Start-upy nie spowodują finansowej rewolucji

opublikowano: 08-04-2019, 22:00

Choć na rynku pojawia się coraz więcej fintechów, rzadko zdarza się taki, który rzeczywiście jest w stanie skutecznie konkurować ofertą z bankami

Wizja zamykania banków będącego efektem naporu małych firm finansowo-technologicznych wydaje się mocno przesadzona. Choć fintechy coraz odważniej rozpychają się na rynku, to jednak rzadko pojawia się start-up, który może stanowić poważną konkurencję dla banków.

Jedną z największych przewag banków nad fintechami jest
dostęp do taniego kapitału — mówi Michał Pawlik, prezes spółki faktoringowej
Smeo.
Zobacz więcej

GOTÓWKA POD RĘKĄ:

Jedną z największych przewag banków nad fintechami jest dostęp do taniego kapitału — mówi Michał Pawlik, prezes spółki faktoringowej Smeo. Fot. ARC

— O fintechach dużo się mówi, ponieważ na rynek wchodzi wiele takich firm. Ale samo rozpoczęcie działalności jeszcze nie świadczy o sukcesie. Do tego potrzebna jest odpowiednia skala i wyniki. Wydaje się, że poważną konkurencję dla banków stanowią big techy i kilka fintechów działających globalnie. Reszta start-upów upadnie lub zostanie przejęta przez banki — uważa Wojciech Kazimierski, twórca firmy LeaseLink.

Poważnych konkurentów brak

Zgadza się z nim Jacek Iljin, dyrektor zarządzający w bankowości detalicznej mBanku.

— Wiele banków w Polsce intensywnie śledzi nowe technologie w finansach, często tworząc własne akceleratory biznesu, wyłapujące ciekawe rozwiązania, w które warto zainwestować. Ale jeśli mówimy o projektach, przed którymi rysuje się już klarowna przyszłość i które niosą istotną biznesową wartość, przeważnie nie ma w co inwestować — mówi Jacek Iljin.

Piotr Smoleń, szef start-upu fintechowego Symmetrical.ai i funduszu Data Ventures, podkreśla, że banki mogą czuć się bezpiecznie.

— Skala działania nawet najbardziej znanych fintechów w Europie jest praktycznie niezauważalna z perspektywy rachunku wyników banków — mówi Piotr Smoleń.

Natomiast Karol Sadaj, menedżer Revoluta w Polsce zaznacza, że ciekawych pomysłów jest sporo i fintechy mogą jeszcze zaskoczyć rynek niejedną innowacją.

— Jednak na razie polskie firmy tego typu blisko współpracują z bankami, a dużych zagranicznych fintechów jest jak na lekarstwo. Banki mają w Polsce pozycję dominującą i szybko się to nie zmieni — twierdzi menedżer Revoluta.

Nie dostrzega na rynku żadnego fintechu, którzy stanowiłby poważną konkurencję dla banków.

— Chyba że mówimy o wąskich niszach rynkowych. Revolut oferuje bezpieczne płatności online dzięki kartom ze zmiennym numerem. Nie ma tego żaden bank, więc w tej niewielkiej niszy konkurujemy. Natomiast firmy pożyczkowe online dostarczają finansowanie, ale obsługują segment małych firm i klientów, po który bankom nie opłaca się schylać, więc trudno to nazwać konkurencją. Dużo dzieje się na rynku płatności. Użytkownicy korzystają z PayU, Apple Pay, Google Pay, Blika. Tu niewątpliwie jest walka o względy konsumenta — wylicza Karol Sadaj.

— Nie ma projektu, który mógłby stanowić materialne zagrożenie dla biznesu banków, ale są takie, które mogłyby tradycyjnym instytucjom pomóc efektywniej konkurować na nowych rynkach za granicą. Chodzi o np. Billon czy Coinfirm — twierdzi Piotr Smoleń.

Dawid i Goliat

Czego banki najbardziej się obawiają? Graczy z grupy GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple), a więc wielkich firm technologicznych z pieniędzmi, technologią i bazą klientów.

— Coraz śmielej na rynek usług finansowych, przede wszystkim płatniczych, wchodzą gracze z grupy GAFA. To jest dla nas realne zagrożenie — przyznaje Jacek Iljin.

