Stany Zjednoczone Europy to wciąż iluzja

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-06-22 00:00

Obecność George’a Busha na wczorajszym szczycie Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi w Wiedniu stała się dla gospodarzy wydarzeniem, albowiem amerykański prezydent nie gościł w Austrii od 27 lat. UE i USA nadal tworzą najważniejszą parę na globie, również w wymianie handlowej. Jej cechą jest wzrost deficytu USA, wynoszącego w 1999 r. około 20 mld EUR, a w ubiegłym już 88 mld. Dla Polski z tego niewiele jednak wynika, bo notujemy w obrotach ze Stanami stały deficyt, ostatnio sięgający 0,5 mld EUR rocznie.

Jest to bardzo konkretny przykład rozmywania się interesów jednego państwa na tle sytuacji całej UE. Dlatego taka formuła szczytu, w której po „naszej” stronie wystąpili jedynie szefowie unijnych instytucji oraz premier państwa sprawującego prezydencję — w tym półroczu kanclerz Austrii Wolfgang Schüssel — czyni spotkanie o dumnej nazwie abstrakcją dla pozostałych państw członkowskich. Tym bardziej że wspólna polityka zagraniczna UE nie istnieje — czego dowodem jest rozdarcie Wspólnoty w kilku strategicznych kwestiach, z bezpieczeństwem energetycznym na czele.

Stany Zjednoczone Ameryki doskonale zdają sobie sprawę, że po naszej stronie Atlantyku ich partnerem jesz- cze długo — a może nigdy — nie będą Stany Zjednoczone Europy, nawet po przyjęciu Konstytucji dla Europy nadającej UE podmiotowość. Dlatego nie można nawet mieć pretensji, że dla Waszyngtonu każde państwo unijne jest odrębnym podmiotem prawa międzynarodowego. Forsowana obecnie przez Brukselę koncepcja, aby amerykańskim programem bezwizowym od zaraz objąć wszystkie państwa członkowskie, jest równie słuszna, co iluzoryczna. Umieszczany od niedawna w polskich paszportach napis „Unia Europejska” przed tytułem „Rzeczpospolita Polska” to na razie tylko symbol bez prawnego znaczenia.