8 proc. PKB. Zła reakcja rynków oznaczałaby potencjalnie duży wzrost kosztu obsługi długu publicznego. W skrajnym przypadku wzrost tego kosztu może być tak duży, że wymusi na przykład znaczne cięcia w publicznych wydatkach inwestycyjnych.

Ze złą reakcją rynków trzeba się liczyć szczególnie wtedy, gdyby rząd i parlament zdecydowały się na "przeskalowanie termometru" przez redefinicję oficjalnego długu publicznego albo na likwidację progu ostrożnościowego 55 proc. PKB. Właśnie ta okoliczność powoduje, że makroekonomiczne ryzyko biznesowe pozostaje ciągle dość wysokie.

prof. Stanisław Gomułka

główny ekonomista BCC