— Mają globalne marki, zasięg, technologię i pieniądze. Jeśli banki mające zaufanie i zaplecze finansowe zacieśnią współpracę z fintechami, które poprawią ich szybkość działania i innowacyjność, mogą nieco wyrównać szanse w walce z takimi graczami — zwraca uwagę Karol Sadaj.

Wśród projektów, które w jakiś sposób konkurują z ich produktami i usługami, banki wymieniają często takie spółki, jak PayPal czy wspomniany Revolut.

— Fintechy w Polsce oferują jednak głównie usługi komplementarne do oferty banków lub wypełniają nisze, którymi duże instytucje nie są bardzo zainteresowane. Mam na myśli firmy pożyczkowe, porównywarki, kantory online, faktoring dla małych firm i inne. Być może dyrektywa PSD2 zmieni tę sytuację w bardziej znaczący sposób, czas pokaże. W przypadku Revoluta ściśle współpracujemy z bankami, korzystamy z ich kont technicznych, użytkownicy doładowują aplikację z kart debetowych wydawanych przez banki, raportujemy do tych samych regulatorów. Mamy dopiero cztery lata, nie oferujemy depozytów, kredytów, usług inwestycyjnych. W porównaniu z bankami jesteśmy jak Dawid i Goliat. Revolut to wciąż start-up — podkreśla Karol Sadaj.

Zdaniem Michała Pawlika, prezesa spółki faktoringowej Smeo, jednym z nielicznych obszarów, w których fintechy z powodzeniem konkurują z bankami, jest branża pożyczkowa.

— To prosty, masowy produkt, który rozwiązuje prostą potrzebę. Fakt, że rynek pożyczek pozabankowych rośnie dzisiaj znacznie szybciej niż gotówkowe pożyczki konsumenckie w bankach, może oznaczać, że tej branży udaje się skutecznie konkurować z tradycyjnymi instytucjami. Ponadto widać, że średnie kwoty pożyczek pozabankowych rosną — teraz jest to ok. 3 tys. zł, a niektóre firmy pożyczają jednorazowo nawet 20 tys. zł. I to już jest poziom produktów bankowych. Problemem jest tylko wciąż wysoki koszt takich rozwiązań — mówi Michał Pawlik.

Jego zdaniem na rynku wygrają fintechy, które zaoferują produkt masowy, konsumencki, albo wejdą w niszę, której tradycyjnym instytucjom nie opłaca się obsługiwać.

Marne szanse

Generalnie jednak banki nie musza obawiać się tej konkurencji.

— Głównie ze względu na wysokie koszty wejścia na rynek i bariery regulacyjne, które skutecznie utrudniają operowanie nowym graczom — podkreśla Piotr Smoleń.

— Nie jest łatwo stworzyć rozwiązanie, które wnosiłoby jakąś wartość dodaną i którego nie są w stanie zaproponować banki — zgadza się z nim Jacek Iljin.

Dodaje, że dużą barierą są skomplikowane regulacje i konieczność inwestycji np. w odpowiednie zabezpieczenia.

— Ponadto wciąż to banki cieszą się największym zaufaniem społecznym, jako instytucje, którym nie boimy się powierzać pieniędzy — zwraca uwagę Jacek Iljin.

Natomiast Michał Pawlik podkreśla, że banki mają dostęp przede wszystkim do taniego kapitału, a fintechom brakuje funduszy, które mogą zagwarantować odpowiednie finansowanie. To szczególnie problematyczne dla start-upów, które prowadzą działalność kredytową.

— Największymi barierami działalności fintechów chcących konkurować z bankami są unikalny model biznesowo-dystrybucyjny i dostęp do kapitału na finansowanie akcji kredytowej. Polski ekosystem inwestorów nie jest jeszcze na tyle dojrzały i przygotowany, aby w kooperacjach dostarczać kapitał inwestycyjny dla fintechów i równocześnie zapewniać finansowanie ich działalności kredytowej — zwraca uwagę Wojciech Kazimierski.

Dlatego nie należy oczekiwać, że młode technologiczne spółki zawojują rynek usług bankowych. Raczej, jak wynika z raportu „World FinTech Report 2018”, sukces wielu z nich zależy od tego, czy uda im się stworzyć trwałe partnerskie relacje z bankami.

Sprawdź program warsztatu "Rozwój produktów i usług", 27 czerwca 2019, Warszawa >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu